Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od dwóch lat jako społeczeństwo tolerujemy w Polsce łamanie konstytucji przez rząd i parlament.
Dlaczego - pytam - nie wykorzystaliśmy dotychczas prawa do zbiorowego nieposłuszeństwa wobec rządzących, godząc się na upokarzający status życia w państwie z wolna dostającym się pod wewnętrzną okupację jednej partii? Wobec tego, czy to, co obserwujemy, jest już polską wersją ucieczki od wolności? Nasza ucieczka, o ile się oczywiście dokona, będzie szczęśliwie, jakkolwiek by patrzeć, farsowna dla świata. Zgodnie z odkrytym przez Fromma syndromem świat tym razem nie zadrży z trwogi w posadach. Polska ucieczka, o ile nastąpi, będzie już jedynie zmorą dla nas, Polaków. Europy i świata ona szczęśliwie specjalnie nie dotknie.

Czy możemy jeszcze liczyć na wolne wybory?

Na początku tak zwanej dobrej zmiany mieliśmy prawo zachodzić w głowę, po co PiS-owi po wygranych w 2015 roku wyborach – z nie tak wielkim, bo 38-procentowym poparciem - zmiana ustroju dokonywana z naruszeniem paragrafów konstytucji. Wkrótce okazało się, że pan Kaczyński po prostu wybrał się na skróty po niebieskie migdały. Bez oglądania się na opinię publiczną, na jawie zaczął śnić o dyktaturze.

Przypomnijmy, że w Polsce w ostatnich pięćdziesięciu latach podobnie wobec prawa zachował się jedynie Wojciech Jaruzelski, który wprowadził stan wojenny nie decyzją
parlamentu, wówczas obradującego, lecz Rady Państwa.
Społeczeństwo skonsternowane brutalnością ekipy Kaczyńskiego nie wiedziało, jak reagować na zniewolenie Trybunału Konstytucyjnego, przejęcie przez PiS mediów publicznych z pogwałceniem konstytucyjnych uprawnień Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zawłaszczenie prokuratury, zglajchszaltowanie sądownictwa, drastyczną i kuriozalną zmianę ordynacji wyborczej, ograniczenie praw do organizowania protestów obywatelskich, zastraszanie i karanie mediów prywatnych, a ostatnio i pojedynczych dziennikarzy.
Dziś te cyniczne i niekonstytucyjne zmiany w większości mamy za sobą i stąd ponad wszelką wątpliwość wiemy, że PiS-owi chodzi o trwałe zdobycie władzy, a także większości konstytucyjnej. W rezultacie dziś nikt - nawet profesor Matyja ceniący od lat PiS - nie może powiedzieć z pewnością, że za dwa lata doczekamy się wolnych wyborów. Stworzone bowiem zostały ponad wszelką wątpliwość warunki do łatwego sfałszowania wyników zbliżających się elekcji…

Czas na zbiorową odmowę posłuszeństwa wobec władzy!

Tym sposobem Polska w ciągu dwóch ostatnich lat przemieniła się z kraju podziwianego w świecie w prawdziwą krainę króla Ubu. Z tym że tym razem zafundował nam ją nie Alfred Jarry, ale prezes Jarosław Kaczyński. On to w imię umiłowania kochanej ojczyzny – usta ma zawsze pełne troski o Polskę i Polaków - strącił nas z europejskiego Parnasu. I sprawił, że polski mit wypracowany przed ćwierćwieczem z górą przez „Solidarność” i pokolenie ojców założycieli III RP - Wałęsę, Mazowieckiego, Geremka, Kuronia - sięgnął dziś bruku.
Wobec tego pytam: czy nie nadszedł już czas na zbiorowe wypowiedzenie przez społeczeństwo posłuszeństwa ekipie rządzącej Polską? Jak długo, korzystając z naszej bierności, parlamentarzyści, ministrowie, prezydent i premier z nominacji Kaczyńskiego będą łamać prawo konstytucyjne w Polsce? Czy nie czas wykrzyczeć zbiorowe „nie”? Zwłaszcza że ideologia rządzącej partii sięgnęła bruku.

Stało się tak między innymi z powodu histerii antyuchodźczej, jak również obchodów w Polsce rocznicy urodzin Hitlera. To nie jest margines marginesów - jak nas zapewniają. To wykwit hołubionych nastrojów i preferencji obecnie rządzących. Taka impreza jak obchody urodzin Hitlera mogła się publicznie wydarzyć tylko w Polsce pisowskiej.

Jedynie ta partia swą głęboką tolerancją wobec dewiantów politycznych, ludzi bezrozumnych, niewiedzących, że nasz kraj zaledwie 73 lata temu był największym cmentarzyskiem Europy, mogła stworzyć podglebie dla podobnych obchodów.
To ta partia od dwóch lat straszy Polaków, ostrzegając ich przed cudzoziemcami, muzułmanami i czarnymi. To Jarosław Kaczyński mówił publicznie o uchodźcach jako o osobach roznoszących choroby.

Ten strach, cynicznie rozbudzony w społeczeństwie, pomógł jego partii w zwycięstwie wyborczym jesienią 2015 roku. W tym miejscu przypomnijmy, że nie kto inny jak naziści straszyli, skutecznie, swych rodaków kłamstwami o Żydach, którzy mieli roznosić choroby zakaźne, w tym tyfus.
Przestrzegali oni także przed podludziami z Polski i innych krajów słowiańskich. Aby wyjść skutecznie z nazistowskiego amoku, Niemcy potrzebowali dziesiątek lat… Niestety, efekty tej dwuletniej kampanii nienawiści w Polsce przeciwko uchodźcom już są namacalne. Jeszcze w 2015 roku za przyjęciem w Polsce uchodźców była połowa społeczeństwa, dziś natomiast przeciwko tej opcji opowiada się blisko 80 procent pytanych. A na ulicach naszych miast ludzie o odmiennym kolorze skóry bądź niebacznie mówiący w obcych językach nie mogą czuć się bezpieczni. Obserwujemy chronione przez policję przemarsze osiłków z ONR, którzy z flagami w rękach ryczą na ulicach Warszawy: „Na gałęziach zamiast liści będą wisieć syjoniści”.
Co rusz słyszymy o haniebnych rasistowskich incydentach tolerowanych przez prokuratury. Przyzwoitych ludzi zalewa z tego tytułu fala wstydu. Czas z tym skończyć, zanim będzie za późno.

Branie za twarz

Te polskie nieszczęścia, które spadły na nas tak niespodziewanie, wzięły się stąd, że Kaczyńskiemu udało się doprowadzić swymi drastycznymi decyzjami - niemieszczącymi się uprzednio nikomu w głowie, a była to już ósma zmiana wyborcza rządzącej ekipy - do naszego powszechnego zacukania. W tej sytuacji uratować nasz kraj może jedynie podjęcie decyzji o zbiorowym obywatelskim nieposłuszeństwie. Ta odmowa może być skuteczną odpowiedzią na samowolę władz. PiS bowiem, bimbając sobie z ustawy zasadniczej, de facto postawił się w roli uzurpatora.

Dlatego z punktu widzenia porządku prawnego nasza jak najbardziej masowa odmowa posłuszeństwa nie może być uznana za sprzeczną z prawem. Przykład wspaniały, jak rozumieć zasadę nieposłuszeństwa obywatelskiego, dał ostatnio człowiek ogromnych zasług dla Polski - pan Władysław Frasyniuk.
Wezwany przed oblicze prokuratora za udział w demonstracji przeciwko kolejnej miesięcznicy Kaczyńskiego oświadczył, że się w urzędzie prokuratorskim nie stawi. W ten sposób walczy on czynnie, miejmy nadzieję - skutecznie, z rozkręcaną krok po kroku cyniczną akcją zastraszania obywateli.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że za udział w demonstracjach antyrządowych w ostatnich dwóch latach do sądu wezwano blisko tysiąc osób, a dwieście zostało skazanych, na razie na grzywny. Policja, na co zwróciły uwagę - jeszcze nie do końca zależne - sądy, nadużywała przy tym wielokrotnie prawa, interpretując je w sposób stronniczy wobec demonstrujących. W świetle jupiterów rozpoczęła się więc akcja brania za twarz społeczeństwa…

Kongres Wolności

W tej sytuacji zdecydujmy się na ruszenie z posad bryły świata i odwróćmy zegary historii. Pamiętajmy, że chcieć to często znaczy móc. Formy naszego oporu i nieposłuszeństwa, o ile się na nie zdecydujemy, powinny być jednak pamiętane, dotkliwe dla władzy, a nie szkodliwe dla obywateli.

Najlepiej by było, aby deklaracje o nielegalności aktualnej władzy złożyły na specjalnym Kongresie Wolności, który powinien być maksymalnie szybko zorganizowany i mocno rozreklamowany w świecie, istniejące już stowarzyszenia i organizacje obywatelskie. W jednym szeregu niech staną przede wszystkim KOD, Akcja Demokracja, Obywatele RP, organizacje kobiece i młodzieżowe oraz związki zawodowe. Do Kongresu Wolności w takim kształcie, o jakim mówimy, mogłyby się też przyłączyć opozycyjne partie polityczne, o ile zdołają opanować swe partyjne ego. Im więcej będzie sygnatariuszy chcących walczyć o wolność, tym lepiej. Kaczyński rozumie tylko siłę. I tylko siłą możemy go pozbawić dyktatury. Powiedzmy głosem milionów, jeszcze przed latem: nie dyktaturze, ograniczaniu praworządności i perfidnemu łamaniu konstytucji.
Pamiętajmy, że z dyktaturą jeszcze niezasiedziałą, a więc taką jak Kaczyńskiego, jest łatwiej walczyć niż z dyktaturą obrosłą w pełne instrumentarium przemocy. PiS jeszcze nie ma sprawnego i masowego ZOMO, jeszcze ludzie aparatu ucisku w pełni nie zarazili się chorobą nadużywania przemocy. Jeszcze się wstydzą. A dopóty, dopóki na ulicach nie strzelają i nie wysyłają przeciwko demonstrantom czołgów, są realne szanse na skuteczne zahamowanie wzbierającego puczu Kaczyńskiego. Bo puczem jest niewątpliwie zmienianie ustroju bez konstytucyjnych do tego uprawnień.

Warto pamiętać też, że partia Kaczyńskiego nie jest jednak monolitem. Obserwowana ostatnio próba zdyscyplinowania Senatu przez wprowadzenie w nim obowiązkowego jawnego głosowania w miejsce dotychczas tajnego jest widomym tego potwierdzeniem. Świadczy, że dyktatura, na razie miękka, w czasie dalszego forsownego wzmacniania może się nagle załamać.

Śpieszmy się!

A więc śpieszmy się, dopóki siły antywolnościowe nie są jeszcze gotowe do bezwzględnej walki o dyktaturę. A jeśli powstaną nas miliony, to z pewnością zwyciężymy. Nieodpowiedzialnością byłoby namawianie społeczeństwa do czynnego oporu. Ale pamiętajmy, że obok powtórek z Majdanu (jako ostateczności) powinniśmy myśleć o jak najzręczniejszym a dokuczliwym dla władz powszechnym protestowaniu indywidualnym. Zaczynajmy od koszulek z hasłami, wieców i protestów ulicznych, a
także strajków.
O jednym wszakże pamiętajmy: musimy świadomie zawsze i wszędzie podkreślać nielegalność obecnej władzy, która sama pozbawiła się de facto prawa do rządzenia Polską i Polakami. Łamiąc przewrotnie konstytucję, swe mandaty stracili już bezpowrotnie tak prezydent Duda, jak i premier Morawiecki, nie mówiąc już o członkach jego gabinetu. Stale wytykajmy Kaczyńskiemu i jego partii, że wprowadza w Polsce dyktaturę. Potwierdzajmy obawy, że z powodu narzuconego przez PiS prawodawstwa nie możemy być dziś pewni rzetelnych wyborów, tak samorządowych, jak i parlamentarnych.
Przypominajmy, że jako obywatele Unii - jest to zresztą zaznaczone na okładkach naszych paszportów - mamy prawo, a nawet obowiązek nie tylko przypominać Europie o niegodziwości rządzących, ale także skarżyć się wprost na rząd i krajowych urzędników. Zerwijmy ze szkodliwym szantażem o praniu brudów jedynie pomiędzy Bugiem i Odrą.

Jeśli wspólnie sięgniemy do zakreślonego tu instrumentarium politycznego, zwyciężymy i przepędzimy precz zmorę zniewolenia, jaką wyszykował nam Kaczyński ze swoimi cienkoszyjnymi wodzami. Śpieszmy się zatrzymać polską ucieczkę od wolności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.