Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bardzo dziękuję Panu, współtwórcy polskiej kultury, za list otwarty, do mnie m.in. skierowany, a ogłoszony w „Gazecie Wyborczej”. Nie mogę sobie pozwolić na tekst równie długi, bo cierpliwość żadnej gazety tego by nie zniosła. Pozwolę sobie tylko na kilka uwag mieszczących się w mniej niż połowie objętości Pańskiego listu.

Pierwsza: list Pana wydaje się potwierdzać obserwację, od której zaczęła się moja rozmowa dla Magazynu „Duży Format” (do niej Pan nawiązuje). Gdy idzie o obecną scenę polityczną, żyjemy jakby w dwóch izolowanych od siebie bańkach informacyjnych. Nie ma wymiany argumentów, nie ma rozmowy – jest karykatura drugiej strony. A więc: karykatura rzeczywistości.

Za taką może Pan słusznie uznać redukcję mieszkańców Pańskiej „bańki” do np. „żydokomuny” czy „targowicy”. Ja pozwalam sobie uznać za taką, krzywdzącą karykaturę poglądów i wartości, jakie dzielę z mieszkańcami „mojej bańki” – redukcję ich do, jak to wybija Pański list w nagłówku: „wymóżdżonych mięśniaków, […] co sił w płucach wyjących narodowe hasła, że ‘Polska dla Polaków’, którzy nawet prawdopodobnie nie wiedzą, że są rasistami, a właściwie faszystami. Bo w ogóle prawie nic nie wiedzą”.

Otóż wydaje mi się, że zgadzając się na takie „uogólnienia”, rzeczywiście zbliżamy się do rasizmu. Jest nasza, piękna, szlachetna, wyznająca jedynie słuszne ideały „rasa” – i jest „rasa” Morloków, ponurych mieszkańców strasznego świata nienawiści… Jakie to proste i jakie niebezpieczne. Niestety, nie tylko dla „mojej strony”, ale także dla tych, którzy po „Pańskiej stronie” rysują takie odczłowieczające karykatury tych, którzy myślą inaczej i denerwują ich tą innością.

Z mojej inności, opartej na lekturze innych zapewne źródeł informacji wynika rzeczywiście bardzo odmienny (od tego, jaki rysuje Pan w swoim liście) ogląd polskiej polityki współczesnej, bilansu dotychczasowych posunięć obozu „dobrej zmiany”, położenia międzynarodowego. Może Pan to uznać za objaw szaleństwa, głupoty albo złej woli. Jednak inaczej niż Pan (i zapewne miliony innych ludzi w Polsce) odbierają tę rzeczywistość także miliony ludzi, w tym tysiące ludzi wykształconych, jak Pan i ja. Nie zamierzam Pana przekonywać do tego, że to ja mam rację. Na to tu nie ma miejsca. Powinniśmy może częściej wynurzać się z naszych zamkniętych „baniek” i próbować rozmawiać – tak jak uczynił to redaktor Tomasz Kwaśniewski w rozmowie ze mną dla „Dużego Formatu” (za co jestem mu bardzo wdzięczny). I co z tego wyniknie? Może chociaż tyle, że poznamy się o włos bliżej, że zobaczymy swoje twarze – zamiast ‘zdradzieckiej mordy” czy „gęby” naziolskiego „mięśniaka”.

Tak, pisząc do siebie otwarte listy, możemy pozostać na poziomie wrogiego stereotypu. Pan tworzy go może zbyt lekko. Pisze Pan o moim (i „być może kilku jeszcze akademików”) uwielbieniu narodu. I zgrabnie przechodzi Pan do „obrzydliwego uczucia lepszości”, do „Über alles”. A więc jednak „gęba naziola”… Przeciw temu: Tuwim, Herbert, Norwid, Baczyński, Wyspiański, Żeromski oraz Pańska rodzina – rzeczywistych, wspaniałych bohaterów z AK. Będziemy więc ich sobie wyrywać? Bo ja też podziwiam i uważam za wyrażające moje emocje wiersze Tuwima, Leśmiana (może zechce Pan przeczytać jego "Legendę o żołnierzu polskim"? – najpiękniejszy i najbardziej zapomniany utwór związany z odzyskaniem niepodległości), Herberta, Norwida, Baczyńskiego, dramaty Wyspiańskiego czy powieści Żeromskiego. I przytoczyć mogę, zgodnie z intencjami autorów, ich dzieła, które mówią o tym, co mi najbliższe: nie o narodzie spod znaku „Über alles”, ale o Polsce jako ojczyźnie, dla której warto wiele poświęcić i dla niej pracować, bo tak wiele nam ona w swym kulturowym dziedzictwie daje.

To jest wspólna Polska, jak mi się wydawało, takich twórców naszej kultury i historii, którzy wykraczają poza ciasne granice naszych dzisiejszych nienawistnych „baniek”: Polska wymienionych przed chwilą autorów, ale także Jana Pawła II, Józefa Piłsudskiego, Elizy Orzeszkowej, Marii Konopnickiej, Chopina, Mickiewicza, Edwarda Dembowskiego i Tadeusza Gajcego, Stefana Wyszyńskiego i Ireny Sendlerowej…

Można np. zastanowić się nad tymi słowami, jakie zapisał – niekojarzony na pewno z nacjonalizmem, Bolesław Prus. Pisał tak (w roku 1906): „Obok walki z religią katolicką biurokracja [zaborcza] toczy jeszcze zacieklejszy bój z narodowością i patriotyzmem polskim. Nasi szanowni cywilizatorowie zbyt mało posiadali wykształcenia, ażeby zrozumieć, iż jakikolwiek choćby patagoński patriotyzm jest lepszy od politycznego nihilizmu. […] Patriotyzm jest specjalną formą uczuć społecznych, które ludzi spajają ze sobą, każą im zapomnieć o własnym egoizmie, czasem popychają do poświęceń, a w każdym wypadku nieco hamują dzikość i okrucieństwo człowieka, nieco wynoszą go ponad ciasny zakres jego osobistych interesów. […] Takie to uczucie tępiono u nas za pomocą drwin z historii albo jej fałszowania”.

Prus mówił o walce z patriotyzmem, z porządkiem moralnym, o elementarzu szkoły podległości, trwającej w Polsce od XVIII wieku. Dziś owa szkoła "cywilizatorów" ma – dla mnie – uśmiechniętą twarz Jerzego Urbana na premierze "Kleru". Uśmiecha się, bo ma legion uczniów, zdolniejszych jeszcze niż on, zręczniej potrafiących wkręcać polską flagę w psią kupę. Ale on nie jest pierwszym nauczycielem. Sam ma za mistrza nie żadnych obcych cywilizatorów, ale naszego rodaka, ze szlacheckiego rodu, Feliksa Dzierżyńskiego – przyznaję to, samokrytycznie. I mogę zadedykować tę genealogię tym, którzy pozwalają, by Urban i jego uczniowie za nich myśleli.

Mamy tak się przerzucać, walczyć na genealogie? Pan buduje dla mnie taką oto: rabacja galicyjska i Jakub Szela, jako mój duchowy ojciec (i wszystkich tych, którzy głosują na znienawidzony PiS). Akurat teraz próbuję zajmować się zawodowo, jako historyk, rabacją galicyjską, którą Pan zajmował się jako artysta. Pan „dramat układał”, a ja staram się badać rzeczywistość w całej jej – nieoczywistości. O tych związanych z rabacją nieoczywistościach nie będę tu pisał. Zgodzę się jednak, że to był moment zwrotny. Ale dlatego, że znaleźli się ludzie, którzy nie pogodzili się z taką interpretacją, jaką Pan przedstawił: że chłop, czyli „cham”, zawsze będzie przeciw „panom”, że lud (czyli, pisze Pan: naród) to rzecz „chamska”.

To nie dwaj chłopi, jak Pan pisze, Bojko i Witos, podnieśli tych „chamów” do polskości. Oni dwaj by nie wystarczyli. Potrzebny był najpierw wysiłek szlacheckich powstańców, którzy wymusili na zaborcach swoim czynem, nadanie polskim chłopom takich warunków uwłaszczenia, które szybciej pozwoliły pokonać w ich mentalności drogę od niewolnika do człowieka, który może wybierać. Potrzebny był potem legion inteligentów, którzy sobie postawili za etyczne zadanie – zrozumienie chłopskiej krzywdy i jednocześnie nawiązanie rozmowy, która prowadzić może ich razem do wspólnej ojczyzny, do wspólnego patriotyzmu, do wspólnego wyzwolenia.

To robiły tysiące twórców towarzystw czytelni ludowych, nauczycielek i nauczycieli (jak moi przodkowie: bo akurat po kądzieli z takiej tradycji się wywodzę, jak po lemieszu z chłopskiej). Nieśli pod strzechy cywilizację, ale także opowieści o dobrym Naczelniku i dzielnym Bartosie Głowackim, opowieści Mickiewicza i Sienkiewicza o wspaniałych rycerzach polskości – one porywały chłopskie dzieci swoją cudownością. Porywały do polskiego patriotyzmu. To nie jest patriotyzm „über alles”, ale patriotyzm wspaniałej przygody uczestnictwa w niepodległości. Tym właśnie zajmowali się najlepsi z polskich inteligentów.

A co dzisiaj ma robić inteligent? Pan, jeśli ceni Pan to określenie? Ja, skoro z niego nie rezygnuję? Chyba najpierw musimy starać się poznawać rzeczywistość swojego społeczeństwa, zwłaszcza tę, z którą się nie zgadzamy, zamiast ją stygmatyzować wygodnymi dla siebie, dla swojego wygodnictwa umysłowego, kalkami: „cham”, pisior” albo „zdrajca”. Jeszcze raz bardzo dziękuję, że pisząc list do mnie, pomaga mi Pan zastanowić się nad granicami mojej „bańki”.

****

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.