Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Kaczyński!

Wiele się dziś mówi o aborcji i o tym, że kobiety mają rodzić chore dzieci.

Jestem 26-letnią kobietą. Piszę ten list jako niepełnosprawna. Zaznaczam! W pełni rozumu osoba niepełnosprawna. Urodziłam się z wadą wrodzoną nogi.

Pierwszą operację przeszłam w wieku 6 tygodni, potem w wieku 5 lat, trzy - gdy miałam 7 lat, następnie w wieku 9, 13, 17 i 23 lat. Popełniono kilka błędów lekarskich i zniszczono mi drugą nogę. Kiedy miałam 7 lat, zostałam zarażona w szpitalu gronkowcem i ledwo uszłam z życiem. Poruszam się o kulach, a gdy mam lepszy dzień, mogę przejść bez nich 200 m.

I teraz zdradzę, panie Kaczyński, malutki sekret. Mój miesięczny dochód to 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego, bo ZUS uznał, że jestem zdolna do pracy i renta socjalna mi się nie należy. Nie mam ubezpieczenia, bo nie pracuję! Bo kto zatrudni osobę z niesprawnymi obiema nogami i kręgosłupem?

Ośrodek pomocy społecznej odmawia renty, bo mój partner zarabia i przekraczamy próg dochodowy, który wynosi 514 zł na osobę. Takie osoby jak ja, chorujące od urodzenia, ale niejedzące przez rurkę, traktowane są przez państwo jak zdechły pies na ulicy. Zostaliśmy wyeliminowani z życia społecznego, pozbawieni swobodnej możliwości leczenia. Wrzucono nas na margines i dano 153 zł.

Chcę zapytać: Co mamy z tym zrobić? Dlaczego o nas zapomniano? Bo milczymy? Bo nie strajkujemy? Jest nas wiele...

Tak, to my, dorosłe dzieci niepełnosprawne, które są świadome tego, co się dzieje. Te, które całe dzieciństwo cierpiały i walczyły o każdy krok! Te, które pamiętają każdy wyjazd na blok operacyjny. Te, o których świat zapomniał.

Pragnę zapytać, gdzie jest równość. Dlaczego przy przyznawaniu renty socjalnej dzieli się nas twardo na zdrowych lub chorych, skoro istnieje renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy? Dlaczego renciści socjalni są traktowani inaczej? Czy to nasza wina, że zachorowaliśmy, gdy byliśmy dziećmi? Jesteśmy gorsi?

A teraz słowo na temat aborcji. Przeszłam wiele w swoim życiu i uważam, że nikt nie powinien mieć prawa, by decydować o tym, czy mam urodzić dziecko z taką wadą, jaką ja mam. Nikt nie powinien decydować, czy moje dziecko ma cierpieć, jak ja cierpiałam, albo czy jestem gotowa patrzeć, jak moje dziecko cierpi. Ja przez to przeszłam i wiem, jak to jest być dzieckiem niepełnosprawnym. I wiem, jak państwo wspiera w wieku dorosłym takie osoby jak ja! Nie każcie nam skazywać naszych dzieci na cierpienie i niedostatek. Proszę wziąć to sobie do serca.

Z wyrazami szacunku

Justyna

****

Co chcielibyście powiedzieć Autorce listu i prezesowi PiS? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.