Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podejrzewam, że jestem jedną z osób najbardziej uprawnionych do zabrania głosu w tej sprawie, i to nie tylko z racji wykształcenia (specjalność etyka zawodowa, funkcje w PTE), ale przede wszystkim z przyczyn osobistych.

Aborcja farmakologiczna jest w Polsce tematem tabu. "My jesteśmy dla kobiet, które podejmują decyzję. To ich decyzja"

Do dzisiaj nie wiem, kto był moim ojcem biologicznym. Nie mogę też wykluczyć, że moje zaistnienie związane było z przestępstwem. Urodziłam się z niską wagą i wadami wrodzonymi, na szczęście nie są aż tak wielkie, abym nie mogła egzystować normalnie, choć o pełni życia nie mogłam marzyć. Wady nie są też dziedziczne, wynikły po prostu z ukrywania ciąży i biedy.

Urodziłam planowane dzieci przez cesarkę, ryzykując zdrowie. Są sprawne fizycznie, pracują zgodnie z kierunkami ukończonych studiów na tzw. Zachodzie. Przyczyną nie są finanse, ale nasz brak organizacji pracy, kumoterstwo, hipokryzja, jednym słowem - piekiełko, jakie sami sobie stwarzamy.

Z lewicowymi poglądami i jednocześnie szacunkiem, a przede wszystkim odpowiedzialnością za wszelkie, nie tylko ludzkie życie nie mieszczę się w żadnym ugrupowaniu, nie miałam więc szans zaistnieć na scenie politycznej, pomimo działalności społecznej. Moje miejsce zajmowały „maszynki do głosowania”.

Aborcja obok eutanazji to jeden z podstawowych dylematów etycznych – świadczy o tym przebogata historia sporu. Nie jest sprawą wyłącznie kobiety, bo kobieta sama się nie zapładnia, dlatego odpowiedzialność winna być wspólna. Ponieważ kobieta ponosi wszelkie trudy i ryzyko ciąży, dlatego też mężczyzna ma poczuwać się do odpowiedzialności, być odpowiedzialny (a nie pijany czy naćpany), a jeżeli tak nie jest – pociągany do odpowiedzialności. Spór o adopcję zawsze miał podłoże ideologiczne, ekonomiczne, polityczne. A powinien mieć psychologiczne i medyczne.

Ileż potrzebnych ustaw ta nierozwiązywalna kwestia blokuje, jak dzieli scenę polityczną, rodziny. Tragedia, bo tragedią jest brak akceptacji prawa natury, wykorzystywana jest cynicznie przez osoby, które za wszelką cenę chcą zaistnieć. Jest tematem zastępczym, okrutnym narzędziem wywierania nacisku.

Mój mąż ateista wyraził się: „No, teraz już przesolili”, oglądając okładkę z koszulkami. „To przecież elementarny brak kultury” - dodał.

Kampania nie jest logiczna, skoro większość Polaków jest za tzw. kompromisem aborcyjnym. Na lewicę głosowałoby znacznie więcej ludzi, gdyby jej liderki miały większą empatię i znajomość realiów polskiej prowincji. Dyktat „warszawki” po prostu wkurza. Presję duchownych można w bardzo prosty sposób ograniczyć, sugerując, że jednocześnie Kościół powinien domagać się najwyższego wymiaru kary za gwałt, zwłaszcza zbiorowy, bo on prowadzi do usuwania płodu, a więc - jego zdaniem - morderstwa...

Nieżyjący już poseł Aleksander Małachowski nie zagłosował za aborcją na życzenie, dopatrzył się bowiem niespójności prawa, które poczętemu gwarantowało dziedziczenie, nie gwarantując życia. Nie dożyję zapewne czasu, kiedy parlamenty decydować będą o polityce międzynarodowej i gospodarce, a nie o sumieniach.

Nina S. (nazwisko do wiadomości Redakcji)

****

Co sądzicie? Czekamy na listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.