Słowo na niedzielę, czyli dlaczego popieram akcję Dziewuch "Wieszak dla Biskupa!".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Byłem późnym dzieckiem, dość stwierdzić, że mam bratanicę młodszą ode mnie zaledwie o kilka miesięcy. Istniały powody, by w przypadku tej późnej ciąży na poważnie rozważać aborcję. Dowiedziałem się o tym dwa razy, od dwóch różnych członków rodziny, na dwa różne sposoby.

Pierwszy raz był szalenie emocjonalny i nie na trzeźwo, zrobiony w taki sposób, że nie mogłem się pozbierać przez kilka kolejnych dni. Za drugim razem rozmawiała ze mną, nieżyjąca już, Mama, która dokładnie opowiedziała o sytuacji, o tym, co trzeba było wziąć pod uwagę, i o tym, dlaczego podjęła (z naciskiem na jej odpowiedzialność) taką, a nie inną decyzję.

Po tej rozmowie w ogóle nie musiałem się zbierać. Fakt, świadomość, że „mogło mnie nie być”, nie jest specjalnie miła, ale wiele rzeczy w życiu nie jest miłych. Ważne dla mnie było to, że rozważanie aborcji okazało się zrozumiałe, a także to, że zabieg był prawnie dopuszczalny, czyli że nie trzeba było działać pod jakimkolwiek przymusem. Mama do końca broniła praw reprodukcyjnych kobiet i takiej postawy mnie nauczyła.

****

Społeczność Dziewuch (Ogólnopolski Strajk Kobiet, w Łodzi przy mocnym zaangażowaniu Łódzkich Dziewuch Dziewuchom) moderuje protesty pod nazwą „Słowo Na Niedzielę - Wieszak dla Biskupa!”. W ten sposób wyrażony ma być sprzeciw wobec nacisku episkopatu Kościoła rzymskokatolickiego na polityków w sprawie projektu ustawy dotyczącego radykalnego ograniczenia praw reprodukcyjnych kobiet.

Trudno mi nie uznać, że protest ten jest jak najbardziej zasadny. Mój radykalny sprzeciw budzi bowiem próba odebrania aktorom społecznym ich prawa do kształtowania tego, jak społeczeństwo wygląda i zastąpienie sprawczości obywatelek i obywateli regułami wywodzonymi z porządku pozaspołecznego.

Jak przekonująco pokazał Alain Touraine, „religia nadaje treść modelowi kulturowemu” w tych społeczeństwach, które w najmniejszym stopniu oddziałują same na siebie (samokształtują się). Religia wspiera tam dominujący porządek, a więc także utwierdza hegemonię dominujących klas (o taką hegemonię dla polityków prawicowych od dawna zabiegało wielu funkcjonariuszy Kościoła, wspierały te dążenia społeczności skupione wokół Tadeusza Rydzyka, wydaje się również, że w zgodzie z tą logiką, PiS boi się dzisiaj nie tyle opozycji, ile odpływu poparcia ze strony środowisk prawicowo-narodowych, o czym pisze Anna Mierzyńska w OKO.press ). Nie to jednak uwiera mnie najbardziej.

****

Najbardziej uwiera mnie to, że dzięki takim, a nie innym działaniom Kościoła bioetyka staje się w Polsce czymś karykaturalnym. Teren sporów, w którym wysuwane są poważne argumenty (pisała o tym zajmująco Barbara Chyrowicz), zamienia się w wojnę prowadzoną nie na trzeźwo i angażującą głównie emocje.

A jak w każdej wojnie mamy wrogie obozy oraz cywilne ofiary walki. Polityczne naciski Kościoła, który wspiera skrajne projekty ustaw, prowadzą do utrwalania w społeczeństwie przekonania, że aborcja jest z definicji mordowaniem człowieka i powinna być zakazana.

Reakcję stanowi pogląd, że aborcja jest sprawą wolnej decyzji kobiety co do swojego brzucha. Ofiarami cywilnymi są ci wszyscy, dla których moralność nie jest grą zerojedynkową, a także ci, którym nacechowany skrajnymi emocjami dyskurs funduje większą lub mniejszą traumę. Ostatecznie przegranym z tej wojny wyjdzie całe społeczeństwo, które pozostanie nieczułe na problemy, na które natyka się każdy, kto traktuje moralność na serio.

****

Konsekwentny i pryncypialny sprzeciw wobec działań Kościoła i środowisk prawicowych powinien być również sprzeciwem wobec czynienia z bioetyki karykatury.

To oznacza także sprzeciw wobec redukcji zagadnień związanych z aborcją do hasła, że „mój brzuch to moja sprawa”. Czas wypłynąć poza cieśninę Mesyńską, gdzie czyhają Scylla sojuszu ołtarza i tronu oraz Charybda naiwnego feminizmu liberalnego. Jak to zrobić?

****

Nie przedstawię tu wyczerpującego katalogu strategii czy problemów, które warto zastosować. Zasygnalizuję tylko trzy - w moim odczuciu bardzo istotne - sprawy.

Po pierwsze, należy jasno wiązać prawa reprodukcyjne z kwestiami społecznymi takimi jak bieda, nierówności, dostęp do żłobków i przedszkoli, stosunek pracodawców do pracownic w ciąży i matek z małymi dziećmi itd., itp.

Nie da się również nie brać pod uwagę dobrostanu psychicznego i fizycznego kobiety oraz jej rodziny (od mierzenia się z bólem i traumą, gdy patrzeć się będzie na cierpienie i śmierć dziecka skazanego na śmierć w wyniku konieczności donoszenia ciąży z poważnymi wadami, po śmierć kobiety w połogu czy skazanie jej na poważny uszczerbek na zdrowiu, jak miało to miejsce w przypadku Alicji Tysiąc).

Po drugie, należy podnosić problematyczność spraw bioetycznych w sposób niefundamentalistyczny, to znaczy pokazywać, że pewne problemy etyczne nie znajdują jednoznacznego rozwiązania. W odróżnieniu od języka religii i polityki znakomicie sprawdza się w takiej roli język sztuki. Jako przykład mogę wskazać fotogramy Helen Chadwick z serii Unnatural Selection poruszające problemy związane z zapłodnieniem in vitro.

Po trzecie, należy wymagać rzetelnej edukacji (bio)etycznej, seksualnej i - szerzej - humanistycznej. Zadaniem takiej edukacji jest między innymi kształtowanie wrażliwości na różnorodność systemów moralnych i etycznych, umiejętność formułowania zasadnych i zrozumiałych argumentów na rzecz własnego stanowiska oraz rekonstruowania argumentów wysuwanych przez inne osoby, krytycznego podejścia do tradycji i historii, pojmowania, jak ważne jest dostrzeganie krzywd, które w imię prawa, moralności czy Boga zadaje się drugiemu człowiekowi. Pisze o tym wszystkim Martha Nussbaum w zajmującej książce „Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów”.

Swoją drogą - pozwolę sobie otworzyć nawias - łatwo zrozumieć, dlaczego neoliberalizm tak niechętnie patrzy na humanistykę, a działalność naukową wiąże bezpośrednio w biznesem i rynkiem (myślę tu między innymi o ustawie projektowanej przez Jarosława Gowina). Często gęsto konserwatywne zaplecze światopoglądowe neoliberałów, zwanych wtedy neoconami, układa im świat zerojedynkowo, wolności i kreatywności pozostawiając sferę rynku. Ale humanistyka nie jest potrzebna również bardziej socjalnym konserwatywnym ideologiom, tam sprowadza się do określonej polityki historycznej i tożsamościowej, kształtującej obywatelki i obywateli według jednego wzorca.

****

Jako uczestnik protestów organizowanych przez Dziewuchy (OSK+) wiem, że poruszają one i sprawy socjalne, i walczą o prawa innych społeczności, choćby LGBT+. Dlatego z pełnym przekonaniem popieram wieszakowy protest. Czy będzie skuteczny? Będę rad, jeśli dzięki działaniom Dziewuch bioetyka z jej złożonością pojawi się w świadomości społecznej w sposób choć trochę mniej nietrzeźwy niż dotąd.

Z szacunkiem,
Marcin Bogusławski

****

Czekamy na Wasze głosy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Kościół może twierdzić, co chce. Może narzucać najdziwniejsze zasady moralne swoim wiernym. I faktycznie je narzuca - np. aborcja ratująca życie kobiety jest złem, uratowanie uchodźców też jest złem. Może straszyć swoich wiernych piekłem za ich nieprzestrzeganie.
Problem jest inny - władza publiczna nie powinna dostosowywać prawa do twierdzeń tego czy innego kościoła.
Dla kapłanów KK matka ze stadem dzieci - w tym kilkoro kalek nieuleczalnych - to pewny płatnik na kościół...będzie wierzyła w cud.
Bardzo mi się podoba racjonale pana Marcina, brawo.
Czy ludzie w kosciele katolickim sa na poziomie intelektualnym zdolnym zrozumiec ten artykul?
To pierwsze pytanie, a drugie czy zechca przyjac do wiadomosci, ze sa slugami bozymi a nie ekscelecja
przed, ktora trzeba klekac i po rekach calowac. Kwesta wiekowego spojrzenia na "unikalnosc" tych "slug Boztch". Hipokryzja i buta tak mozna podsumowac. Po 2000 lat pan ma jakies zludzenia co i kogo reprezentuje Kosciol Katolicki? Po Inkwizycji i Wyprawac krzyzowych pan ma jakies zludzenia?
Przeciez ten kosciol nie zmieni swojej ZABIRCZEJ, BANDYCKIEJ WRECZ liczac trupy w milionach - PRZESZLOSCI. Slowo przepraszam nie jest roznoznacznie ze slowem ZAPOMNIJCI ! To UTOPIA.
Ta religia dawno powinna byc zdelegalizowana, ale ma za silne wplywy na biedote swiata, a biedoty est wiecej od madrosci i dla tych mas sa OPIUM na bolaczki.
Oile nie podniesiemu poziomu oswiaty w skali globu zawsze religie nawet zbrodnicze, jak pewne odlamy Islamu beda funkcjonowaly nawet w ukryciu gdyby prawnie ich zabronic. Katolcyzm robil to samo kiedys co teraz robia radykalni Muzulmanie. Mordowal miliony. Religia pozera wyznawcow. Niestety sa to fakty niekwestionowane. Swieci tego przykladem biorac pod uwage ich zywoty. Ta relogia opiera sie na okrucienstwie. Trzeba cierpiec by ewentualnie miec obiecany "raj" po smierci. NONSENS ! Nie udaje sie pogodzic relgi z godnym zycie. Ci hipokryci hierarchowie potrzebuja ofiar !
Bolszewik Gowin jako neoliberał? To żart??