Spotykamy się na szybki obiad z przyjaciółkami w małej kawiarni w brukselskim parku. Rzucam im na stół zdjęcie okładki "Wysokich Obcasów".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Mówcie, co sądzicie - zadaję pytanie. Przybliżam im kontekst wydarzeń w Polsce. Pytam i pytam, bo chcę poznać więcej opinii, perspektyw, argumentów.

Claudia jest z Portugalii, w której doszło do legalizacji aborcji w 2007 roku. Mówi, że mieli podobne dyskusje. Ówczesny prezydent apelował w mediach, aby nie prezentować tej sprawy jak wyboru między ''pójdę do kina albo zrobię aborcję'', tłumaczy mi.

- Czy był przeciwny legalizacji? - zastanawiam się głośno.

- Nie, nie był przeciwny. Chodziło o to, aby to dobrze wyjaśniać.

Meabh jest z Irlandii, opowiada trochę o tym, jak to wygląda teraz u niej w kraju. Wkrótce przeprowadzone zostanie referendum w sprawie zniesienia ósmej poprawki do ustawy zasadniczej Republiki Irlandzkiej. Gwarantuje ona równe prawo do życia matce i płodowi i sprawia, że kraj ten ma jedne z najbardziej restrykcyjnych praw w kwestii aborcji.

- Bardzo czarno-biała debata - twierdzi Irlandka. - Kościół ma bardzo silne lobby, trudno powiedzieć, co się stanie. Dla ludzi jest to trudniejszy temat niż kwestia małżeństw jednopłciowych. Nie umiem przewidzieć wyniku.

Podchodzi kelnerka z kawą.

- Ktoś z was jest z Polski? - pyta po angielsku.

- Tak ja, a skąd wiesz?

- No bo ta okładka... - uśmiecha się do mnie.

- I co sądzisz? - Pytam ją.

Dziewczyna stawia na stole cappuccino i z zaangażowaniem dzieli się swoją opinią. Osobiście uważa, że okładka jest ''przegięciem''.

Nie oceniaj książki po...? Czy na pewno?

Artykuł opisujący akcję ''Aborcyjny Dream Team on Tour'' zawiera wiele cennych informacji skierowanych do osób, które ich potrzebują. Jeśli oczywiście do nich dotrą, przedostając się przez pierwszy front, czyli ''komunikat'' - tej nie przez wszystkich zrozumianej - okładki.

Dziś, kilka dni po wybuchu dyskusji - a zadałam sobie to pytanie wcześniej - rozumiem, że to nie jest komunikat do mnie, dziewczyny, która nie stoi przed takim wyborem.

Te artykuły nie są też skierowane do moich koleżanek, które dokonały aborcji. Bez przechodzenia poaborcyjnych traum oraz smutnych refleksji. Były one na tyle wyemancypowane, że nie potrzebują wsparcia (tego typu), a Kościół i presję mają gdzieś. Zrobiły to.

Nie są to informacje, tak czuję, do osób, dla których to jest trudne z powodów innych niż presja społeczna - czyli poglądów i personalnych odczuć. Na przykład sytuacji, w których ktoś bardzo chce dziecka, ale sytuacja finansowa na to nie pozwalała. Albo chce dziecka, ale boi się konsekwencji, czy sobie poradzi itd. Oczywiście trochę upraszczam. To dylematy innego typu.

Artykuł jest dla osób, które nie chcą ciąży i chcą technicznej wiedzy, jak ją usunąć. W kościelnym państwie nie wiedzą natomiast, gdzie takie info zdobyć.

OKŁADKA jednak, chcąc nie chcąc, jest też komunikatem społecznym. Jak się okazuje, odbieranym różnie. Dla jednych ''OK, na różowym tle z funkowymi rysunkami'' jest prawie równe ''COOL'', podczas gdy dla innych jest to zwykłe OK, normalność. Czyli - pozwalam, bez poczucia winy.

Chociaż z wyjaśnień Karoliny Więckiewicz z Dream Team-u przesłanie miało być czymś więcej niż neutralnością. Tak rozumiem jej wpis na Facebooku, w którym prowokuje, pisząc: ''KOCHAM ABORCJĘ''.

Z ciekawością śledziłam swój proces skojarzeniowy, obserwując własną reakcję, w której przekopywałam się przez własne myśli, dekonstruując uprzedzenia, zmuszając się do definiowania własnych skojarzeń - na przykład z kolorem różowym w otoczeniu ''brokatowym''. Rozumiejąc też nagle, że jak piszę ''OK!'', to wedle emocji mojego środowiska OK występuje jako ''super!''. Serio! Nie zastanawiałam się nigdy nad tym...

Główna moja konkluzja dotyczyła jednak wyzwań komunikacyjnych, które przed nami stoją. Jak jeden DETAL może wywrócić cały wózek świetnych argumentów.

W kontekście komunikacji społecznej nadal uważam, iż liczba ''marketingowych'' skojarzeń pierwszej strony okładki prezentującej Dream Team pozostawiała zbyt duże pole do naciskania innych ''guzików skojarzeniowych'' w naszych umysłach.

Bo ci, co rozumieją ten przekaz w intencji twórczyń, będą mniej na inne skojarzenia podatni, i dla nich to ''światło'' (za autorką wpisu), które ma nieść aborcja (tym, którzy go potrzebują), jest już ewidentne. Pytanie, co spowoduje u innych i czy będzie ''otwierające'', czy ''zamykające'' horyzonty. W krótkiej i w długiej perspektywie.

W odniesieniu do mojego pierwszego posta w tej sprawie, w którym nie zrozumiałam, co okładka ma wywołać i w kim, nastąpiła zmiana w moim myśleniu. Widzę już lepiej, co autorki próbowały zrobić. Jednak rodzi się odwieczne pytanie dot. debat, szczególnie w sprawach wzbudzających kontrowersje - czy precyzja języka ma znaczenie i jak duże?

Z tym się wiąże jeszcze inny wniosek. Jeśli chcecie przekonać kogoś do swoich racji, nie obrażajcie się na tę osobę, iż myśli lub czuje inaczej albo rozumie słowa inaczej. Feministki na feministki, lewica na lewicę, liberałowie na liberałki. Należy drążyć temat do poziomu szczegółu każdej z możliwych percepcji. To pomaga uświadomić nam, jak te słowa mogą inaczej się w głowie innych ludzi układać. Obrzucanie się nawzajem i posądzanie o głupotę nikomu nie pomaga. To na 100 proc.

Dziś wciąż uważam, że ''Aborcja jest OK'', ma zbyt wiele znaczeń, i to okładkowe hasło mogłoby być mocniejsze (w aspekcie edukacyjnym, ale może nie o to chodziło?) w innym wydaniu semantycznym. Nie wiem, czy zmieściłoby się natomiast na koszulkę.

Ale uważam też, iż sama dyskusja wokół ''Aborcja jest OK'' - jest OK! Pod jednym warunkiem. Jeśli zechcemy się z niej czegoś nauczyć na przyszłość. OBIE STRONY sporu o ''przekaz'', mam tu na myśli. O przekaz, bo nie o samo prawo do aborcji. Tu niestety na przeszkodzie stoją postawy, którym nie o semantykę się będzie rozchodzić.

 *Katarzyna Mortoń - politolożka, specjalistka ds. budowy potencjału społeczeństwa obywatelskiego i mediów, przedsiębiorczyni, tancerka. Więcej na blogu: www.katarzynamorton.com/blog

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
o, super. też wracam z szybkiego lunczyku i tak sobie myśle, że może by dla chłopczyków niebieska?
już oceniałe(a)ś
0
0