Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy aborcja jest OK? Dla mnie nie. Ale przyjmuję do wiadomości, że są w Polsce ludzie, którzy uważają przerwanie ciąży za zwykły zabieg medyczny, w pewnych sytuacjach życiowych uwalniający kobietę od opresji. Nie zgadzam się z tym, ale rozumiem, że ktoś może tak uważać. To sprawa światopoglądu.

Tak samo jak jestem zwolennikiem, by małżeństwa (wraz z adopcją dzieci) były dostępne dla par jednopłciowych. Ale przyjmuję do wiadomości, że są ludzie (a nawet że jest ich zdecydowana większość), którzy taki pogląd, jak mój, odrzucają.

Na podstawie mojej wiedzy historycznej jestem głęboko przekonany, że Polacy uczestniczyli w Holocauście. Ale wiem, że taki pogląd, jak mój, przez przygniatającą większość społeczeństwa jest uważany za szkalowanie narodu polskiego.

Problem z polską debatą publiczną jest taki, że za pomocą różnego rodzaju szantaży moralnych eliminujemy z niej istotną część obywatelek i obywateli.

Najczęstszym argumentem są względy strategiczne. „Nie mówmy o adopcji dzieci przez osoby homoseksualne, bo przestraszymy przeciwników. Nie prowokujmy paradami równości. A jeśli już musimy chodzić w tych paradach, to bądźmy grzeczni, skromnie ubrani, normalni. Wtedy przekonamy do siebie większość”. Słyszę to od kilkunastu lat.

Tak samo z aborcją. Zwolenniczki i zwolennicy liberalizacji obecnej ustawy często powtarzają: „Radykalizm 'Wysokich Obcasów' nikogo nie przekona, a tylko zrazi do nas drugą stronę”.

Wiecie co? G... prawda! Małżeństwa jednopłciowe mają kraje, gdzie od lat 70. drag queen z różowymi piórkami w tyłkach prowokują większość. Nie o to chodzi, by w ten sposób przekonać przeciwników. Chodzi o to, by im przypomnieć: „Halo, nie wszyscy są tacy jak wy! Posuńcie się trochę na ławce, zróbcie nam miejsce”.

A także o to, by wszelkiego rodzaju „odmieńcom" dać choć mały sygnał „ku pokrzepienia serc". „Nie jesteście jedyni, macie prawo z podniesioną głową chodzić po ziemi. Tej ziemi".

Tymczasem u nas, gdzie mniejszości nie prowokują, gdzie panicznie boją się narazić większości i gdzie ludzie w imię strategii (wszystko jedno - politycznej czy osobistej) stosują autocenzurę – właśnie owe większości (w różnych sprawach - różne) konsekwentnie zawłaszczają przestrzeń debaty publicznej. Ustawa o IPN jest tego najlepszym przejawem.

Dlatego bronię prawa do prowokacji. I bronię prawa „radykałów" do uczestnictwa w debacie publicznej. Tak, w Polsce są osoby, dla których aborcja jest OK. I my, katolicy, my przeciwnicy aborcji, my, „umiarkowani” i „rozsądni” z obu stron barykady musimy przyznać, że nie są to bynajmniej niemoralni zwyrodnialcy. Musimy przyznać (my, którzy nie rozumiemy ich poglądów), że są to często wspaniali ludzie. Życzliwi, dobrzy, wrażliwi, nieraz na co dzień czyniący znacznie więcej dobra niż my.

Okładka „Wysokich Obcasów” nie ma, jak rozumiem, przekonać przeciwników aborcji do liberalizacji ustawy. Tak jak geje z piórkami w tyłku nie chcą przekonać konserwatystów do większej akceptacji dla osób homoseksualnych.

Są po prostu momenty, gdy mniejszość musi przypomnieć większości: „Kochane tłuste koty, świat nie składa się tylko z takich jak wy!”.

I w tym sensie okładka „Wysokich Obcasów” wywołuje we mnie zrozumienie. A dziewczyny, które na niej wystąpiły, nawet pewną dozę sympatii. Nie dlatego, że uważają aborcję za coś dobrego. Przeciwnie: ich pogląd wywołuje u mnie silny opór moralny.

Podziwiam jednak odwagę głoszenia „poglądów wyklętych”, determinację rozpychania się w przestrzeni, którą zawłaszczyli sobie inni, walkę o odzyskanie własnego języka – wszak w przestrzeni publicznej ten, kto nie jest słyszalny i widoczny, nie istnieje.

Podobną sympatią darzę roznegliżowanych drag queen na paradach równości, choć sam nigdy w życiu nie wyszedłbym na ulicę z piórkiem w tyłku.

*Autor jest publicystą, zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Wprost", wpis został opublikowany na Facebooku

****

Co sądzicie? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.