"W Polsce po PiS-ie wprowadźmy uczciwszy, bardziej proporcjonalny system wyborczy. Panie Schetyna, pani Lubnauer - czy jesteście na to gotowi" - zaapelował Adrian Zandberg w SE 11 sierpnia 2018 r. Wzruszający apel, tylko aby cokolwiek w Polsce wprowadzać po PiS-ie, to najpierw musi to "po PiS-ie" zaistnieć.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mimo demolki fundowanej krajowi od trzech lat przez Kaczyńskiego na razie jego partia cieszy się dosyć stabilnym poparciem. Obawiam się też, że wszystkie wizje o „po PiS-ie” pozostaną w sferze marzeń.

Moje obawy wzrosły po przeczytaniu komentarzy pod artykułami o inicjatywie Roberta Biedronia, a zwłaszcza pod tekstem „Halicki o projekcie Biedronia: Powinien współpracować z nami. Kto walczy z PO, pomaga PiS” , ale też pod innymi. Jakakolwiek próba ostudzenia rozemocjonowanych głów spotykała się z kontrą i opryskliwością, a nawet dosyć chamskimi odzywkami. Jeżeli tak sobie skaczą do gardeł wyborcy opozycji, to nie nastraja mnie to optymistycznie, bo jest to jasna wskazówka dla polityków, że dla nich wyrywanie sobie wzajemne potencjalnych wyborców ma sens.

Niestety ma to sens tylko z punktu widzenia interesów partyjnych, ale w efekcie stracą wszyscy, a na pewno można zapomnieć o marzeniu o „po PiS-ie”. Opozycja nie odzyska władzy, koncentrując się na wzajemnym dokopywaniu sobie.

Razem w podgryzaniu

Na początku chcę mocno podkreślić, że inicjatywa Biedronia będzie mieć rację bytu tylko w ramach szerszego bloku. Osobiście wolałabym, aby ze względu na metodę d’Hondta był to wielki front CAŁEJ opozycji anty-PiS, lecz przy obecnej skali wzajemnych animozji zdaję sobie sprawę, że to najprawdopodobniej niewykonalne. Czy Biedroń wejdzie w kooperację z PO i Nowoczesną, czy zasili „blok” lewicy, to sprawa dla mnie drugorzędna. Ważne, by nie marnować głosów. Druga opcja byłaby chyba łatwiejsza. Piszę „chyba”, albowiem obserwując wzajemne podgryzanie się lewej strony, zastanawiam się, czy w ogóle jest możliwe rozsądne ułożenie współpracy i czy nie zakończy się tylko na podebraniu części głosów SLD, Razem lub innej lewicującej frakcji. A to akurat nie przybliży nas w żaden sposób do rzeczywistości „po-PiS”.  

W całej sytuacji zdumiała mnie intensywność reakcji, mimo że jak dotąd owa inicjatywa jest mocno enigmatyczna, sam bohater na razie nie mówi zbyt wiele, a raczej mówi opłotkami. Oczywiście rozumiem, że część wyborców czeka z utęsknieniem na zbawcę, wolałabym jednak, by mniej poddawać się myśleniu życzeniowemu, za to mocniej postawić na pragmatyzm. Z jednej strony przyjmuję za niepozbawione racji przypuszczenie, iż Biedroń może przyciągnąć jakichś nowych wyborców, do tej pory niezdecydowanych. Jest w mojej ocenie osobą roztaczającą sporo pozytywnej aury. Jednak podkreślam jeszcze raz, gdyby jego projekt miał dołączyć jako kolejny element do zbioru wiecznych krytykantów innych frakcji w obozie prodemokratycznym, to skończy się to wielką klapą dla wszystkich. 

A niestety jest się czego obawiać, bo toniemy we wzajemnych animozjach, obrzucaniu się błotkiem, zapominając zbyt często, gdzie jest przeciwnik, który z naszego państwa uczynił kraj z tektury. Nieprzypadkowo użyłam sformułowania Zandberga, którym ostatnio uraczył publikę, bo partia nomen omen Razem w podgryzaniu wszystkich, co nie jest Razem, nie ma sobie równych.

Nie będzie żadną wymierną korzyścią samo przesuwanie głosów w ramach elektoratu lewicowego lub nawet szerszego bloku, a zdarzy się dramat, gdy lewicowe frakcje i frakcyjki zaczną ryć pod sobą. Bardzo dobrze dwa tygodnie temu w „Ławie polityków” poradził Czarzastemu Arłukowicz, by zamiast bić w PO i Nowoczesną zajęli się pokonaniem niesnasek wewnątrz lewicy i zaczęli tworzyć wspólny front. Niestety to smutny, ale fakt, że lewica jest skłócona i jedyne, co ją w miarę łączy, to dowalanie PO i Nowoczesnej. Jeżeli nie zaprzestaną i jednego, i drugiego, to jeszcze bardzo, bardzo długo opozycja nie przejmie sterów w Polsce.

Dobrze by wreszcie było, aby lewica zdała sobie w końcu sprawę, że choć słupki SLD się podniosły, to liczenie na osiągnięcie samodzielnej większości jest liczeniem na cud. Tak samo jak jest mało prawdopodobne, by w ramach szerokiej koalicji lewicowej uzyskała ona wynik wyższy niż PO i Nowoczesna. Jeżeli „po PiS-ie” ma się stać faktem, to są skazani na sojusz z liberałami albo choć zawieszenie broni. Na to wskazuje większość sondaży.

Śledząc słupki sondaży

Od tygodnia siedzę i pracowicie przeglądam sondaże wyborcze z kilkunastu ostatnich miesięcy, wyrywkowo nawet z dłuższego okresu i z ostatnich dni. Skupiłam się przede wszystkim na ankietach IBRiS-u. Powód jest prozaiczny – robili najwięcej badań. W newralgicznych momentach nawet co tydzień. Analizując wyniki i umieszczając w kontekście ówczesnych wydarzeń na scenie politycznej, można doskonale prześledzić na przykład, jak Nowoczesna roztrwoniła swój kapitał. Ale nie tylko. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można wytyczyć kierunek przepływu jej elektoratu. Pierwszy, najmasywniejszy, nastąpił po wpadce Ryszarda Petru z wyjazdem na Maderę. Oczywiście tu nie należy zapominać, że w większości byli to najprawdopodobniej dotychczasowi wyborcy PO, którzy uwiedzeni świeżością formacji i nieuwikłaniem w polityczną przeszłość, na chwilę odsunęli się od Platformy. Efekt na pewno wzmacniało postrzeganie jej jako przegranego po wyborach w 2015, a Nowoczesnej jako zwycięzcy. Inną cezurą jest zachowanie posłów N. w trakcie głosowania nad projektem „Ratujmy kobiety”. Wyniki Nowoczesnej przed 11 stycznia 2018 oscylowały między 7 a 10,5 proc., potem obniżyły się do przedziału 3,6-6,3 proc. Wreszcie kolejny spadek notowań nastąpił po rozłamie z 9 maja br. Od tego momentu poparcie osiąga przedział od 2,9 do maks. 4 proc. Partia zaszkodziła sama sobie ewidentnie (wszystko dane podług IBRiS-u).

Przyglądając się jednocześnie słupkom SLD, można śmiało zaryzykować tezę: poparcie wzrosło zasilone zawiedzionym elektoratem Nowoczesnej po fatalnym głosowaniu nad projektem liberalizującym dostęp do aborcji. Do stycznia notowania wahały się między 5 a 7 procent. Po 11 stycznia 2018 poparcie zaczęło się systematycznie podnosić i obecnie kształtuje się w przedziale 7-12,1 proc. (najwyższy wskaźnik zanotowano w kwietniu br.).

Czy to ostatnie transfery od liberałów na lewo – trudno przewidzieć. Moim zdaniem rachuby, że elektorat Koalicji Obywatelskiej MASOWO odpłynie do lewicy, np. SLD lub frakcji Biedronia, są mrzonką. Jestem sceptyczna z wielu powodów. Różnice w poglądach obu grup na ekonomię to wyznacznik podstawowy. Ale jest jeszcze coś. Po wpadce z projektem „Ratujmy kobiety” PO nie straciła tak mocno, jak Nowoczesna, a ostatnio nawet zyskała.

Ktoś może skwitować w lewicowym stylu „została światopoglądowa konserwa”. Nie sądzę. Przede wszystkim przy okazji tej wpadki należy dostrzec różnicę w skali. Spośród 136 posłów PO za projektem zagłosowało 104, nikt się nie wstrzymał, choć zabrakło 29 posłów, większość była w tym dniu w Sejmie, 3 zagłosowało przeciw projektowi firmowanemu przez Barbarę Nowacką. Około 23 proc. wystawiło do wiatru kobiety.

W przypadku Nowoczesnej, która liczyła wtedy 26 szabel, 15 posłów zagłosowało za, jeden się wstrzymał, a 10 gdzieś zniknęło (w tym niektórzy bezczelnie wyciągnęli swoje karty do głosowania). Ponad 61 proc. posłów Nowoczesnej pokazało żonom, siostrom, córkom, kuzynkom i sąsiadkom środkowy palec.

Pomijam tu tłumaczenia niektórych, być może słuszne. To zupełnie różne wielkości. Ponadto PO zarządziła dyscyplinę w głosowaniu, a trzech posłów, którzy ewidentnie złamali ową dyscyplinę, głosując przeciwko projektowi, zostało wykluczonych z partii. Ten zdecydowany ruch zapobiegł najprawdopodobniej mocniejszemu odpływowi wyborców liberalnych obyczajowo.

Przepoczwarzanie się PO

Zgadzam się z wieloma osobami, z którymi miałam przyjemność dyskutować na forum GW, że przepoczwarzanie się PO od partii konserwatywnej do centrowej w rozumieniu standardów zachodnioeuropejskich jest wolne. Ale ja tę ewolucję obserwuję i myślę, że wielu ją dostrzega. Jeżeli owa ewolucja będzie konsekwentna, to będziemy mieć do czynienia z kolejnym aspektem, który uczyni z Koalicji Obywatelskiej frakcję oporną na przepływ wyborców ku lewej stronie.

Rezygnacja z kandydatury Alicji Chybickiej (żenująco tłumaczącej swoją postawę podczas głosowania projektu „Ratujmy kobiety”) na prezydenta Wrocławia ze strachu przed gniewem wkurzonych wyborców była kolejną odsłoną burzy, która dokonywała się wewnątrz PO. Co prawda Schetyna jeszcze próbował kombinować z Ujazdowskim (starych nawyków jest się trudno wyzbyć), ale ostatecznie zrezygnował. Na szczęście.

Jestem realistką. Schetyna by się nie ugiął, gdyby nie pojął wreszcie czegoś, co było jasne dla wielu od dawna. Rys wyborców PO się zmienił. I tego Schetyna dłużej nie może lekceważyć. Nie wiem, co takiego się stało, że wreszcie szef PO, mówiąc kolokwialnie, zatrybił. Możliwe, iż pomocna była ankieta, którą przeprowadziła jakiś czas temu Wyborcza. A może jeszcze coś innego. Dla mnie to mało istotne. Zresztą ta przemiana rodząca się w bólach zaczęła się wcześniej, a jedną z jej odsłon było onegdaj odejście z PO ultrakonserwatysty Gowina.

Poczynię jeszcze jedną uwagę. Będzie ona bazować bardziej na intuicji, aniżeli na jakichkolwiek twardych danych. I liczę się z negacją. Nawet gwałtowną. Jednym ze słusznych spostrzeżeń, jakie pada, jest średni wiek posłów PO. Leciwy. Słusznie również wskazuje się dwie kwestie: potencjalne mocne skrzywienie konserwatywne seniorów oraz wolne odmładzanie się kadr.

Podczas rozmów na forum user o dostojnym nicku Tales zasugerował, że starzejące się społeczeństwo jest hamulcem odmładzania. Słuszna refleksja. Tylko i tak hamulcowi w końcu wymierają. Zatem wolniej, ale wymiana generacyjna następuje. Taka biologia. Moim zdaniem ważniejsza jest druga kwestia. Potencjalne konserwatywne skrzywienie tych 60+. Szczerzę wątpię, czy grzejący od lat poselskie ławy wybiorą bohaterskie trwanie przy własnym sumieniu kosztem miejsca w parlamencie. Cynizm polityków bywa czasami przydatny...

I dlatego nie wolno teraz odpuścić, gdy zaczął się ruch w stronę, którą już dawno PO winna obrać. Duży transfer wyborców rozdrażnionych zbyt powolną ewolucją partii ten trend zamrozi. To jeden z moich głównych motywów, powodów, dla których ja, która przez wiele lat głosowała na lewicę, chcę pozostać przy Koalicji Obywatelskiej. Ba. O ile Nowoczesna mnie całkowicie nie rozczaruje, to na nią oddam głos. Nie ukrywam, że byłoby mi o wiele przyjemniej, gdyby przed wyborami do Parlamentu na listach wyborczych KO znalazła się na powrót Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Schmidt czy Ryszard Petru, np. jako kandydaci niezależni. Znane nazwiska trzeba cenić, choć bez przegięcia, jak u Schetyny z Ujazdowskim. Chcę dać szansę tej wyrodnej i zdradliwej partyjce, albowiem:

- mam nadzieję, że się czegoś nauczyli;

- uważam, że zmorą dotychczasowych nowych ruchów, jakie zaistniały w Sejmie, np. Ruch Palikota/Twój Ruch, był właśnie brak dania im przez wyborców drugiej szansy; tu taka dygresja – TR się szybko zdewaluował, ponieważ wzbudził zbyt wiele oczekiwań, zbyt dużo obiecywał na starcie scenie antyklerykalnej, a arytmetyka sejmowa była nieubłagana (niech to będzie ostrzeżenie dla Roberta Biedronia);

- może to być dyscyplinujące dla PO, by utrzymali kurs ku nowoczesnym standardom światopoglądowym Europy Zachodniej;

- jeżeli trend „ku nowoczesności” się utrzyma, to będzie łatwiej nawiązywać sojusze z lewą stroną sceny politycznej;

- jeśli doświadczona Nowoczesna z ewoluującą PO utrzymają właściwy kurs, to w konsekwencji może się wreszcie zmienić wspomniana arytmetyka sejmowa, by możliwe było przeprowadzenie wielu reform, które już dawno powinny zaistnieć, ot, choćby liberalizacja prawa do aborcji w kierunku norm panujących w krajach europejskich.

Jedność zawsze procentuje

O tym rozmawiałam kilka dni temu na forum z Obywatelem z Konstytucją. Można to nazwać przekornie próbą rozsadzenia PO (i Nowoczesnej) od wewnątrz. W pozytywnym tych słów aspekcie. Ku mojemu zdumieniu podobną motywacją posłużył się parę dni później Rafał Woś w swojej obleśnej publikacji „Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm” . Do tego tekstu jeszcze powrócę, a w tym miejscu tylko zwrócę uwagę, że o ile jest możliwa współpraca nawet w gnieździe os, to między osami, ale szerszeniami – nie.

Kończąc temat PO i Nowoczesnej, dodam, że nie zgadzam się zupełnie z kąśliwymi uwagami typu: „PO pożre Nowoczesną”, „przystawka PO”, etc. w tym stylu. Na razie to ten mariaż ratuje Nowoczesną, która się zmarginalizowała na własne życzenie przed całkowitym wyautowaniem, a sposób, w jaki występują publicznie, daje nadzieję na trwały sojusz i niepogrzebanie głosów elektoratu Nowoczesnej. W tym tego mocno obyczajowo nowoczesnego. To powinno być przykładem dla lewicy. Tym bardziej że sondaże raczej pokazują, że za jedność wyborcy nagradzają bonusem.

IBRiS przeprowadził takie dwa: 29 marca oraz 9 maja br. Poparcie wyniosło odpowiednio: 33 i 33,4 proc. W badaniach poprzedzających oba te sondaże 17 marca i 19 kwietnia po zsumowaniu głosów rozbitych wyniki wynosiły: 30,3 oraz 28,8 proc. Zresztą we wszystkich tegorocznych sondażach IBRiS-u, gdy pytano o obie partie rozdzielnie, suma głosów na nie oddana nie przekroczyła ANI RAZU 31 proc. Bonus za zgodę jest ewidentny. Szkoda tylko, że IBRiS po rozłamie w Nowoczesnej z maja tego roku nie zrobił kolejnego badania „koalicyjnego”.

Tu muszę coś dodać. Tekst Jakuba Bierzyńskiego z 23 sierpnia „Premia za jedność opozycji to mit bez poparcia w badaniach” nie przywołuje wszystkich tego typu sondaży.

Moją tezę wspiera jeszcze na pewno sondaż Kantar Public z 10 kwietnia  – PiS ma tu 29 proc., a PO+N 32 proc. Badanie Instytutu Pollster z 1 maja daje PiS 38 proc. natomiast PO+N – 35 proc. Aby jednoznacznie ocenić w tym wypadku bonus za jedność, należałoby prześledzić wyniki obu partii z ostatnich miesięcy podług Pollstera, zsumować je i porównać, czy przekraczają 35 proc. Jeżeli tak, to nie ma mowy o bonusie. Jeśli kształtują się poniżej tego wskaźnika, bonus jest. Mimo braku takiej analizy 3 proc. różnicy do PiS daje nadzieję i wygląda to zupełnie inaczej, aniżeli w badaniu Kantar Public z 20 marca, gdzie PiS zanotowało 34 proc., a PO+N – 27 proc. Siedem punktów procentowych nie napawa optymizmem. Tylko że to najstarsze badanie ze wszystkich, stąd być może odpowiadający nie rozumieli do końca różnicy.

Piąty podobny sondaż przeprowadził IPSOS 13 kwietnia. W tym wypadku porównywalność do innych jest zerowa, gdyż zupełnie inaczej ankieterzy skonstruowali koalicje. Pytali o sojusz PO+N+PSL oraz blok SLD+Zieloni+Biedroń+ruchy miejskie i kobiece. PiS uzyskał 34 proc., PO+N+PSL – 27 proc. Głosy PO, N i PSL liczone oddzielnie dałyby w sumie 32 proc., co pozornie może sugerować brak nagrody za porozumienie (minus 5 punktów), ale lewica, która osiągnęła 14 proc., mogła tu zaabsorbować część głosów „liberalno-chłopskich”. A że takie przesunięcia są prawdopodobne, potwierdza badanie dla OKO.press sprzed paru dni.

„Tylko nie z Petru”, „tylko nie z Czarzastym”

Do lewicy zraziły mnie jednak najbardziej dwie rzeczy: ich wzajemne rozbicie oraz wieczne kąsanie i liberałów, i samych siebie. To było widoczne również we wpisach komentatorów wyżej zacytowanych. No dobrze. Dla lewicowców z krwi i kości ten obrzydły liberał Petru jest nie do strawienia, ale i opcję „wspólny lewicowy front” również najwidoczniej trudno niektórym przełknąć. Potrzebna powtórka z 2015?

Wyniki badania IPSOS z 19 sierpnia (dla OKO.press) dały SLD 6 proc., hipotetycznemu ugrupowaniu Biedronia – 5 proc., a Razem 2 proc. (szału nie ma). Wszystko to jest niebezpiecznie blisko progu wyborczego... No i pod nim. Szykujcie sobie kolejne lata na bocznicy, a potem sfrustrowani dalej się będziecie zagryzać. Bardzo pragmatyczne.

Ale jest światełko w tunelu. Ten tekst przygotowuję od paru dni, a właśnie (na OKO.press) pojawił się kolejny artykuł sondażowy dotyczący dużego bloku ugrupowań lewicowych. Podług niego taka szeroka koalicja mogłaby uzyskać nawet 16 proc. Nadzieją napawa reakcja większości liderów lewej strony, którzy pozytywnie, mocno pozytywnie, a nawet entuzjastycznie, odnieśli się do wspólnego bloku. Jest oczywiście wyjątek – partyjka Razem. O niej jeszcze później.

Symetryści są ostoją zamrożenia słupków bloku anty-PiS. Czy zdają sobie państwo symetryści sprawę, że ciągłe opluwanie głównie PO, ale też Nowoczesnej nie przysparza im sympatii? Jeśli liczycie tym kąsaniem na przypływ elektoratu, możecie się przeliczyć. Zresztą transfer elektoratu anty-PiS między poszczególnymi frakcjami bloku anty-PiS to sprawa drugorzędna. Są dwie kwestie o wiele ważniejsze.

Pierwszą nazywam „argumentem z potwierdzenia”. Każdorazowo opluwając kogoś z bloku anty-PiS, utwierdzacie potencjalnych wyborców Kaczyńskiego – i wcale nie mam tu na myśli twardego elektoratu – oraz PRZEDE WSZYSTKIM NIEZDECYDOWANYCH, że ów ostatni prawdę, tylko prawdę i świętą prawdę. Działa to na zasadzie: „wiadomo, że PiS nie znosi PO, ale Czarzasty też to mówi”, „wiadomo, że PiS nie lubi SLD, ale Zandberg powiedział...”.

Wiele z lansowanych przez PiS hasełek, leży często blisko wypowiedzi ludzi lewicy. Choćby głoszona przez krąg Kaczyńskiego „Polska w ruinie” za PO. Nie. Polska nie była w ruinie. Nie była też państwem z tektury, Panie Zandberg. Przodownicy Razem uwielbiają sprowadzać zwycięstwo PiS do błędów i wypaczeń PO. Pewnie, że takie były. Niektóre karygodne. Proszę mi jednak wskazać jakąkolwiek partię w Polsce albo na świecie, która rządząc, nie popełniałaby gaf lub nawet całkowitych nonsensów, albo taką, która zadowoliłaby wszystkich. Nie ma takiej partii i takich ludzi. Tymczasem lewica (zwłaszcza młode wilczki z Razem), kopiąc PO, zapomina chętnie o kryzysie ekonomicznym na świecie, który hulał w najlepsze w okresie jej rządów, o kryzysie migracyjnym wykorzystanym przez PiS do granic możliwości. Nie bierze pod uwagę tego, co coraz bardziej wychodzi na światło dzienne – zaangażowania Rosji w procesy wyborcze w krajach ościennych. Generalnie mam z wiarą problem. Z uwierzeniem, że Putin swojego sąsiada – Polskę akurat zostawił w spokoju i nie mieszał, mam problem kolosalny. Zapomina o efekcie podsłuchów u Sowy. Wreszcie cały ten smoleński absurd. Ilu ludzi uwierzyło w teorie spiskowe i winę Tuska? Zapewne nie tak mało. Jest to tym bardziej smutne, bo w momencie ogromnego kryzysu, na jaki została wystawiona Polska po katastrofie i nagłej stracie wielu osób piastujących najważniejsze stanowiska w państwie, udało się nie dopuścić do całkowitej zapaści. Państwo z tektury nie dałoby rady przetrwać przywalenia o ziemię z szybkością iluś tam machów, Panie Zandberg.

Zgadza się. PO zraziła do siebie zaniedbaniami mnóstwo grup. Brak zmiany prawa, by w kodeksie karnym spenalizować mowę nienawiści i agresję wyrosłą z homofobii, to jeden z przykładów. Zastanawiam się jednak, czy aby na pewno opłaciła się środowisku LGBT ochota przejścia przez czyściec (moim zdaniem piekło) – słowa pana Legierskiego. Dziś nie tylko nie mają co liczyć na zmiany w prawie dające im ochronę, ale jeszcze sami są penalizowani przez ministra rządu RP.

Druga kwestia, z której symetryści najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, dotyczy dodatkowego zniechęcania biernych wyborców. Przeciętny bierny wyborca nie chodzi głosować, gdyż wyznaje właśnie zasadę symetryzmu: „tamci byli źli, inni też są do d… (ups) kitu”. Nieustanne równanie PiS z PO jeszcze ich w tym utwierdza. Słupki nie wzrosną ani symetrystom, ani liberałom, ani nikomu innemu. W sytuacji, gdy sondaże wskazują, że cały blok centrowo-lewicowy ma mniejsze poparcie od PiS, Kukiza i korwinistów, to strzelanie sobie jeśli nie w potylicę, to przynajmniej w stopę. Zamrażacie nieruchawych wyborców i wraz z nimi własne słupki.

Autentyczny jak Jaki? Nie

Skoro moim motywem do napisania tego tekstu była rysująca się inicjatywa Roberta Biedronia, taka jeszcze refleksja. Na początku czerwca Robert Biedroń gościł w „Kropce nad i”. Z przekąsem odniósł się do Trzaskowskiego, a o Jakim tak rzekł był: „Jak tak dalej pójdzie, to Jaki wygra wybory”, „Patryk Jaki jest dla mnie bardzo autentyczny, bo on mówi z serca”.

Nie wiem, czy to za ten wywiad odgryźli się Biedroniowi radni PO ze Słupska w sprawie absolutorium, ale że wzbudził on entuzjazm na Nowogrodzkiej, to stawiam dolary przeciwko orzechom. I nic tu nie zmieni deklaracja R.B.: „Kibicuję prodemokratycznym siłom w Warszawie i mam nadzieję, że opozycja się otrząśnie, bo będzie za późno”.

Pytanie zasadnicze. Jaką część opozycji miał na myśli?

Dwie uwagi.

1. Nie podzielam opinii o autentyczności Jakiego. Wywołana przez niego akcja #stałemPodBlokiem na TT, wprawdzie bardzo dobra marketingowo, to doskonały przykład pozerstwa tego pana. Ojciec Jakiego był od początku lat 90. XX wieku na szczycie opolskiej wierchuszki. Jaki pozujący na jednego z ludu, wystającego w beznadziei pod blokiem, to szczyt pozerstwa.

2. Trzaskowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta Warszawy z jednego prostego powodu. Tylko on ma potencjał pokonania Jakiego, za którym stoi cała propaganda PiSS-wizji, lans na grzbiecie komisji ds. reprywatyzacji, wsparcie MS: „Jaki – jeden ze sprawiedliwych szeryfów”. Mało? Każde bicie w Trzaskowskiego faktycznie może w efekcie doprowadzić do porażki, bo ziarnko do ziarnka...

Adrian Zandberg naturalnie także dokłada swoje ziarenko. Na FB 13 czerwca udostępnił post Michała Radomira Wiśniewskiego: „Liberałowie ostro pracują w Warszawie na zwycięstwo Jakiego. Przecież to oczywiste, że przedstawiciel umoczonej w skandal reprywatyzacyjny partii, który cały czas będzie musiał się tłumaczyć z HGW, nie ma szans okiełznać gniewu ludu – już raz to przerabialiśmy [sugestia via Komorowski – dopisek autorki]. Jedyna nadzieja dla Warszawy to kandydat lewicy – z czystą kartoteką, z pomysłem na Warszawę, bliski ludu i progresywny. Jeżeli Platformie Obywatelskiej zależy na przyszłości miasta, to odłoży na bok partykularne ambicyjki i poprze kandydata lewicy”.

A może tak Razem odłoży partykularne ambicyjki? Wg badania Kantar Millward Brown SA z 20 sierpnia 2018: Trzaskowski – 37 proc, Jan Śpiewak – 3 proc. (Jest jeszcze badanie DLA! „Do Rzeczy”, w nim Śpiewak może liczyć na 7 proc., a Trzaskowski na 40 proc. i Jaki na 39 proc. – ten wynik kandydata m.in. Razem też nie powala).

No, ale jakby mógł pan Zandberg zrezygnować z ambicyjek. Autora słów „Warszawa oczywiście jest twierdzą partii Razem” (23 lipca 2018 na FB) chyba by zdusiło. W ten podniosły nastrój wprawił przodownika Razem wynik Kantar Public z trzeciej dekady lipca. Rzeczpospolita zatytułowała swój artykuł: „Partia Razem trzecią siłą w Warszawie”. Tylko że Twierdza Warszawa w szczegółach wygląda następująco: Koalicja Obywatelska (PO+N) – 42 proc., PiS – 20 proc., Razem – 9 proc., SLD – 5 proc., Kukiz – 5 proc., reszta planktonu nie przekracza 3 proc. Jakieś refleksje, Panie Zandberg?

Złamanie symetrii

Dlaczego tak mnie zniesmacza ciągłe bicie w PO czy Nowoczesną? Przejrzałam tweety Trzaskowskiego, wyszczekanych Neumanna i Arłukowicza, Halickiego też zlustrowałam. Naprawdę jest niewiele ataków z ich strony na lewicę. O ile to można w ogóle nazwać atakami. W drugim kierunku, a zwłaszcza na kontach lidera Razem, który obdziela porcją „uprzejmości” i liberałów, i SLD proporcje są zupełnie inne.

Ciekawe, czy forumowicze (nie mówię o zwolennikach Partii Razem, chyba że to oni obsiedli forum GW jak pszczoły plaster miodu) albo redaktor Olszewski zdają sobie sprawę, że często mówią Zandbergiem . Ot, choćby „nie szantażujcie mnie PiS-em”...

Z uwagi, że tekst zaczyna się robić tasiemcowy, rezygnuję w tym punkcie z warstwy dokumentującej. Zachęcam jednak do samodzielnego poszukiwania. „Klincz popisowy” i wiele innych sugestywnych wyrażeń odnajdziecie Państwo zarówno w publicystyce i retoryce lidera Razem, jak i w wypowiedziach komentujących na łamach GW. (Tak, wiem. Twierdzą, że są egalitarni i liderów w Razem brak).

Z kronikarskiego obowiązku cytuję tweet wyszczekanego Neumanna na wpis R. Biedronia o konieczności istnienia trzeciej siły: „Robert damy radę. Koalicja Obywatelska Platforma. Nowoczesna wygra z PiS już 21X w wyborach samorządowych. Jest ciężko, bo musimy poradzić sobie jednocześnie z PiS i z różnymi innymi siłami „opozycji” pomagającymi PiS po cichu. Ale cały czas zachęcamy wszystkich do wspólnego bloku”.

A ja zachęcam do niepodkładania sobie nóg. I ten apel kieruję szczególnie do lewicy, bo to ona łamie w sposób drastyczny symetrię na „kto kogo mocniej opluje”. Natomiast pana Czarzastego bardzo chciałabym spytać, czy jego symetryzm i kopanie liberałów po przynajmniej kostkach wynika z głębokiego własnego przeświadczenia, takiej panującej mody na lewicy, czy też jest wynikiem strachu przed Razem, by nie opluwali SLD jeszcze bardziej jako zdrajców szlachetnej lewicowej doktryny?

Te wszystkie niby niewinne wypowiedzi:

– Biedronia w „Kropce nad i”;

– Czarzastego na TT do Trzaskowskiego: „Rafał. Lubię Cię. Ale Ty przegrasz sam ze sobą” – po „strasznej” niby wpadce R.T. z klejeniem wypadającej szyby taśmą klejącą; czy mam rozumieć, że pan Czarzasty w takim momencie by się upłynnił z braku inwencji, jak szybko zażegnać nieoczekiwany problem?; a może czekałby na wypadnięcie i roztrzaskanie szyby? – jakaś poraniona osoba przydałaby dramaturgii?;

– lewicowych publicystów rozdmuchujących i rozkładających na czynniki pierwsze tweet Trzaskowskiego o Bronisławie Geremku, gdy często gęsto nawet nie zauważyli autoironii autora zawartej w owym wpisie;

przydają PiS-owi skrzydeł, a może i głosów.

Do tego niestrawne dla mnie zupełnie puszczanie oczka do PiS. A to Wosia w jego kuriozalnym tekście „Lewico, czas na współpracę z PiS”, a to Sroczyńskiego wychwalającego Morawieckiego „Nie ma dziś w Polsce drugiego tak sprawnego polityka” lub „Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew” . Spytam Sroczyńskiego złośliwie: nawiązał Pan kontakt telepatyczny z Dudą? A ile razy Duda robił dobrze Kaczyńskiemu? I czy na pewno Duda jest szczęśliwy z robienia Kaczyńskiemu wbrew, czy li tylko chodzi o zrobienie sobie samemu dobrze?

Czytając popisy lewicowych publicystów, czasami się zastanawiam: są aż tak głupi? A może za wszelką cenę próbują się wybić na oryginalność? To jakieś skrzywienie na gruncie mocno skrywanych kompleksów? Rozumiałabym taki odjazd u nastolatka. Ba, nawet dwudziestoparolatka, ale red. Sroczyński jest niewiele młodszy ode mnie. Nie czas na spoważnienie?

Czyste ręce Partii Razem

„Dla PiS SLD jest bardzo wygodne, bo zawsze można ich szantażować historią albo aferami korupcyjnymi. A co można wyciągnąć partii Razem? Nic. Partia Razem ma czyste ręce, więc jesteśmy bardzo niewygodni” – Adrian Zandberg (Super Express, 14 sierpnia 2018 r.) i „Zandberg: Zjednoczona opozycja? Partia Razem nie zrobi tej uprzejmości Kaczyńskiemu” (wywiad Stanisława Skarżyńskiego z A. Zandbergiem 5 sierpnia 2017 r.).

W istocie. Młodej partii, która nigdy nie rządziła, trudno sporo zarzucić. Krótki życiorys – niewiele upadków.

Czy jednak Partia Razem ma takie czyste ręce, jak głosi wszem wobec? Mam poważne wątpliwości.

1. Drobną, lecz kładącą się cieniem na „krystalicznym” obliczu partii jest sprawa z lipca zeszłego roku, gdy Razem próbowała obciążyć Sieć Obywatelską Watchdog kwotą 1600 zł za przygotowanie zestawienia finansowania partii. Wyczerpujący opis całej historii znajduje się na stronie SO Watchdog, zatem chętni mogą sobie bez problemu poszerzyć wiadomości. Moja uwaga jest następująca: skoro partia reklamująca się jako partia „czystych rąk” i mocno krzycząca ustami swych liderów o transparentności tak szybko tę transparentność próbuje omijać, to co będzie, gdy dociśnie się do szerszego korytka? PiS też mocno gardłował przy każdej okazji o transparentności. Dziś widać, jak drastycznie obietnice w teorii rozminęły się z praktyką.

2. Pan Zandberg lubi natomiast zapominać o innym ważnym fakcie. Ostatnio nawet usiłuje rozmyć ten niechlubny w dziejach Razem „wypadek”, atakując metodę d’Hondta.

W 2015 roku Razem nie weszła do koalicji Zjednoczonej Lewicy, choć sporo z ówczesnych informacji w internecie wskazuje, że takie rozmowy były prowadzone. Niektóre z publikacji wskazywały, iż u podstaw wyłamania się Razem leżały osobiste wątki między panem Zandbergiem a panią Barbarą Nowacką, wtedy liderką SLD. Cóż. Może to tylko plotki. Metoda d’Hondta jest używana do przeliczania głosów od dawna, zatem nie może Partia Razem się usprawiedliwiać, iż to było novum i nie znali konsekwencji. Może nie wszyscy, ale sporo osób pamięta, w tym ja, chronologię wydarzeń. Wszystkie (być może były jakieś wyjątki, ale osobiście sobie nie przypominam) sondaże przedwyborcze dawały Zjednoczonej Lewicy przynajmniej 11 proc. To spory margines ponad wymagany dla koalicji próg 8 proc. Partia Razem notowała wtedy poparcie w granicach 1 proc. I tak to trwało, aż do pewnej wtorkowej (bodajże) debaty – pięć dni przed wyborami. Przez te pięć dni nie ukazał się już, z tego, co pamiętam, żaden sondaż, który mógłby wskazywać na RYZYKO oddania głosu na ZL. Pan Zandberg, trzeba mu to oddać, jest dobrym mówcą, jak większość populistów. W efekcie tej debaty w wyborach ZL uzyskała 7,55 proc. i poległa, gdyż zabrakło jej 0,45 proc. Partia Razem podniosła się do 3,62 proc.

Ktoś może skonstatować, że trudno. Wygrał lepszy. Tylko ja spytam: JAKIM KOSZTEM?

11,17 proc. głosów poszło głównie na PiS. Na dziesięciu wyborców jeden stracił swoją reprezentację w Sejmie. Do czego to doprowadziło, chyba nie muszę pisać? Do państwa z tektury? Nie. Do państwa w stanie rozkładu. Smród gnijącego ścierwa pewnej partii obecnie u władzy roznosi się szeroko...

Teraz Razem znowu próbuje rozbijać rysującą się koalicję lewej strony (via wypowiedź Zandberga dla OKO.press w kontekście wyniku sondażu PO+N oraz szeroki blok lewicy). Co tym razem Razem chce ugrać?

Wtedy podobno byli szczęśliwi, bo uzyskali wynik, dzięki któremu mogli otrzymać dotację partyjną. To ich zachwyciło? Na forum GW pod tekstem „ Socjolog o projekcie Biedronia: Bez pogłębionej diagnozy i przemyślanego programu nie wróżę powodzenia ” pojawił się wpis kogoś o nicku „spoonyb”. Sympatyk Razem, jej aktywista czy lider? Ale część tego komentarza szalenie mnie zafrapowała: „Mimo obrywania za trzymanie dystansu, dobrze się stało na dłuższą metę, że Razem podkreślało dotąd swoją odrębność i przy całej krytyce PiS mocno punktowało niedostatki Polski czasów PO, a przedtem SLD. Te pierwsze lata istnienia partii miały pewien charakter formatywny i spajający środowisko działaczy, którzy mają skrystalizowane poglądy, a ich formacji nie grozi już rozpad”.

Polska w rozpadzie, ale grunt, że Razem w całości. Czyż może być przykład większej prywaty? I taka partyjka ma czelność mówić o czystych rękach? Strach się bać, co by było, gdyby się dopchali do żłobu.

3. Jest jeszcze pewien aspekt. Od jakiegoś czasu przetacza się także na łamach GW temat batalii między elitami a prostym ludem. Walki między starszą (elitarną ponoć) generacją a biedną młodzieżą na śmieciówkach itd. Często gęsto to Razem i akolici podjudzają. „Elity brukselskie” są jednym ze stałych elementów wypowiedzi Zandberga.

W końcu dochodzimy do Rafała Wosia i jego „Lewico, czas na współpracę z PiS”.

Chyba nie jest dla nikogo tajemnicą, że redaktor Woś mocno sympatyzuje z Razem i to głównie tę frakcję ma na myśli, pisząc o młodej lewicy?

Moje pytanie: czy Rafał Woś chciał tym tekstem Partię Razem do czegoś ośmielić, czy też na głos wypowiedział to, co usłyszał w kuluarach od członków Razem, by zbadać temat na szerszym gruncie? OTO JEST PYTANIE.

Co nam szykują młodzi z partii Razem? Powtórkę z jesieni Anno Domini 2015 czy coś gorszego? „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać” (Stefan Kisielewski).

A akst1 się cieszy

W całej publicystyce – w warstwie artykułów oraz komentarzy – związanej z inicjatywą Roberta Biedronia jest element, który mnie szczególnie zasmucił. Chyba nie ma portalu, forum, witryny publicystycznej wolnej od trolli. GW nie jest tu wyjątkiem. Obserwowałam, gdy jeden z rodzimych trolli o nicku akst1 zbierał plusy, bo napisał komentarz pochlebny Biedroniowi. Ktokolwiek się kryje pod tym nickiem, dał się poznać jako bezkrytyczny entuzjasta PiS. Zapaliło mi to ostrzegawczą lampkę, że orędownikom Kaczyńskiego byłoby na rękę zaistnienie nowej siły politycznej na opozycji – zapewne liczą na jeszcze większe rozbicie. Nie dajmy im takiej satysfakcji. Tym bardziej że ów ktoś pozwolił sobie po śmierci Szarego Człowieka Piotra Szczęsnego na jeden z najbardziej obrzydliwych wpisów, jakie się wtedy pojawiły. Dziś tego komentarza próżno szukać, bo byłam jedną z tych, które wrzuciły go do kosza.

Drodzy Forumowicze. Niezależnie od Waszych upodobań, w tym politycznych, pomyślcie, proszę, choć przez moment, wyrażając swoje opinie nad ich zasadnością, kontekstem i implikacjami.

Epilog: Uwaga, uwaga – zbliża się marsz zwycięstwa

Na GW obejrzałam transmisję z przemarszu w Warszawie 15 sierpnia oddziałów ONR. Między innymi skandowali powyższe hasło, a mnie po plecach przechodziło mrowie. Były jednak jeszcze inne momenty, który mnie przerażały o wiele mocniej. W chwilach, gdy wodzirej ONR odnosił się do czekającej na nich blokady utworzonej przez ludzi, którzy przeciwstawiają się wzrastającej w naszym kraju brunatnej fali, intonował: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Partio Razem. Drodzy GŁÓWNI rozłamowcy opozycji anty-PiS. Wewnątrz naszego klubu rozróżniamy, kto liberał, kto lewicowiec, kto lewak, a kto marksista czy nawet komunista. Dla nich nie ma różnicy. Co musi się przydarzyć, byście ochłonęli?

***

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Czas wreszcie to zrozumieć: albo wszyscy przeciw, albo za rok znajdziemy się w "czarnej d...", a o państwie prawa i innych wolnościach będzie można zapomnieć... na lata.
    @BeJot2018
    tow. czarzastemu ta perspektywa nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - liczy, że jeśli PiS pozostanie u władzy jeszcze kadencję albo dwie i w tym czasie wykończy PO i PSL, to otworzy drogę do samodzielnego rządzenia SLD, "chwała nam i naszym kolegom".
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    Lewica jest przekonana, że Naród winien uwielbiać lewicę, bo jest lewicą, a jednocześnie palcem nie kiwnie, aby przekroczyć próg 5%. Byłem entuzjastą Razem, ale już nie jestem, bo jedyne, co ta partia może osiągnąć, to zmarnować kilka procent głosów w wyborach.
    już oceniałe(a)ś
    32
    3
    świetny artykuł
    już oceniałe(a)ś
    32
    9
    Nie było żadnych sondaży dających SLD 11%. Wszystkie dawały im 7-8%. Więc gdy usłyszałem w tv że Miller zarejestrował do wyborów koalicję, zacząłem regulować telewizor. Ale to była prawda. Delikatnie mówiąc nie przepadam za Partią Obrony Resztek po PRLu, więc nie przejąłem się tym że Miller wyautuje się na własne życzenie. Już to raz przerobił z Ogórkiem, i nie zmądrzał, pomyślałem. Z dwojga złego bezzębny SLD w sejmie byłby lepszy niż Pis na sterydach, ale - mądry Polak po szkodzie. Nie głosowałem na żadne z tych ugrupowań.
    Nie rozumiem jaka mogła być w tym wina Zandberga, którego pani najwyraźniej nie cierpi, ale pani antypatie mnie nie interesują.
    Obowiązująca ordynacja powoduje że jedyną metodą uniknięcie powtórki z Pisu jest postawienie naprzeciw wielkiej koalicji anty-Pis. Liderzy się nie dogadają = przegramy wszyscy (oprócz liderów bo oni zawsze się umoszczą). Ale to chyba wiadomo od dawna. Zobaczymy czy liderzy pójdą drogą Millera i Petru, czy jednak wykażą się rozsądkiem.
    @kot.prezesa
    Nie wiem, czy pan zauważył ale dokładnie napisałam, ze wolałabym jeden wspólny front.
    Proszę sobie darować konfabulacje w temacie, kogo cierpię, a kogo nie cierpię. Pisze obszernie o Razem bo to jest główny rozbijacz opozycji i sączący truciznę.
    Naprawdę nie pojmuje pan w czym leży wina Zandberga i jego rycerzykow bez skazy i zmazy? Dokładnie to samo było w 2015 , co dziś. Cały czas dzieła lewa stronę. Inne partie, partyjki i komitety są gotowe do współpracy, tylko Razem ma wieczne ale.
    Wyniki sondaży dla ZŁ:
    15.10 - 9%, 16.10 -10,7%, 19.10 - 11%
    Pomijam wyniki CBOS, z wiadomych przyczyn.
    Po debacie jednak były sondaże (w tekście napisałam, ze z tego, co pamietam nie było - mój błąd, ze nie chciało mi sie sprawdzić)
    22.10 :
    MB dla Fakty TVN - 9%
    TNS dla Faktu - 8,91
    TNS dla GW - 7,4
    23.10:
    IBRIS dla SE - 8,1
    IBRIS dla ONET - 8,9.
    już oceniałe(a)ś
    9
    5
    @polka_jakich_wiele
    Bardzo slusznie! Zandberg to megaloman i absolutnie nic wiecej!!! A moze agent PiSu co rznie lewicowca???
    już oceniałe(a)ś
    7
    6
    @polka_jakich_wiele
    Ale wie Pani, że są badania przepływów elektoratu i Razem nie odebrało wyborców SLD, tylko elektorat "post-komunistyczny" poszedł zagłosować na PiS? Wyborcy Razem wzięli się z elektoratów PSL i PO.

    Pani sobie pisze co jej się wydaje o "rycerzykach" i "populistach" tylko, że Pani nie wie o czym pisze. Powtarzanie bzdur o odbieraniu głosów na lewicy i do tego o Razem jako populistach. Z programem jak każda lewicowa partia w Europie?

    A jakby Razem poszło do wyborów z SLD, to ja wracam do głosowania na PO. Chyba już lepszy Schetyna od Millera.
    już oceniałe(a)ś
    6
    9
    @ojezu
    To proszę podać takie badania.
    Chyba Pan sobie nie zdaje sprawy z kilku kwestii. Albo po prostu nie rozumie.
    To, ze pokaźna cześć elektoratu, kiedyś całkiem sporego, Lewicy rozpłynęła się po innych partiach, w tym przeszła do PiS a nawet Kukiza to tylko jeden aspekt. I to stało sie wcześniej. Kluczowym jednak jest ostatni czas tuż przed wyborami, gdzie nastąpił Z DUŻA DOZA PRAWDOPODOBIEŃSTWA odpływ od ZL do Razem. Dwie frakcje zwróciły sie do tego samego elektoratu i miało to miejsce podczas pamiętnej debaty 20.10.2015.
    Ze to ta debata miała kluczowe znaczenie sondaże pokazują dobitnie. A była to debata, gdzie starcie nastąpiło głównie nie na linii PiS - Razem, PO- Razem, czy PSL - Razem, tylko na linii ZL - Razem.
    Ze to ta debata była zwrotna pokazują wszystkie sondaże, które w tym wypadku można wziąć pod uwagę. Są to badania tych ankieterni, które zrobiły je w czasie na krótko przed i po debacie. Były to: Estymator, IBRIS i TNS. (CBOS pomijam z wiadomych przyczyn, MB nie robił sondażu krótko przed debata, a IPSOS... o tym badaniu na końcu)
    Przed debata wyniki z 15.10 Razem wyglądały tak:
    Estymator 1%, TNS 1,2%, IPSOS 1%, IBRIS z 16.10 - 0,9%, a z 19.10 - 1%.
    A teraz wyniki dla Razem po debacie:
    22.10:
    Estymator- 5%
    TNS (dla Faktu) - 3,5 (TNS zrobił 22.10 jeszcze jedno badanie dla GW, ale nie ma dla Razem podanej wartości)
    23.10:
    IBRIS dla SE - 2,5%
    IBRIS dla Onetu - 3,9%.
    IPSOS (badanie LATE POLL 25.10) - 3,9
    Czy teraz widzi pan, ze debata była kluczowa dla podniesienia słupków Razem?
    Tu już nie można mówić o przypadku skoro praktycznie wszystkie instytuty przed debata mierzyły poparcie na 1%, a po owo poparcie poszybowało. Może pan oczywiście twierdzić, ze to wyborcy wszyscy inni sie zachwycili Zandbergiem tylko nie wyborcy ZL ale będzie to zwyczajna bzdura. Zwłaszcza, gdy weźmie sie pod uwagę to, co napisałam wcześniej: ogień podczas tego eventu poszedł głównie na linii ZL - Razem, a przypomnę, ze ZL zabrakło 0,45%.

    Teraz tak. Z wyników Estymatora, TNS i IBRISU trudno jednoznacznie określić odpływ od ZL do R. Choć w badaniach samego IBRISU można sie pokusić o taka tezę.
    Ale jest jeszcze badanie IPSOS z 15.10 a potem w dniu wyborów LATE POOL.
    Dla lepszego obrazu podaje wyniki z 15.10 łamane na wyniki z 25.10.
    PiS - 36/37,7
    PO - 22/23,6
    Kukiz - 8/8,7%
    PSL - 5/5,2%
    Korwin - 5/4,9
    ZL - 8/7,5
    Razem - 1/3,9

    Dostrzega pan pewna prawidłowość? Wszystkie partie zanotowały wzrost. Oprócz Korwina (ale tu jest wahnięcie minimalne - 0,1) i ZJEDNOCZONEJ LEWICY.
    Oznacza to, ze na finiszu głównie straciła ZL.
    Biorąc to wszystko, co wyżej pod uwagę trzeba być mocno twardogłowym, by obstawać przy stanowisku, ze z powodu debaty 20.10.2018!nie odpłynął elektorat ze ZL do Razem.

    I jeszcze to, no perełka, cytuje waćpana:

    - Wyborcy Razem wzięli sie z elektoratu PO i PSL.

    Taa... a nie przylecieli przypadkiem z galaktyki Andromedy?
    już oceniałe(a)ś
    8
    4
    @polka_jakich_wiele
    Więc ZL miała jednak 7,5-8% a nie 11
    mimo to Miller zarejestrował koalicję z progiem 8%
    ale to Zandberg jest winien przegranej SLD
    a na wierzbach rosną gruszki
    już oceniałe(a)ś
    4
    3
    @kot.prezesa
    Wyżej ci podałam człowieku wartości tuż przed debata, wcześniej były jeszcze wyższe, ale już sie od dawna przyzwyczaiłam, ze większość widzi to, co chce widzieć, a na dane których nie chce znać ślepnie.
    już oceniałe(a)ś
    6
    4
    @polka_jakich_wiele
    Dwie uwagi.
    1. W praktyce badania przepływów nie są prowadzone, bo są niewykonalne. Nie można spytać respondenta, kogo popierał kilka dni temu. Zresztą - póki nie dostanie takiego pytania - nie popiera (zazwyczaj) nikogo. Co by odpowiedział tydzień wcześniej nie wie nawet on. Próbuje się czasem porównywać poparcia w kolejnych wyborach, ale ludzie nie mówią prawdy (choć nie twierdzę, że kłamią) - widać to po skrzywionych wynikach odbiegających od tego, co było. Zresztą nawet pytanie o zachowanie 2 tyg. po wyborach daje niezłe skrzywienie w kierunku zwycięzcy. Niewiele pomaga nawet badanie panelowe - piękny w naukach społecznych przykład sytuacji, gdy obserwacja wpływa na badaną rzeczywistość.
    2. Pewne badania pokazują pokrewieństwo wyborców (nie aktywistów) Razem raczej z N, Kukizem i Korwinami, niż SLD, PiS czy PO (też pod względem poglądów). Ale oczywiście to Razem odebrało SLD specyficzny potencjalny, młody elektorat o lewicowej autoidentyfikacji (lub przynajmniej o potencjale do takowej).
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @Tales
    ... jednak ostatniego zdania udowodnić się nie da z przyczyn jak wyżej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Razem mimo wrażliwości społecznej dobych pomysłow na społeczeństwo trzeba zniszczyć. Jest to bowiem partia ekstremalna a taka dla wdrożenia swoich idei oże zachowywać sie jak czerwoni khmerzy.. Ponadto partia która nie uznaje kompromisw nie może fukcjonowac w przrstrzeni politycznej bo reprezentuje tylko potencjał niszczący.
    @Aser
    Z bólem serca przyznaję rację.
    już oceniałe(a)ś
    9
    4
    @Aser
    Bzdura. To normalna partia socjaldemokratyczna. Jedyne co usprawiedliwia twoje błędne przekonanie, to fakt, że w Polsce dawno takiej nie widziano, więc może nie masz wprawy w rozróżnianiu.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @aczska
    Raczej metrosocjalistyczna - od połączenia "metropolia" i "socjalizm", etymologia analogiczna do "metroseksualny" :)
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    Gratuluję Pani i dziękuję za ten artykuł. Wykonała Pani wspaniałą pracę ! Od siebie dodam tylko, ze Pan Zandberg jawi mi się jako duce i dlatego obawiam się Jego partyjnych kolegów. Są zapewne do Niego podobni.Nie lubię siły i ludzi, którzy nie dyskutują a tylko punktują przewiny" innych.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    Z tego wszystkiego wynika, że głównym problemem jest źle skonstruowana metoda wyboru, pozwalająca na oddawanie "zmarnowanych głosów". Oczywiście w tych wyborach tego nie zmienimy i trzeba nauczyć się żyć z tym co mamy (więc opozycja powinna pójść jak najbardziej zjednoczona), ale jedną z pierwszych decyzji po zmianie władzy powinno być wprowadzenie tzw. głosu przechodniego czyli możliwości ustalenia preferencji w głosowaniu. Przy nawet trzech "głosach" liczenie nie będzie dużo bardziej skomplikowane a związek wyników z preferencjami o wiele wyższy.

    Przykładowo: ktoś jest lewicowcem, zwolennikiem Razem, ale nie chce żeby PiS niszczył kraj. Ma do wyboru trzy głosy - pierwszy "z serca" oddaje na kogoś z Razem, drugi "trochę z przekonania" na SLD+, trzeci "z rozsądku" na koalicję PO. W obecnym systemie jego głos idzie do śmieci i de facto głosuje na PiS, a tak jeśli Razem nie wejdzie to głos idzie na SLD, jeśli SLD zabraknie poparcia to głos idzie na PO. To, jak dalej głosy będą przeliczone na mandaty to już inna kwestia, ale pozbylibyśmy się głównej patologii wyborów.
    @sredni_szu
    Pomysł całkiem niezły, liczenie trochę by się wydłużyło - ale może w końcu głosowanie powinno odbywać się elektronicznie w siedzibie komisji wyborczej ? Oficjalne listy wywieszone, małe czyste kartki do zapisania wyboru i głosujący podchodzą do nośnika elektronicznego i "wstukują" swój wybór. Żaden problem by każdy głosujący miał możliwość skorzystania z drugiej czy nawet trzeciej możliwości wyboru, by nie tracić swojego głosu.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    Niniejszym pragnę podziękować czytelniczce polka_jakich_wiele za włożony trud do napisania tego tekstu, sporo poszukiwań, cytatów, odnośników źródłowych - brawo. Sadze, ze symetryzm nie tylko polskiej sceny dotyczy, wiem nie jest to wytłumaczenie. Dzielimy polska scenę polityczna na liberałów, lewice i prawice, moim skromnym zdaniem, sld, psl, po - są raczej partiami prawicowymi, bardziej na prawo jest tylko tzw. zjednoczona prawica. Autorka ma sporo pretensji do partii Razem, ze bije we wszystkich, chyba raczej nie ma wyboru bo wbrew zarzutom jakie są stawiane ugrupowaniu Zandberga ich postulaty są mniej populistyczne niż na to wyglądają. Ideologicznie rzec biorąc wcześniej wymienione ugrupowania nie są naturalnymi koalicjantami Razem. Tez nie mogę zrozumieć takich wizji jak red Wosia, który pisze o przymierzu PiS z Razem, świadczy tylko o bardzo niskiej wiedzy tego pana, takie postrzeganie jest charakterystyczne dla większości czytelników GW, program 500+ i kilka gołosłownych populistycznych haseł nie robią z PiS partii o charakterze socjalnym, w latach 30 u zachodniego sąsiada, tez było sporo haseł o wymiarze socjalnym, a największymi beneficjantami byli głównie przemysłowcy. Zmiany mentalne w społeczeństwie polskim pomału zachodzą, myślę, ze wbrew panujących opinii, Razem ma spora szanse na budowę większego elektoratu, ewentualny odpływ elektoratu SLD do Razem będzie bardzo naturalny, na przemiany potrzeba sporo czasu. Osobiście znajduje, ze GW jest bardzo obiektywna gazeta, jednak 80% czytelników, którzy wyrażają swoje opinie, ma poglądy bardzo prawicowe, widząc jako jedyna alternatywę do przeistoczenia Polski w kraj nowoczesny jest podążanie za polityka proponowana przez PO czy Nowoczesna.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0