Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem studentem trzeciego roku na Uniwersytecie Warszawskim. Poprzednie trzy dni spędzałem w Warszawie z moją przyjaciółką z Finlandii, którą poznałem pół roku temu na Erasmusie w Monachium. Pierwszy raz w życiu odwiedzała Polskę. Z ogromną radością i ekscytacją odkrywałem przed nią Warszawę i starałem się pokazać nasz kraj jako miejsce nowoczesne, bogate kulturowo i otwarte.

W niedzielę 12 marca postanowiłem pokazać jej Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto nocą. Między godziną 19 a 19:30 dotarliśmy na rondo De Gaulle'a, skąd mieliśmy zacząć nasz spacer. Przez całą drogę w tramwaju i po wyjściu z niego rozmawialiśmy po niemiecku, ponieważ każde z nas czuło się swobodniej, rozmawiając w tym języku (poznaliśmy się na wymianie w Niemczech, gdzie wspólnie z resztą znajomych zawsze rozmawialiśmy w tym języku).

Nagle, stając przy przejściu dla pieszych i czekając na zielone światło, poczułem, że zostałem opluty w tył głowy. Byłem w ogromnym szoku. Odwróciłem się i zobaczyłem kobietę w wieku około lat czterdziestu. Wyglądała na poruszoną, zdenerwowaną. Zapytałem po polsku: „Co jest z Panią nie tak”. Usłyszałem odpowiedź po angielsku: „Nie toleruję prostytucji, pierdolony Żydzie”.

Byłem tym tak poruszony, zszokowany, że nie wiedziałem, jak się zachować. Moja koleżanka była w równie głębokim szoku. Ta kobieta odeszła przyspieszonym krokiem, a do mnie przez długi moment nie dochodziło, co się właśnie wydarzyło.

Piszę do Państwa po to, żeby został jakikolwiek ślad po tym wydarzeniu. Nie wiem, czy jest to dla Państwa coś, co kwalifikuje się jako fakt istotny do zanotowania i jakiejkolwiek reakcji. Myślę jednak, że jeśli ktoś zostaje opluty w głowę w środku miasta i nazwany „pierdolonym Żydem” tylko dlatego, że mówi po niemiecku i być może wyglądem przypomina obcokrajowca, to jest to czymś haniebnym.

Doszło do czegoś bardzo złego. Stało się to w obecności innej młodej osoby, która pierwszy raz w życiu przyjechała do Polski, i przyjazd ten miał być dla niej swoistym odkryciem naszego kraju. Być może to tylko incydent, ale może warto być też świadomym, że do takich incydentów dochodzi na ulicach Warszawy.

****

Czy takie incydenty są rzadkie? A może i Wy byliście ich świadkami? Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.