Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem zwykłym obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej. Nie Obywatelem RP, choć podzielam osąd tego ugrupowania ostatnich dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Tak jak wielu Polaków byłem niezadowolony ze zwycięstwa PiS w wyborach 2015 r., zniesmaczony i wzburzony szaloną „reformą” oświaty, rozjechaniem Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznieniem prokuratury, deptaniem konstytucji, szczuciem na "drugi sort" Polaków, zawłaszczaniem kraju, w końcu wzięciem pod but sądownictwa. I z obawą, a nawet przerażeniem patrzę w przyszłość, jaką zafunduje nam miażdżąca jak walec demokratyczne instytucje i zasady niemiłosierna, nieomylna Partia.

Takich zmian nie wprowadza się, aby za dwa-cztery lata oddając władzę po przegranych wyborach, odczuć samemu skutki drakońskich przepisów albo obserwować, jak nowy rząd i parlament odwołuje i zmienia wszystko, co udało się odwojować.

Powrót PRL

PiS, gotując się na długoletnie rządy, próbuje manipulować ordynacją wyborczą, ograniczyć wpływ niezależnych, krytycznych mediów, dręczy nieprawomyślnych sankcjami. Dla obywatela III RP (nadal mamy jeszcze tę epokę), który dobrze pamięta czasy Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego - podobieństwa z PRL-em są widoczne jak na dłoni.

Włącznie z nachalną propagandą publicznej telewizji, której osiągnięcia godne są porównania z najobrzydliwszą agitacją stanu wojennego. „Dtv łże, jak łgał” - pisaliśmy wtedy na murach. Dziś bez cienia wątpliwości mógłbym polecić hasło: „Kurwizja kłamie!”.

W PRL przeżyłem prawie 33 lata. Upadek socjalizmu w Polsce i całym bloku wschodnim zdawał się niespodziewanym darem losu, sprzyjających okoliczności międzynarodowych, ale także skutkiem mądrości władzy i ówczesnej opozycji.

Otrzymaliśmy historyczny prezent wolności i demokracji, pokojowo i bezkrwawo doszło do zmiany ustroju, a dogadując się mimo wszelkich różnic - rządzące kolejno ekipy popychały Polskę ku normalności. Teraz dzięki „wizji” jednego zakompleksionego człowieka okazuje się, że błędem było wszystko, czego osobiście Pan Naczelnik nie wymyślił. Marne połączenie Lenina, Mao Dze Donga, Mussoliniego i Gomułki wreszcie ma decydować od losie milionów Polaków? Toż to istny chichot historii.

Oderwany od rzeczywistości politykier bez znajomości współczesnego świata, bez wiedzy o codziennym życiu rodziny, bez prawa jazdy i konta bankowego - a zarazem Najwyższa Wyrocznia?!?

Nadzieja w młodych?

Po 26-letnim karnawale wolności i demokracji nie chciałbym kolejnego ćwierćwiecza (!?) strawić w poczuciu beznadziejności sytuacji, pod władzą PiS w roli monopartii PZPR. Pozostanie mi wówczas co najwyżej końcówka życia w innej, nie wiem czy lepszej, konfiguracji politycznej. Marna perspektywa.

Może współczesna młodzież, milenialsi, rozniosą w pył panoszące się PiS znacznie wcześniej, daj Boże. Ale obawiam się mocno, że jak za socjalizmu - przywykniemy, przystosujemy się, a zadufana w sobie ekipa w duchu „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” będzie nam urządzać życie na wschodnią modłę. Karna policja, sterowalna prokuratura, powolne sądy, prezydent kukiełka, jednomyślne Sejm i Senat nie dadzą żadnej szansy choćby wysłuchania „gorszego sortu Polaków”.

Gdzież więc szukać nadziei? Jeżeli dziś poparcie dla PiS oscyluje nawet wokół 40 proc., to oznacza, że ponad połowa wyborców NIE POPIERA tego wspaniałego rządu! Zapatrzeni w sondaże, zrozumiali, butni politycy „dobrej zmiany” popadli w grzech pychy i nie wyobrażają sobie odsunięcia od władzy.

Gest współpracy i pojednania

Sądzę, że porządna, sprawna i konsekwentna WSPÓLNA praca opozycji przez najbliższe miesiące (i lata) może nas uchronić przed czarną dziurą, w której znajdziemy się, jeżeli PiS będzie miało okazję na kontynuację.

Panie i panowie, ze wszystkich ugrupowań i organizacji, które nie odrzucają możliwości współdziałania - to wasza historyczna odpowiedzialność! Skutki szkód wynikłych z nieodpowiedzialnych decyzji PiS poniesiemy wszyscy, bezpośrednio winni będą rządzący, ale grzech zaniechania będzie też po stronie opozycji - skłóconej, rozgadanej, rozmemłanej, hamletyzującej aż do śmieszności.

Dziś „Larum grają!”. U sąsiadów zza Odry możliwa jest koalicja partii odwiecznie ze sobą rywalizujących dla dobra i pomyślności Niemiec. Czy nie możemy się tego nauczyć? Żeby zjednoczyć się w różnorodności, dogadać się, wypracować kompromisy, dbać o interesy nie tylko swoich wyborców, ale także o istotne mniejszości.

Tym samym starać się pogodzić i zadowolić większość Polaków. Nie szczuć na inaczej myślących, bo to też nasi rodacy. Takie oczywiste.

Nie miałem okazji angażować się mocniej w jakiekolwiek działania partyjne od 1989 r. Od dwóch lat bywam na demonstracjach protestu przeciw aktywności obecnej władzy, podpisuję listy, inicjatywy - i mimo wątpliwości - wciąż nie tracę nadziei, że uda się i w wyborach samorządowych, i kolejnych stopniowo odsunąć PiS od władzy.

O jedność opozycji apelują politycy różnej maści, publicyści, eksperci i zwykli szarzy obywatele. Nie mam w sobie siły i determinacji Piotra Szczęsnego, by poświęcić swe życie w krzyku protestu i rozpaczy.

Żywię się jeszcze wiarą, że nie wszystko stracone. Nie mam wiele do zaoferowania, może jedynie propozycję nazwy dla ruchu, który ma zwyciężyć kaczyzm i odnowić nasz kraj po PiS: to Demokratyczny Obywatelski Blok Radykalnej Alternatywy, w skrócie DOBRA.

Historia nie wybaczy wam i nam zaniechania. Niech wróci duch „Solidarności” i da nadzieję Polakom na działania wspólnotowe, byśmy szczerze podali sobie ręce w geście pojednania! ZróbMY to!

W. Cz. (dane do wiadomości redakcji)

***
Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.