Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Życie potrafi zaskakiwać. Sądziłem, że nie spotka mnie już nic bardziej tragicznie dyskryminującego i zarazem represyjnie kuriozalnego jak odebranie mi emerytury mundurowej po czterech latach pracy w milicji i 26 latach w policji w związku z faktem, iż jako bardzo młody milicjant ukończyłem po transformacji ustrojowej (w maju 1990 r.) szkolenie oficerskie w Akademii Spraw Wewnętrznych w Legionowie, które było podstawą mojej kariery zawodowej wyłącznie w III RP.

Kolejnym zupełnym nonsensem, zapisanym w uzasadnieniu do pseudodezubekizacyjnej ustawy, jest stwierdzenie, że moje studia zawodowe służyły podniesieniu efektywności (zlikwidowanej już w wtedy) Służby Bezpieczeństwa i to w trakcie służby w pionie kryminalnym, do którego trafiłem bezpośrednio po ich zakończeniu jako podkomisarz Policji.

Jednak prawdziwy kabaret związany jest z faktem anulowania przez IPN informacji o pełnieniu przeze mnie służby na rzecz „totalitarnego państwa” i wystawienie nowej informacji dla ZER MSWiA, w której skrócono mi okres rzekomego pełnienia tej służby o 14 miesięcy.

IPN podzielił moją naukę w trakcie szkolenia oficerskiego w Legionowie na dwa okresy. Pierwszy z nich, zgodnie z ustawowym wyłączeniem (odbywałem wtedy zastępczą służbę wojskową), związany był z edukacją i podnoszeniem kwalifikacji zawodowych, podczas gdy drugi (18 miesięcy) miał być już służbą na rzecz „totalitarnego państwa”.

Informacja ta w niezrozumiały sposób zmienia moją sytuację prawną – w ciągu jednego dnia z milicjanta podnoszącego swoje kwalifikacje zawodowe na funkcjonariusza służącego „totalitarnemu państwu”, pomimo braku jakiejkolwiek faktycznej zmiany w tym zakresie.

Przez cały okres nauki prawno-administracyjnej ochrony porządku publicznego uczyłem się jako początkujący milicjant w tej samej szkole, tych samych przedmiotów i przy udziale tych samych wykładowców.

Powyższy podział nauki nastąpił bez wskazania przez IPN charakteru mojej rzekomej służby oraz stanowiska, na którym ją pełniłem, co wynika z prostego faktu, iż był to okres kształcenia, a nie odbywania służby. Okres nauki trwał trzy lata i nie był podzielony na dwa etapy, jak wynika to obecnie z informacji IPN.

Reasumując, wg ustawodawcy oraz IPN, w trakcie szkolenia oficerskiego pewnej nocy – 31 października 1988 r. – położyłem się spać jako 20-letni milicjant, podnoszący swoje kwalifikacje zawodowe, by rankiem 1 listopada (w Święto Zmarłych?!) wstać już jako funkcjonariusz totalitarnego państwa, który następnie w ramach „totalitarnej służby” napisał i obronił pracę dyplomową z zakresu społecznych uwarunkowań przestępczości nieletnich oraz (bezpośrednio po zakończeniu przedmiotowego szkolenia) zrobił karierę zawodową jedynie w demokratycznej Rzeczypospolitej. 

Jako były naczelnik, starszy oficer policji, wielokrotnie awansowany, nagradzany i odznaczany za osiągnięcia zawodowe, w tym za udział w dużych operacjach policyjnych: Euro 2012, Szczyt NATO (m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi, medalem „Za zasługi dla obronności kraju”), zgodnie z tą represyjną ustawą, mundurowe świadczenia emerytalne otrzymywałem tylko przez jeden miesiąc – październik 2016 r., choć nigdy nie byłem na etacie w SB, w aparacie bezpieczeństwa PRL nie przepracowałem nawet jednego dnia, a w stanie wojennym byłem uczniem szkoły podstawowej.

W ten sposób populistyczni politycy z partii o absurdalnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość przerobili sobie w ramach tego ustawowego bubla, wprowadzającego odpowiedzialność zbiorową, moją policyjną emeryturę na „ubecką” i nazwali świadczenia wypracowane w wolnej Polsce „nienależnymi przywilejami”.

Zafundowali mi też swoistą kompilację Orwella ze swojskim Bareją, dodatkowo nazywając tę legislacyjną kradzież praw nabytych „przywracaniem zasady sprawiedliwości społecznej” a mnie znieważając niezasłużonym mianem „oprawcy i zbrodniarza” za sam fakt podnoszenia kwalifikacji zawodowych honorowanych licznymi awansami w stopniu i stanowisku przez demokratyczną Rzeczpospolitą w trakcie 26 lat służby w policji.

Mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś zostaną oni rozliczeni za ten oczywisty absurd, niszczenie zaufania do państwa i stanowionego w nim prawa, łamanie Konstytucji, stosowanie barbarzyńskiej odpowiedzialności zbiorowej, a także psychiczne oraz materialne niszczenie wielu porządnych ludzi. Pozostaje mi też wiara w wolne (czyli niezrepolonizowane, czyt. upartyjnione) media i niezawisłe (jeszcze) sądy.

PiS pozbawia godności, dobrego imienia oraz niszczy psychicznie i materialnie ludzi. Bez podstaw, bez sądu

Nikt nie odbierze mi dumy z oficerskiego stopnia ani przekonania, że uczestniczyłem w czymś ważnym

****

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.