Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 Rzeczywistość jest zgoła odmienna. Niestety.

Przykład? Dzielnica X, czyli Swoszowice. Domy raczej bogate, samochody takoż. Ciepły, piękny wiosenny dzień. Słońce ogrzewa budzącą się do życia naturę. I ognisko, bynajmniej nie spalające resztek jesiennych liści czy gałęzi. W ognisku tym płoną śmieci.

Mit biednych mieszkańców ogrzewających swe domostwa, czym popadnie, w tym śmieciami, odpada... To nie bieda, to raczej ubóstwo intelektualne. Beztroska, bezmyślność, bezsens. Na nieśmiałe pytanie: dlaczego? Odpowiadają, że wszyscy tu tak robią... (Po pierwsze, to najgłupszy z możliwych argumentów, po drugie – na szczęście to nieprawda). Na próbę uświadomienia reagują zdecydowaną zmianą tematu...

Podobnie rzecz się ma z usuwaniem odpadów innej natury, czyli z kanalizacją, a raczej jej brakiem. Okazuje się bowiem, że w XXI wieku, w dzielnicy uzdrowiskowej [sic!] środkowoeuropejskiego miasta sporo jest jeszcze domów bez dostępu do kanalizacji. I co więcej – domów, których mieszkańcy nie korzystają z szamba bądź owszem – szambo posiadają, a jakże, wolą jednak odprowadzać swe ścieki do pobliskiego strumyka. W końcu - po co płacić, skoro można tego uniknąć. Nawet jeśli domownikom nie brak funduszy, o czym świadczą chociażby drogie samochody stojące na podjeździe.

Znów więc mamy do czynienia ze wspomnianym powyżej ubóstwem intelektualnym, bezmyślnością i beztroską.

Pozostaje pytanie, jak długo jeszcze będziemy tolerować łamanie wszelkich norm i przepisów? To, by głupota i cwaniactwo były górą nad rozsądkiem i przestrzeganiem zasad. Tych narzuconych przez prawo i tych dotyczących zasad dobrosąsiedzkiego współżycia.

I tu pojawia się pytanie za 100 punktów dotyczące gospodarki odpadami. Otóż, jeśli w Krakowie śmieci z domów jednorodzinnych odbierane są jeden raz w miesiącu [!], to co robić z ich niewątpliwym i nieuniknionym nadmiarem?! Palić?! Wywozić samemu na wysypisko? Zakopać? Podrzucić w okolice bloków (co zdarza się zresztą dość często)?

Niech Czytelnik odpowie na to pytanie sam.

Pozostaje oczywiście propozycja włączenia się w modny ostatnio wśród świadomych ekologicznie obywateli ruch Zero Waste, co oczywiście w przypadku tych beztroskich i nieuświadomionych raczej nie wchodzi w rachubę.

Mamy więc do czynienia z niepojętym brakiem świadomości ekologicznej i obojętnością na zdrowie nas wszystkich i następnych pokoleń, bo wedle badań substancje uwalniane podczas niekontrolowanego spalania śmieci przenikają do środowiska (powietrze, woda, rośliny) i do DNA człowieka, stanowiąc mroczny spadek dla naszych dzieci, wnuków, prawnuków.

Na głupotę nie ma lekarstwa, ale muszą zostać zastosowane rozwiązania systemowe skutecznie chroniące ludzi i środowisko przed poczynaniami tych nielicznych na szczęście, ale jednak obecnych, którzy żyjąc beztrosko i bezmyślnie, zatruwają świat.

***

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.