Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niestety to może być najlepsza rada, jaką dostanie każda polska kobieta, która nieszczęśliwie zaciążyła i w ciąży być nie chce.

Absurdy dotyczące aborcji w Polsce po raz kolejny poruszyły kraj. W obronie demokracji i w proteście przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego na ulicach znów pojawiło się tysiące Polek i Polaków.

Prawo wyboru, które wydaje się być oczywiste dla wielu obywateli UE i cywilizowanego świata, w Polsce jest najwyraźniej definiowane w odrębny sposób.

Dlaczego kobiety w Polsce miałyby cierpieć?

Mowa o kraju, gdzie przez wieki cierpienie i męczennictwo były często postrzegane jako konieczne, a nawet mile widziane i godne naśladowania. Czy możliwe, że w końcu to wszystko da się złożyć do kupy?

Na początku parę słów wyjaśnienia

Pisząc o polskiej historii, mentalności i postawach, nie twierdzę, że wszyscy jesteśmy z tej samej gliny. Nie uważam, że każdy z nas ma te same słabości i mierzy się z wyzwaniami życia codziennego w ten sam sposób.

Niektóre fragmenty brzmią jak ogólniki, uproszczenia i stwierdzenia być może zbyt radykalne. To dla wygody czytelnika, to próba mocniejszej siły przekazu: dlaczego my, Polki i Polacy, możemy myśleć i działać trochę inaczej niż obywatele innych krajów UE.

Osobiste przekonania, postawy i indywidualne historie to już... całkiem odrębna historia.

Ponadto, to nie jest manifest i próba narzucenia pewnych poglądów. Jest to interpretacja oparta na moich osobistych obserwacjach i latach życia zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

Nie chciałabym nikogo zmuszać do przytaknięcia lub przejścia na drugą stronę rzeki. Natomiast jeśli po przeczytaniu tego artykułu, niezależnie od własnych poglądów, padnie w Twojej głowie pytanie: co, jeśli w tym faktycznie coś jest? – myślę, że tak właśnie zaczyna się łamanie schematów.

I oczywiście wielkie słowa uznania dla Polskich Pań! Po raz kolejny pokazały, jak bardzo świadome są swoich praw i gotowe do walki o demokrację i poszanowanie człowieczeństwa.

I to jest coś, z czego my, Polki i Polacy, powinniśmy być naprawdę dumni: bez względu na przeciwności, zawsze znajdziemy sposób, żeby się zjednoczyć i znaleźć rozwiązanie.

W końcu Polak i Polka potrafią!

Nieszczęśliwie zaciążone kobiety

Mówiąc bardzo ogólnie, nieszczęśliwie zaciążonymi kobietami mogą być zarówno te, których ciąże są wynikiem przemocy lub stanowią źródło zagrożenia życia/zdrowia matki/dziecka, jak i te kobiety, które dostały „diagnozę” ciąży i dziecka nie chcą.

W zależności od indywidualnych okoliczności najlepszym rozwiązaniem może być przerwanie ciąży. Jest to decyzja bolesna, rozdzierająca serce, ale jest to również najmniejsze zło.

Jednak niektóre rządy podają to w wątpliwość. To właśnie teraz dzieje się w Polsce. Religia to jedno, ale jeśli pomyślimy o tym, że Polska to kraj historycznych cierpiętników, wszystko składa się w całość.

Wiele z tych nieszczęśliwie zaciążonych kobiet miałoby świetne okazje do cierpienia. Cierpienia wystarczyłoby dla przyszłych matek, ich rodzin wraz z ojcami i dziadkami, dla funduszu zdrowia, dla nauczycieli, dla wspólnot kościelnych.

I tu kłania się historia.

Historyczna mentalność: zobacz wszystko oczami Polaka

Trochę polskiej historii może dużo wyjaśnić.

Cofnijmy się do XVIII wieku. To właśnie wtedy Polska, wchłonięta przez zaborców, zniknęła na ponad 100 lat z mapy Europy. Polscy obywatele, pozbawieni swego państwa, zostali zmuszeni do działania przeciwko swym okupantom i agresorom.

Zarówno polski język, jak i dziedzictwo kulturowe były w stanie zagrożenia. Polacy zaczęli organizować powstania, by przywrócić swą niepodległość i autonomię. Wielu z nich straciło życie.

Tak oto umocniła się kultura cierpienia i męczeństwa.

W XX wieku dwie wojny i Holokaust wstrząsnęły krajem. W obliczu masowych zniszczeń i ludobójstwa po raz kolejny nasunęła się myśl: być może nasze przeżycie wiąże się z cierpieniem.

Rzeczywistość powojenna i czas komunizmu również zrobiły swoje: ograniczone swobody obywatelskie, puste półki sklepowe, państwo wszechkontrolujące i ogólny brak przywilejów wolnego rynku.

Ponownie Polacy musieli żyć w mało sprzyjających warunkach. Nieraz trzeba było wykazać się sprytem, np. uciekając się do łapówkarstwa, aby przechytrzyć państwo tak nieprzychylnie nastawione do obywatela.

Gdy komunizm został w końcu obalony, Polacy nie zaczynali od zera. Ich nowa rzeczywistość miała niewiele wspólnego z sytuacją pielgrzymów, którzy mogli niemalże dziewiczo kształtować swoje nowe państwo w świeżo zdobytej Ameryce.

Polska zaś stała się demokracją, która ciągnęła za sobą ciężki bagaż z przeszłości.

Korupcja, łapówki i aborcja

Oto rodziła się nowa demokratyczna Polska. W toku ekonomicznych reform i prywatyzacji nadmierna biurokracja miała zapobiec sytuacjom nielegalnego nadużycia nowo nabytych wolności.

Zakładanie jednak, że biurokracja faktycznie temu zapobiec zdoła, jest prawdopodobnie... nieracjonalne.

W końcu właśnie to Polacy znali z przeszłości: kombinowanie i spiskowanie przeciwko wrogiemu państwu, które lubiło pozbawiać swoich obywateli wolności i praw obywatelskich. Sposobem na podważenie władz o wątpliwym autorytecie była korupcja.

Korupcja ma wpływ na decyzje parlamentarne, wyroki sądowe, decyzje biznesowe i służbę zdrowia. Wiąże się często z brakiem sprawiedliwości społecznej i nierównym podziałem dochodów.

Gdy panują nierówność społeczna i niesprawiedliwość, obywatele mogą zechcieć poratować się łapówkarstwem i nielegalnymi działaniami. Niektórzy nie chcą być w tyle za tymi sprytniejszymi, co dając „w łapę”, poprawili jakość swojego życia lub doświadczyli poszanowania swoich praw.

WIĘC: zakładanie, że zaostrzenie ustawy aborcyjnej zmniejszy liczbę (nielegalnych) aborcji jest prawdopodobnie... nieracjonalne.

Wedle szacunków w Polsce już teraz jest więcej nielegalnych aborcji (10 000-150 000) od tych legalnych (1000-2000).

Dalsze ograniczenie praw kobiet może oznaczać zwiększone łapówkarstwo, aborcje przeprowadzane przez niewykwalifikowane osoby i natężoną emigrację.

Mam nadzieję, że to nie to, co obecny rząd ma nadzieję uzyskać.

Kwestia zaufania w Polsce

Wspomniałam już o biurokracji. Być może znane ci są sytuacje, kiedy polskie władze wymagają od ciebie złożenia mnóstwa podpisów i deklaracji, by mogły ci uwierzyć, że mówisz prawdę.

Proszę podpisać tu, proszę podpisać tam. Jeśli to nieprawda, wsadzimy do więzienia.

Mniej więcej to próbuje zakomunikować wiele formalnych dokumentów Made-In-Poland. Dla wielu ludzi zabieg zbędny, dla innych zastraszający lub po prostu niewygodny.

Po latach życia w UK przyzwyczaiłam się, że ufano i mnie, i temu, co mówiłam i robiłam. Nie musiałam dostarczać, podpisywać i stemplować dziesiątek pisemnych deklaracji. Szanowano mnie i moją uczciwość.

Po powrocie do Polski zdecydowałam się zarejestrować w urzędzie dla bezrobotnych. Wymagano ode mnie złożenia mnóstwa podpisów na różnych dokumentach z zastraszającymi komunikatami: Jeśli składasz fałszywe informacje, zgodnie z Ust. nr 6902435727 (nr przypadkowy) trafisz na 3 lata do więzienia.

Zrobiłam wielkie oczy. Czy w takim przypadku chciałam to wszystko wypełniać?

Gdzie tam. A jak nieumyślnie zrobię pomyłkę? Nie miałam nawet pewności, jak te wszystkie pola wypełnić. Perspektywa ponownego zjednoczenia z Polską za pomocą kajdanek średnio mi się podobała.

Miałam wrażenie, że te zastraszacze, mające na celu zniechęcenie ludzi do zatajania faktów, były prawie wszędzie: wypełnij, podpisz, podstempluj, odwróć stronę, podpisz, podstempluj, powtórz. W moich odczuciu mój kraj miał poważne problemy z zaufaniem.

Okazuje się, że teraz niekoniecznie chce zaufać kobietom w kwestii podejmowania decyzji w sprawie ich własnych ciał i własnej przyszłości.

Aborcja w kraju męczenników

Z biegiem lat Polska ukształtowała się jako kraj cierpiących i męczenników. Musieliśmy cierpieć, musieliśmy walczyć, musieliśmy ginąć, musieliśmy czekać na Mesjasza 44, żeby ocalił nasze zagrabione państwo.

Nie twierdzę, że wszystko to było na darmo (co nie jest zresztą tematem tego artykułu). Jestem w 100% za poszanowaniem przeszłości, a już zwłaszcza gdy... mnie tam nie było.

Wracając jednak do teraźniejszości…

Mam wrażenie, że sposoby myślenia i postawy, które były w jakiś sposób uzasadnione 300, a nawet 30 lat temu, powinny być w końcu zedytowane. Są trochę jak dinozaury, które przeżyły erę mezozoiczną.

Polacy w dalszym ciągu zbyt często lubią być postrzegani jako cierpiący i męczący się. Ten sposób myślenia może mieć związek z wieloma sferami życia.

Może chodzić o niższe zarobki, przez które ludzie cierpią, gdy przychodzą rachunki.

Może chodzić o nadmierną biurokrację, przez którą urzędnicy cierpią, rozprawiając się ze zbędnymi formularzami, deklaracjami i polami identyfikacyjnymi.

Może chodzić o korporacyjnych pracowników, którzy zechcą udowodnić swoją wartość przez zaleganie w biurze do północy, by pokazać, że są gotowi cierpieć o każdej porze.

Może chodzić o kobiety, które mogą się cieszyć większym równouprawnieniem, ale kosztem cierpienia na „syndrom supermenki”. Od wielu decydujących się na karierę zawodową Polek nadal oczekuje się, że znajdą czas, by wychowywać dzieci, posprzątać dom, ugotować obiad i pięknie wyglądać dla swoich mężów.

Może też chodzić o kobiece ciała i zdrowie. Może chodzić o czyjeś przyszłe życie i o życie tych, którzy mogą urodzić się niechciani, zdeformowani albo śmiertelnie chorzy.

Może chodzić o ten naród, który przez wieki oswajał się z cierpieniem. Może chodzić o kobiety, ale i o mężczyzn, którzy będą musieli je wspierać i borykać się w kraju cierpiętników.

Zaciążyłaś? Dźwigaj swój krzyż

Nieszczęśliwie zaciążona w Polsce? Być może badania wykazały u ciebie uszkodzony płód albo niewielkie szanse na przeżycie twojego dziecka. Może twoje życie i zdrowie są w stanie zagrożenia. Może jesteś w 100 proc. pewna, że nie chcesz zostać matką.

Masz silne odczucie, że zmuszenie cię do porodu w takich okolicznościach zrodzi też dużo żalu i goryczy. Czujesz w kościach zapowiedź ludzkiej niedoli i nędzy.

Jednak podjęcie najrozsądniejszej decyzji w twojej sytuacji, wybór najmniejszego zła, może być ocenione jako nieetyczne lub samolubne. To nic, że pęka ci serce, a twoja emocjonalna, mentalna i fizyczna kondycja kuleje.

Czy naprawdę może nie być żadnego żalu, goryczy, poczucia winy i myśli, że jakoś... nikt z nas tego nie chciał?

Słyszałam, jak niektórzy uparcie zaprzeczają, że urodzenie bardzo niechcianego albo mocno niepełnosprawnego dziecka może wiązać się z poczuciem złości lub żalu. W końcu chodzi o ludzkie życie. Jednak w moim odczuciu zaprzeczanie takiej możliwości zaprzecza naszemu człowieczeństwu, naturalnym ludzkim słabościom i zdolności do bycia szczerym ze sobą i innymi.

Chodzi o odpowiedzialność i świadomość

Wielu z nas nie chciano, jeszcze zanim doszło do zapłodnienia. Bardzo możliwe, że ostatecznie nasi rodzice przywitali nas z radością, gdy w końcu wydaliśmy z siebie pierwszy krzyk. Później dobrze o nas zadbali i dostarczyli nam schronienia, edukacji i zabawy.

Ale może nie czuliśmy, że kochali nas tak, jak tego potrzebowaliśmy. Być może styl wychowania naszych rodziców wcale nie jest tym, który chcielibyśmy naśladować, wychowując własne dzieci.

Nie chcę przez to powiedzieć, że powinno być więcej aborcji albo że przyszłe matki mogą zmienić zdanie na każdym etapie ciąży. Decyzja o zakończeniu ciąży powinna być świadoma i odpowiedzialna. Nie chodzi o pozbycie się dziecka... no bo tak.

Chodzi bardziej o to, że nawet w przypadkach, kiedy rodzice robią właściwie wszystko, co mogą najlepiej, często mogą być mało przygotowani do rodzicielstwa i wychowania dziecka. Zwłaszcza jeśli sami jeszcze nie ogarnęli swojego dorosłego życia lub gdy nikt nie nauczył ich, jak postępować dorośle, odpowiedzialnie i świadomie.

Być może aborcja i macierzyństwo to decyzje, które odpowiedzialna i świadoma kobieta powinna podejmować sama. To wykracza poza mało zorientowany system.

System natomiast może pomóc jej rozwinąć się i stać dojrzałą i odpowiedzialną osobą. System może jej pomóc przygotować się do bycia rodzicem. System może też okazać więcej wsparcia niepełnosprawnym dzieciom.

Słowo na niedzielę

23 marca tysiące Polaków i Polek protestowało przeciw ograniczeniu... już ograniczonego dostępu do aborcji. Nowe prawo zakazywałoby usunięcia ciąży nawet w przypadkach poważnego uszkodzenia płodu.

Takie pomysły przerażają, ale jest też promyk nadziei.

Zwykle sceptycznie podchodzę do publicznych demonstracji i nie jestem wielką fanką protestowania. Jednak w tym roku spojrzałam na „czarny protest” inaczej. Dostrzegłam w nim wielkie osiągnięcie dla Polski. Nie widziałam tego przez długi czas.

Ludzie z wielu innych krajów mogą traktować wolność słowa i prawo do protestowania jako coś oczywistego. Jednak historia Polski jest dość niezwykła w porównaniu do innych państw UE. Sam fakt, że możemy protestować publicznie, to coś naprawdę wielkiego, jeśli weźmiemy pod uwagę bolesną przeszłość i wyzwania postawione przed młodą demokracją.

Pomimo tego, że obecna sytuacja polityczna w Polsce niepokoi wiele Polaków i Polek, w tym mnie, jakaś nadzieja jest. W końcu nie od razu Rzym zbudowano.

Jeśli na koniec miałabym napisać krótką modlitwę na podstawie jednej z rozmów z moją koleżanką, szczęśliwie zaciążoną Polką, brzmiałaby ona mniej więcej tak:

Drogi Rządzie / Drogie Państwo,

nim zakwestionujesz moją zdolność wyboru, najpierw stwórz społeczeństwo, które pozwoli mi zadbać o siebie i zrozumieć moje potrzeby: tak, abym mogła podejmować dobrze przemyślane decyzje.

Pomóż mi stać się odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem. Nie chcę prania mózgu i bezużytecznych faktów. Chcę mieć solidną i praktyczną wiedzę o swoim ciele i moich potrzebach emocjonalnych. Nadaj temu taką samą wartość, jak nauka matematyki czy historii.

Daj mi dostęp do mentorów i psychologów, którzy pokierują mnie w moim rozwoju. Nie buduj społeczeństwa, gdzie pomoc, której naprawdę potrzebuję, jest albo trudno dostępna, albo w nieprzystępnej cenie.

W międzyczasie nie traktuj mojej macicy jako przedmiotu gry politycznej. Nie chcę, aby moje zdrowie i życie znalazły się w stanie zagrożenia przez tych, którzy w sekrecie, albo nie tak do końca w sekrecie, wiedzą, że może im to przynieść miliony ideologicznie albo religijnie nastawionych wyborców.

Nie chcę mieć poczucia, że żyję w kraju, gdzie postęp dokonuje się przez stawianie kroku wstecz.

xx

*Karolina Kulach: pisarka, wiele lat mieszkająca w Londynie, Szkocji i Niemczech. Autorka książki "The power of displacement". medium.com/@karolinakulach/

***

„Wyborcza” to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.