Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę do pana jako do drugiej osoby w państwie, bo jest pan drugim człowiekiem po panu Kaczyńskim, który ma władzę w tym kraju, nieprawdaż?

Otóż piszę do pana, ja, kobieta prawie pięćdziesięcioletnia, matka trójki dorosłych dzieci, urodzona w Polsce, z obywatelstwem polskim i całe życie mieszkająca w Polsce.

Piszę do pana ja, działaczka ruchów opozycyjnych, wszystkich tych, które nie zgadzają się z polityką demolowania kraju na niemal wszystkich polach, którą to politykę pan między innymi wprowadza. Tak to oceniamy i temu się sprzeciwiamy. Ja, kobieta należąca do zbioru ludzi „gorszego sortu”, a również do zbioru „komunistów i złodziei”, jak sam pan był łaskaw nas nazwać, by uwolnić pana Jarosława od konieczności wykrzyczenia tych brzydkich słów.

Tak, piszę do pana, bo jakkolwiek by to dziwnie  zabrzmiało, mam takie niewielkie podejrzenie, że nie jest pan człowiekiem do cna cynicznym i pozbawionym uczuć wyższych. Możliwe, że się mylę, ale spróbuję się na chwilę uchwycić tej myśli

Nie wybaczyłam panu tych "komunistów i złodziei" (nigdy nie byłam tzw. lewaczką ani nigdy nic nikomu nie ukradłam), nie wybaczyłam nikomu z was bardzo długiej listy barwnych określeń, pomówień i zwyczajnych obelg, jakie usłyszałam i wzięłam do siebie jako człowiek was niepopierający. Nie wybaczyłam, ale chciałabym zaapelować do pana o chwilę refleksji.

Biorę udział w rozmaitych akcjach, manifestacjach, pikietach opozycyjnych od niemal trzech lat. Moim prawem i obowiązkiem jest się sprzeciwiać temu, co uważam za zło. Tak jak miliony ludzi uważających tak samo pragnę, byście przestali niszczyć Polskę, rujnować jej obraz na zewnątrz i rujnować ją wewnątrz. Mamy do tego prawo i nie zniechęcą nas ani nie wystraszą ani szykany policji, ani pańskie oceny, że są to działania żałosne. Człowiek wewnętrznie wolny tak łatwo wolności nie odda – może mi pan wierzyć. A my jesteśmy ludźmi wolnymi. Nie jest łatwo nas wystraszyć.

Piszę to wszystko, bo chciałabym zaapelować do pana o refleksję nad dwiema sprawami.

Pierwszą sprawę, nad którą powinien się pan zastanowić, zilustruję małą przygodą, jaka mnie dziś spotkała. Otóż niemal w samo południe przysiadłam na murku fontanny na placu Wolnica w Krakowie, było tam trochę cienia w ten upalny dzień, a ja miałam pół godziny do zaplanowanej wizyty u lekarza. Siedzę i piję wodę, i naprzeciwko mnie idzie dziarski pan w średnim wieku w koszulce świadczącej o tym, że jest najprawdziwszym z najprawdziwszych Polaków. Ja mam przypięty znaczek z napisem KONSTYTUCJA i z takim samym napisem dużą torbę.

Pan podchodzi do mnie, widzi znaczek i torbę i odzywa się: - Taki fajny cień był, ale ta (tu pada obelżywe słowo na literę "k") usiadła


Nie odpowiedziałam mu ani jednym słowem, zdjęłam tylko okulary i patrzyłam na niego, dopóki mnie nie minął.

To wasz człowiek. To człowiek, który uważa, że skoro minister może wyzywać opozycję od komunistów i złodziei, to i on może wyzywać na ulicy obce kobiety od kurew. To się zdarzyło. Pomijam to, co się dzieje w internecie i jakie obelgi otrzymywałam prywatnie także od waszych ludzi (służę screenami, jeśli pan sobie życzy).

To pan, panie Brudziński, tego człowieka zachęcił, zmotywował, upoważnił! Chciałabym pana zapytać: czy jest pan zadowolony? Czy czuje pan satysfakcję, że za sprawą i pańskich poczynań mężczyzna wyzywa starszą od siebie kobietę w centrum miasta od kurwy? Czy to było pana celem? To pański człowiek. A może pan myśli tak samo?

Skoro każdy, kto nie jest z wami, jest komunistą i złodziejem, to może każda kobieta, która się z wami nie zgadza - jest kurwą?

Starczy panu odwagi, by mi to powiedzieć prosto w oczy?

Czy wie pan, do czego zmierzam, o jaką drugą refleksję apeluję? Jeśli się pan nie domyśla, chętnie wyjaśnię. Otóż za waszą sprawą cofnęliśmy się z kulturą w czasach o kilkadziesiąt stuleci, do czasów walk wrogich sobie plemion. Panie Brudziński, doprowadziłeś do tego, że gdyby dać temu panu broń do ręki, nie ograniczy się do wyzwiska, ale strzeli mi w łeb.

Tego pan chciał? Tego? Wojny domowej?

Biorąc udział w bardzo wielu manifestacjach, wiele razy miałam do czynienia z niezwyczajną agresją zwolenników „dobrej zmiany” i nie byłam zszokowana wulgaryzmami, obelgami i groźbami. Byłam już „ubecką wdową” i „żydowską szmatą”.

Ale dziś, siedząc spokojnie na tym murku, zobaczyłam czystą nienawiść zmanipulowanego człowieka, którego doprowadziliście do takiego stanu, że lży na ulicy nieznane osoby. Jest pan szczęśliwy, że ten człowiek mnie nazwał kurwą? Jest pan szczęśliwy i uważa pan, że to jest słuszne, że mi się należało? Tak pan sądzi? Tego pan chciał? Taka Polska jest panu miła, panie Brudziński?

Niech mi pan odpowie: dlaczego? Dlaczego uważa mnie pan, i pańscy wyborcy, za gorszego Polaka? Za kogoś, kto nie kocha kraju, nie pragnie jego dobra, za kogoś godnego pogardy, wykluczenia z grona Polaków? Bo wykluczacie nas nieustannie, choćby mówiąc o „bojówkach KOD, które przeszkadzają wam w rozmowach z Polakami”, tak jakby ktoś, kto należy do KOD (Obywateli RP, OSA, Strajku Kobiet czy jakiejkolwiek innej organizacji, która się z wami nie zgadza), nie był POLAKIEM!

Niech mi pan powie, panie Brudziński, właśnie pan, czy tego pan chciał? Czy zdaje pan sobie sprawę ze skutków tego podziału, jaki stworzyliście w społeczeństwie? Myśli pan czasem o tym? Rozważa, czym to się może skończyć? Czy też wypiera takie niegodne rozterki z głowy?

Drugą sprawą, nad którą powinien się pan zastanowić, jest pytanie, które powinien pan sobie zadać, bo jest pan człowiekiem stosunkowo młodym i jeszcze wiele lat życia przed panem, a pytanie brzmi: CZY WARTO?

Czy warto służyć kacykowi, który ma niewielkie pojęcie o funkcjonowaniu współczesnego świata, niewielkie pojęcie o tym, jak się normalnie żyje bez gromady ludzi obsługujących go.

Pan doskonale wie, ile są warte te wszystkie bajdy wypowiadane przez pana Kaczyńskiego na temat ekonomii, polityki zagranicznej, polityki wewnętrznej, nie mówiąc już o kompletnych bzdurach w rodzaju „zamachu smoleńskiego”. Pan to doskonale wie, bo nie jest pan kompletnym idiotą, że są NIC NIEWARTE.

Pan mu służy w imię kariery politycznej i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te niepoważne fantasmagorie nieznającego życia satrapy demolują nam ojczyznę. Pan przykłada rękę do tego, jest pan współwinny. Czy warto?

Nie wierzę, że pan czasem sam o tym nie myśli. Oczywiście nie dzieląc się z nikim swoimi rozterkami, bo to w partii, której jest pan członkiem, byłoby bardzo ryzykowne. Ale tylko rozmawiając sam ze sobą, nie pyta pan czasami sam siebie: CO JA ROBIĘ? JAK TO SIĘ SKOŃCZY? DO CZEGO TO WSZYSTKO DOPROWADZI? Tylko kompletni durnie albo zbrodniarze nie mają żadnych wątpliwości. Normalny człowiek zawsze rozważa różne aspekty podejmowanych decyzji i skutki, które mogą sprowadzić.

Dla kariery? Dla tego ułudnego, chwilowego poczucia władzy niemal absolutnej i upojenia się nią? Chwilowego, bo przecież pan doskonale wie, że macie władzę nie na wieczność, że to się skończy. A w mojej, i nie tylko mojej, ocenie skończy się szybciej, niż sądzicie.

Naprawdę sądzi pan, że uda się wam zakłamać tak historię i opętać społeczeństwo, że w podręcznikach szkolnych będą pisać o was jak o twórcach potęgi Polski? A o Jarosławie Kaczyńskim jako o wielkim strategu? Serio pan w to wierzy? Nie chce mi się wierzyć.

Jest pan za cwanym lisem, żeby wierzyć w takie bzdury. A zatem: CZY WARTO?

Bardzo prawdopodobne, że straciłam półtorej godziny, aby napisać do pana ten list. Ale musiałam to zrobić

Wiem, że list do pana dotrze. Napisałam imiennie do pana, ale adresatami są tak naprawdę wszyscy posłowie PiS i tego rządu. Wszyscy, którzy przykładają rękę do zniszczenia Polski na żądanie żądnego zemsty satrapy i dla kariery politycznej.

Panie Brudziński (i cała reszto), życie ma się tylko jedno. I twarz ma się tylko jedną. A stawka jest wysoka. Polska i Polacy.

Kraków, 7 sierpnia 2018

****

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.