Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pociąg IC Telimena, z Warszawy do Łodzi. Wsiadłem na Zachodniej. Bez biletu. Chciałem go kupić u konduktora. Ach, cóż za szkolny błąd! Przyznaję się, nie powinienem tego robić. Zahipnotyzowały mnie te reklamy, te nowe mundury, to Pendolino... Założyłem, że taka operacja nie będzie ponad siły systemu. Ale przecież przebrany konduktor w nowym pociągu jest ten sam co dawniej!

Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego nie kupiłem biletu w kasie. Otóż... lubię tę wolność wyboru, gdy wchodzę na dworzec. To przyzwyczajenie z podróży autobusami. Wybieram ten, który mi się podoba, wsiadam, płacę za bilet i jadę. Co istotne, wybieram spośród tych pojazdów, które faktycznie dojechały na dworzec, a nie tych, które miały dojechać. Krótko mówiąc, kupuję na pokładzie, by zabezpieczyć się przed zatłoczonymi bądź opóźnionymi. Do ostatniej chwili zachowuję też możliwość zmiany planów.

Jednak wtedy klamka już zapadła. Wybrałem pierwsze drzwi. Ależ błąd! Przyzwyczajenie z podróży Kolejami Mazowieckimi. Nie było tam konduktora, więc postanowiłem usiąść i na niego zaczekać. Potworny, opłakany w skutkach, rażący błąd! Nie do wiary, że mogłem wpaść na coś takiego! Przestrzegam was, moi drodzy, nie idźcie tą drogą. Nie idźcie tą drogą!

Domyślacie się pewnie, że zbliża się już do mnie konduktor, który za moment potraktuje mnie jak złodzieja, będzie chciał wlepić mandat, zagrozi zatrzymaniem pociągu i wezwaniem policji, a także wygłosi buńczuczną pogadankę o przepisach. Dokładnie tak będzie! Zróbmy więc pauzę i pochylmy się nad tymi ostatnimi. Zależą one od przewoźnika i od standardu pociągu. Czyli, inaczej w podmiejskim, inaczej w TLK, inaczej w IC, inaczej w EIP, a inaczej np. w Leo Express. Co ciekawe, wszystkie te regulaminy są płynne, bo spółki mogą je w każdej chwili zmienić. I pasażer za tym nie nadąży.

Ja bym chciał sobie usiąść i poczekać na konduktora, który w końcu, wcześniej czy później, do mnie dotrze i sprzeda mi bilet. Niestety, to byłoby zbyt piękne. Wg regulaminu muszę wytropić konduktora, biec do niego po peronie, dogonić go, zaczepić i powiedzieć mu, że chcę u niego kupić bilet. Jak myślicie, co on wtedy odpowiada? Zawsze to samo: „Pan sobie siądzie, ja do pana przyjdę". Czyli, robimy coś, co jest kompletnie bez sensu!

Niestety, czapkowanie konduktorowi jest dla PKP IC ważniejsze od zdrowego rozsądku. Owa kolejarska czapka daje im tę odrobinę władzy, która uderza do głowy. I czują się mocni! Ten, który na mnie ruszył, miał na oczach bielmo. Wiedziałem, że nie odpuści. Nerwowo potrząsał swymi gadżetami, podnosił głos coraz bardziej i wytaczał coraz mocniejsze działa. Nie przestraszyłem się jednak, też podniosłem głos i obroniłem swój bastion. Siedziałem cały czas na tym samym miejscu.

Kosztowało mnie to jednak w sumie 176 złotych. Sporo, jak na pociąg z Warszawy do Łodzi. Pozwoliłem sobie na uwagę, że to przejazd w cenie lotu samolotem i powiedziałem: „Za takie pieniądze powinien pan o mnie dbać niczym steward, podać poczęstunek i zapytać, czy nie jest mi zimno". Mój adwersarz odparł: „No, zimno to panu na pewno nie jest."

Trzeba przyznać, był wygadany. Ale, gdy stał tak nade mną i z satysfakcją wręczał mi kwitek, zadałem mu pytanie, na które nie potrafił odpowiedzieć: „Kto tu jest ważniejszy? Konduktor czy pasażer?". Hę? Stawiam to pytanie ponownie! Niech wybrzmi z całą mocą! Drodzy towarzysze podróży, opiszcie swoje przygody z personelem PKP IC. Nagrywajcie przejawy lekceważenia. Nie tolerujcie chamstwa, arogancji i braku profesjonalizmu. Nie odpuszczajcie! Tylko wasza presja może zmienić obecny, patologiczny układ sił.

W spocie reklamowym jest ładna kobieta, która sympatycznie się uśmiecha, za to w realu mamy zakompleksionego tyrana, który chce stawiać pasażerów do kąta. Władca pociągu ze mną wygrał, ale tak naprawdę przegrał, bo obnażył swoje prymitywne motywacje oraz niskie, chodnikowe standardy spółki. Sprawił, że miliony wydane na poprawę wizerunku firmy przelatują przez palce.

Wysiadając w Łodzi, zamiast pamiętać o nowoczesnym, czystym wagonie i szybkim, cichym przejeździe, wyremontowanej niedawno linii, czułem bowiem olbrzymi niesmak, że jakiś arogancki bubek potraktował mnie jak złodzieja, a PKP IC się pod tym podpisało, oddalając moją skargę, gdyż, cytuję: „pracownik nie potwierdził mojej wersji wydarzeń".

****

Zgłaszanie konduktorowi braku biletu uważacie za przeżytek? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.