Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po przeczytaniu listu Moniki Lewandowskiej do Kai Godek pozwolę sobie na dodanie kilku uwag. W całości popieram głos pani Moniki, chociaż problem niepełnosprawnego dziecka mnie nie dotknął. Pragnę natomiast zwrócić uwagę na kwestię opieki nad niepełnosprawnymi dorosłymi, a konkretnie nad starcami.

Od 35 lat w moim domu obecny jest nieprzerwanie problem choroby Alzheimera, demencji i umierania „ze starości". Zapewniam wszystkich, że starość nie wygląda tak jak w reklamach Geriavitu. Jest niegodna, wstrętna (nawet jeśli otoczona opieką bliskich), cofa człowieka do stanu niemowlęctwa, pampersów, niekontrolowanej fizjologii we wszystkich możliwych postaciach. Tak właśnie konali kolejno oboje moi rodzice, a teraz tak dożywa swoich dni młodsza siostra mojej matki.

Zdążyłam się przekonać, że o ile społeczeństwo lituje się nad nieuleczalnie chorymi dziećmi, o tyle dla starców i ich opiekunów (o ile takowych mają i nie umierają samotnie w zapuszczonych, nieogrzewanych nawet w mróz mieszkaniach) nie ma cienia empatii. Młody człowiek w tramwaju zapytany, dlaczego siedzi, kiedy staruszka nad nim stoi, wyjaśnia rzeczowo, że płaci za bilet, a ona nie płaci, więc niech stoi.

Braku wychowania nie można jednak mylić z pogardą systemu tzw. opieki zdrowotnej dla starca. W przypadku takiej osoby nawet kryterium niskiego dochodu nie jest wystarczające dla MOPS. Wszystko załatwia argument „obowiązku alimentacyjnego" - mocno nadużywany, gdyż mało kto, wykończony codziennym borykaniem się z rzeczywistością, sprawdza w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, co to naprawdę oznacza i gdzie leży granica „załatwiania" wszystkiego rękami udręczonej rodziny. Ponadto przecież pacjent dostaje emeryturę, więc skąd podstawa do oczekiwań jakiejkolwiek pomocy?

Pytam zatem, jak żyć i umierać za 1200 zł emerytury po 40 latach pracy? Ile ja mogę dodać z nauczycielskiej pensji do utrzymania starca? Wyjaśnię, że podstawowy koszt pobytu w domu pomocy to około 4 tys. zł miesięcznie (bez leków, środków higieny i dodatkowych zabiegów). Siłą rzeczy pozostaje zatem pobyt osoby starej i zaspokojenie jej potrzeb przy rodzinie, która może tym samym zapomnieć o wspólnych wakacjach czy nawet wyjściach do kina, na zakupy itp. Trzeba natomiast być w stałym kontakcie z lekarzami chyba wszystkich specjalności, przebudować łazienkę i zapracować na to, aby można było wyjść z domu, oddając swoją pensję wynajętej opiekunce.

Według sporządzonego kilka lat temu raportu na temat systemowej opieki geriatrycznej w państwach UE w naszym kraju ona nie istnieje. Jednym z pierwszych szpitali niezakwalifikowanych do koszyka ministra Radziwiłła był Szpital Geriatryczny w Katowicach (jedyny taki w Polsce).

Problematykę ludzi starszych dostrzegł Jerzy Owsiak i dlatego w poprzednich edycjach WOŚP zbierała pieniądze dla dzieci oraz seniorów. Wiedział, co robi, gdyż na samych starców ludzie nie daliby nawet połowy tego, co zebrano.

Nie miejsce tutaj rozpisywać się więcej na temat ruiny życia domowego i codzienności pod jednym dachem z osobą dotkniętą demencją. Wniosek nasuwa się jeden - tak jak starość czy głęboka niepełnosprawność i upośledzenie może wyglądać tylko piekło (i nie ma tu znaczenia wiek pacjenta). A to piekło generalnie pozostaje w Polsce tylko udziałem samego chorego i jego rodziny.

***

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.