Należy więc, nie zaprzestając wskazywania błędów władzy, zastanowić się wreszcie, jakie mogą być inne przyczyny zła, i jak je należy naprawiać.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od dłuższego czasu w mediach lewicowych, liberalnych, centrowych i niektórych zaliczanych do prawicy obserwujemy lawinę tekstów piętnujących poczynania PiS i jego sprzymierzeńców. Nie kwestionując słuszności opisów skandalicznych nadużyć, nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na widoczny w tej nawale brak zastanowienia.

Należy bowiem się domyślać, że podstawą pełnego zapału i wytrwałości wysiłku publicystów jest przekonanie, iż wykazywanie błędów spowoduje naprawienie sytuacji grożącej katastrofą, że doprowadzi władze do opamiętania, a przede wszystkim wywoła otrzeźwienie społeczeństwa aprobującego utrzymującą większość parlamentarną grupę demagogów.

I w tym momencie zdumiewa, że walczący z dewiacją w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że być może zło, które pokazują i usiłują naprawić, są to jedynie objawy choroby, której istoty owi krytycy nie dostrzegają. A przecież za tym przemawia np. fakt, że wspomniane piętnowanie błędów jest nieskuteczne.

 ****

Oskarżające PiS osoby zapamiętałe są w tej działalności do tego stopnia, że zapominają o obowiązku rozważenia swoich własnych błędów, do których niekiedy półgębkiem przyznają się, nie próbując jednak poznać ich istoty. Przecież zawsze popadnięcie w zależność od złych i głupich wynika z bierności tych, którzy potrafią rządzić mądrze, a oczywiste dla każdej rozsądnej osoby rozważenie takiej możliwości narzuca się tym bardziej, że po dwu latach rządów PiS nie można mieć wątpliwości, iż wspomniana walka na argumenty nie daje rezultatu zwłaszcza wobec wyraźnego u autorów przekonania o braku pozytywnej alternatywy politycznej.

Podobnie nieskuteczność „walki z demagogią" osądza np. prof. Cas Mudde w krótkim artykule "Realnym problemem nie jest populizm" (The Real Problem Isn’t Populism). Należy więc, nie zaprzestając wskazywania błędów władzy, zastanowić się wreszcie, jakie mogą być inne przyczyny zła i jak je należy naprawiać?

Zarazem w odpowiedzi na ten swój apel przedstawiam własne w omawianej sprawie zdanie: rzeczywistą przyczyną fatalnego stanu porządków w naszym kraju jest powszechny marazm umysłowy oraz kulturalny i jakiekolwiek działania pomijające konieczność ożywienia umysłów, a także naprawy obyczajów są daremne. A oto jakie są dowody na to, że uśpienie umysłów i dekadencja kulturalna mają miejsce w naszym kraju.

 ****

Co do intelektu, sprawa jest prosta. Zanik zdolności rozumowania, jeżeli jest powszechny, powinien, z natury rzeczy, uwidocznić się przede wszystkim w środowisku elity umysłowej.

Otóż wyraźnym przejawem dowodzącym złego stanu tej części społeczeństwa jest zanik dialogu, wiadomo bowiem, że myślenie nie istnieje bez pytań, wątpliwości i sporów. I właśnie brak tych podstawowych przejawów myśli jest uderzający w ośrodkach głównie tych nastawionych na poświęconą polityce i zagadnieniom społecznym tzw. poważną publicystykę, jak np. "Przegląd Socjalistyczny", "Krytyka Polityczna", "Kultura Liberalna", internetowa witryna Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego i in.

Nie ma tam dyskusji, jedyne uwagi krytyczne dotyczą obozu władzy i stanowią niejako uzgodniony rytuał legitymujący przynależność do „swoich" na równi z obowiązującym niedostrzeganiem błędów popełnianych we własnym gronie.

Gdy przyjrzymy się czy tym periodykom, czy publicystyce powstającej w ramach inicjatyw takich jak Kongres Kultury, Kongres Obywatelski itp., widzimy same jedynie monologi i kazania autorów niezdolnych zauważyć tekstów ani tych, które w jakiejś mierze zaprzeczają ich tezom, ani zgodnych z nimi. Szczególnie zaś zdumiewa brak w całym środowisku obejmującym autorów, redakcje i czytelników zaniepokojenia tym, że nawet najbardziej udramatyzowane wystąpienia nie wywołują odzewu.

 ****

Z kolei mówiąc o upadku kultury, również należy skupić się na elicie. I tu powstaje problem wymagający obszernych wyjaśnień. Powszechnie uważamy, że podstawowym przejawem kultury są: dbałość o poprawność mowy i unikanie - co błędnie utożsamiamy z empatią - agresji, a pod tym względem znaczna część elit jest bez zarzutu. Liczne są bowiem osoby i publikatory, które dbają o formę tekstu i nie używają „brzydkich" wyrazów, a krytykę skrzętnie ukrywają w ogólnikowych, bezosobowych wzmiankach, a więc, na podstawie wspomnianego „powszechnego uważania", spełniają wbrew moim zarzutom warunki do uznania ich za kulturalne bez jakiegokolwiek „marazmu".

W moim jednak przekonaniu podstawą kultury jest uznanie wartości umysłu każdego spotkanego człowieka, a wspomniane temperowanie mowy i uprzejmość świadczą o kulturze jedynie, gdy powstają jako produkt poszanowania godności innej osoby. Przecież znamy z doświadczenia ludzi dbających o poprawne wysławianie się i zręcznie zachowujących uznane formy postępowania, którzy jednak są bezwzględnymi egoistami. Mówimy o takich: cywilizowany cham.

 ****

Owo „uznanie wartości umysłu" polega na zrozumieniu, że świat myśli każdej spotkanej osoby ma wartość niezależnie od tego, czy jest on bogatszy od mojego, czy uboższy. Że w każdym wypadku, poznając go, otrzymujemy szansę rozszerzenia swojej wiedzy, swoich zdolności, a także poznania błędów własnego rozumowania. A także owo „uznanie wartości" narzuca - nasuwający nieraz wątpliwość - obowiązek dążenia do naprawy zauważonych u tego drugiego błędów, temperowany oczywiście świadomością zarówno ograniczoności własnego sądu, jak i ludzkiej skłonności do emocjonalnego reagowania na krytykę. Jeżeli bowiem szczerze uznajemy jakiś przedmiot za wartościowy, nie pozostajemy obojętni wobec zauważonej na nim skazy, dbając zarazem, by cennego obiektu nie uszkodzić.

I jeszcze jedno: najpełniej „uznanie wartości" realizuje się w dialogu, którego idealną postać opisuje formuła: minimum 50 proc. słuchania drugiej strony, minimum 30 proc. mówienia o jej sądach i maksimum 20 proc. przedstawiania własnego widzimisię. Mistrzem w tej sztuce był ponoć Sokrates, który ograniczał się do pytań i rozważania racji rozmówcy, naprowadzając go tym do własnego poprawnego wnioskowania.

 ****

Po takich wyjaśnieniach mogę mówić o marazmie kulturalnym polskich elit i - wynikającym z niego - całej reszty społeczeństwa. Zanikła bowiem zdolność uznania godności innego człowieka, co zresztą jest faktem znanym (np. Małgorzata Anna Maciejewska „O zbędności elit, a zwłaszcza buców"). Dowody na to są liczne.

Tak więc czasopisma i autorzy przejawiają solipsystyczny brak zainteresowania poglądami zarówno czytelników, jak i wyrażonymi w innych niż swoje artykułach czy esejach. Większość poświęconych sprawom społecznym, politycznym i kulturalnym czasopism i witryn internetowych nie reaguje nawet na najbardziej udramatyzowane diagnozy i postulaty publikowane w mediach, a zarazem („Przegląd Socjalistyczny", Centrum im. Daszyńskiego i in.) w ogóle nie ukazują opinii czytelników, podczas gdy inne (np. „Kultura Liberalna", Lewica.pl) dopuszczają co prawda czytelników do głosu w postaci komentarzy, jednak demonstracyjnie okazują lekceważenie przedstawianym opiniom.

Uderza brak choćby śladu zainteresowania treścią uwag odbiorców przedstawianych treści ani ze strony autorek/autorów, ani redakcji, ani postronnych obserwatorów. Ciekawy kazus mamy w przypadku „Zdania" wydawanego przez stowarzyszenie Kuźnica, gdzie jedynym przejawem zainteresowania czytelnikami jest apel o dodatkowe wpłaty.

 ****

Ten brak zainteresowania głoszonymi wokół nas sądami przedstawiony jako objaw marazmu kulturalnego wymieniałem poprzednio jako objaw bezczynności umysłu. To połączenie nie jest bynajmniej przypadkiem, gdyż wzajemne powiązanie ze sobą kultury i dbałości o sprawne myślenie uważam za oczywistość dotyczącą wszystkich.

Czy mamy do czynienia z osobnikiem obdarzonym wybitnymi zdolnościami, czy z posiadającym skromny zasób wrodzonych możliwości rozumowych, zaniedbanie rozwoju dokonującego się w trakcie poznawania poglądów innych ludzi powoduje degradację osobowości przejawiającą się uśpieniem umysłu i niedorozwojem kulturowym.

Tak wygląda uproszczone dowodzenie marazmu powiązanych ze sobą kultury i intelektu. Ale czy rzeczywiście ten marazm może w sposób istotny spowodować rozpanoszenie się demagogii i związany z nią regres społeczności?

Sądzę, że wynika to choćby ze znanego powiedzenia: „Gdy rozum śpi, budzą się upiory". A zatem przedstawiona (w ogromnym skrócie) analiza, po pierwsze, pozwala poznać proces, który doprowadził do tego upadku, oraz po drugie, umożliwia podjęcie próby określenia działań naprawczych.

W obu wypadkach chodzi mianowicie przede wszystkim o dialog w skali całego społeczeństwa rozumiany jako wzajemne porozumiewanie się i poznawanie. Marazm więc wynika z zaniedbania takiej właśnie wymiany myśli inicjowanej i formowanej przez część społeczeństwa dysponującą autorytetem (twórcy i propagatorzy kultury oraz nauki), a podstawę odbudowy winno stanowić odrobienie tego zaniedbania.

Jako podsumowanie stawiam apel o rozważenie przedstawionej tezy, że kultura i intelekt mas stanowią istotny czynnik formujący stosunki społeczne i polityczne, oraz o poważną dyskusję nad szeroko pojętym dialogiem rozumianym jako narzędzie niezbędne dla formowania myśli i obyczajów.

 PS Sprawa poruszona przeze mnie jest ważniejsza i bardziej skomplikowana, niż sugerują to rozmiar i temat artykułu, wiąże się z licznymi zjawiskami społecznymi i politycznymi, wymaga wielu dyskusji i objaśnień. Jestem przekonany, że nawiązuję do tego, co wyrażały autorki i wyrażali autorzy licznych pism i artykułów, że przykładowo wymienię:

"(...) przyjęcie reguł gry opartych na elitarności sprawia, że życie staje się nieustanną walką o pozycję albo jej utrzymanie. Ludzie dzielą się wtedy na tych, którzy mogą się do czegoś przydać, tych, którzy nasze starania mogą udaremnić, a zatem należy ich bezpardonowo niszczyć, albo też tych, którzy stoją tak nisko, że nie trzeba się z nimi ani trochę liczyć, za to można się bezkarnie ich kosztem dowartościować".

 More Democracy At Work? Do We Need That? by Peter Scherrer on 8 March 2018 "The desire to be not just an object that is receiving orders and has to live with what others have decided" [tłum.: Pragnienie pozostawania nie jedynie przedmiotem wykonującym polecenia innych, by nie żyć tak, jak ktoś zadecydował o nas.]

What Happened To Europe’s Left? "The extension of access to higher education has increased the individual ability of people to process more complex information and make their own choices. As education also brings better jobs, this process has created more cognitively and financially independent citizens. The 1968 generation opted for more socially liberal and less hierarchical politics, forming new social movements and later political parties that espoused left-wing economics, but that were defined by their social and cultural openness." [w skrócie: upowszechnione wykształcenie i dobrobyt stworzyły społeczeństwo]

(...) przyczyn zmierzchu zainteresowania wartościami liberalnymi, ...zaniedbania samych liberałów – ich elitarystyczne przeświadczenie o charakterystycznej paternalistycznej barwie, że wiedzą lepiej (...).

Joanna Strzałko. Polscy lekarze na północy Szwecji. 19 marca 2018

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    PiS to jest stan umysłu. Sekta. Opium dla ciemnego ludu. A kiedy słucham oszołoma JM Jackowskiego, to zastanawiam się, czy on sam wierzy w to co mówi?
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Bardzo trafne spostrzeżenia, zastanawiające, ze tekst jest mało popularny, innymi słowy potwierdza w pewnym stopniu tezy wysunięte przez autora pana Stacha Głąbińskiego.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Niby tak, ale nie tak calkiem do konca, mozna sie ze wszystkim tutaj zgodzic, moim zdaniem, artykul jest, nie do konca przemyslany i jest niedopracowany. Szkoda, na przyklad, ze pominieto w tym artykule bardzo istotna, moim zdaniem, kwestie, a mianowicie to, ze populizm pislamskiej mafii, w swoich poczynaniach propagandowych oraz praktycznych dzialaniach, np. przy lamania prawa oraz Konstytucji, ZAWSZE apeluje i odwoluje sie do tych najgorzych i najnizszych instynktow a glownie do ludzkiego EGOIZMU i w tym tkwi zrodlo ich sukcesu. Nielatwe, lub wrecz niemozliwe jest uzywanie rzeczowych, racjonalnych i odpowiedzialnych argumentow, wobec nieuczciwej, nieodpowiedzialnej i nieracjonalnej argumentacji, rodem z powiedzonka : - "nie mam panskiego plaszcza i co mi pan zrobisz"? Do kazdego nalezy mowic zrozumialym, dla niego jezykiem - do krola, po krolewsku a do k*rwy, pok*rewsku, poniewaz inacze nie zrozumie, gdyz nie bedzie sie to miescilo, we wlasciwej dlan, sferze pojeciowej. Oraz to, ze nagminnie widza u przeciwnika przyslowiowe "zdzblo", nie dostrzegajac u siebie, rownie przyslowiowej "belki", czego najlepszym przykladem moga byc wydatki na "osmiorniczki"( koszt zlotowkowy) wzbudzajace "powszechnie oburzenie", w zestawieniu a bezprawnie przyznanymi sobie, "pod stolem", nagrodami idacymi w dziesiatki tysiecy zotych ('to sie nam nalezalo",[ jniby jak psu buda] jak powiedziala "Broszka") no i co?... no i nic, bez echa wsrod pislamskiego ludu.
    @north-west
    To prawda, że populiści i demagogowie są tacy. Stanowczo jednak twierdzę, że ich powodzenie wynika jedynie z naszego niedowładu intelektualnego i braku kultury. Gdybyśmy krytycznie zastanowili się nad swoim postępowaniem i zmienili swoje postępowanie wobec innych, demagogia i populizm nie miały by posłuchu.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Jak na razie, chyba, nikt nie postawił dobrej diagnozy. A co za tym idzie, skutecznego leku. Jako, że kończę z wolna już siódmą dekadę, więc trochę ten świat oglądam. Sam jestem "tylko" maturzystą po LO. Reszta to kursy, samokształcenie, etc. Ale coraz częściej widzę, że niejeden dzisiejszy mgr nie może mi dorównać intelektualnie. Dlaczego? Na własny użytek ukułem sobie pewną tezę. A mianowicie:
    epoka jaka istniała do chwili gwałtownego rozwoju tzw. nowych technologii przeminęła. I raczej na pewno nie powróci. Teraz liczy się wąska specjalizacja. Omnibus interdyscyplinarny - chyba, że jest geniuszem - niczego nie osiągnie. Bo w każdej dziedzinie będzie multum specjalistów Z tej dziedziny. Odwrotnie od "dawnej" epoki, gdzie konieczną była rozległa wiedza. Nie było komputerów, tabletów, robotów, etc. Każdą książkę trzeba było PRZECZYTAĆ. Nie było tzw. bryków. Nie każda lektura szkolna była sfilmowana. Nic nie pomagało opowiedzenie przez kolegę co jest w książce. Nauczyciel zawsze "nakrył" takiego delikwenta. No i do wszystkiego trzeba było dochodzić własną pracą. Właśnie czytaniem, uczeniem się. Dzisiaj wszechobecny i WSZECHWŁADNY jest internet. Nowy BÓG !!! Do którego każdy ma dostęp. Gdzie każdy jest "specjalistą". Gdzie można bezkarnie niemal wszystko !!!
    Ale mnie jednak żal tamtych czasów - nawet PRL-owskich - gdzie jednak było coś na kształt jakiejś kindersztuby.
    Z drugiej strony ... od tego "dzisiaj" NIESTETY ale nie ma odwrotu. Tylko wąska specjalizacja będzie pchała nasz świat do przodu.
    TYLKO DOKĄD? GDZIE? I CZY JEST JAKAŚ GRANICA NASZEGO ROZWOJU.
    @donmarek
    Nasz czas różni się od poprzedzającego tak samo jak to było uprzednio. Już rewolucja techniczna w epoce kamienia łupanego powodowała problemy psychiczne wynikające z konieczności dostosowania się do nowych warunków, a dramat ten powtarza się w każdym następnym pokoleniu. Należy więc spojrzeć na sprawę bardziej z optymizmem. Inna zaś jest sprawa, że udoskonaleniu ulegają m. in. także metody masowego zabijania, co prawdopodobnie doprowadzi do samolikwidacji ludzkości i tym samym, problem niedostosowania pokoleniowego przestanie istnieć.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Redakcja Od autora tekstu: - Dziękuję osobom, które nie tylko przeczytały moje uwagi, lecz także podzieliły się swoimi refleksjami związanymi z poruszonym tematem. Szczególnie dotyczy to pana posługującego się pseudonimem dupek. Widzę w tych komentarzach potwierdzenie tego, że trudno jest przezwyciężyć narzucające się przekonanie, iż leczyć chorobę można walcząc z jej objawami, bez wymagającego odejścia od schematów wnikania w istotę zła. Najwyraźniej widać to w komentarzu north-westa, który, choć nie przeczy postawionej tezie ("niby tak ..."), w całym wywodzie nie może pozbyć się przekonania, że działające na wyobraźnię objawy (znajdujący zwolenników fanatyzm jihadystów, poparcie dla łamania Konstytucji przez PiS ...) powstają same z siebie, nie są zależne od niewidocznych w pobieżnym oglądzie czynników. Ja jednak upieram się przy przekonaniu o tym, że poczynania ludzi są uzależnione w pierwszej kolejności od ogólnego poziomu kultury i intelektu. Stach Głąbiński
    @wyborcza.pl_redakcja
    Mija drugi miesiąc od momentu opublikowania przedstawionych w artykule diagnozy i apelu. Można stwierdzić, że praktycznie odzewu nie ma. Przeczy to mojemu przekonaniu o wadze poruszonych spraw. martwi zwłaszcza brak polemiki, gdyż doświadczenie historyczne dowodzi, że wartość myśli można mierzyć wielkością sprzeciwu, a najwyższą rangę wskazują te tezy, którym towarzyszyły żądania spalenia dzieła i uwięzienia autora. mam jednak przekonanie, że milczenie w tym wypadku wynika jedynie z faktu, że nawet te nieliczne osoby, które przeczytały, były w tym nieuważne i nie przemyślały jego treści. Mam więc zamiar publikację powtarzać na zasadzie domeny publicznej.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    sory, taki naród mamy.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0