Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor krytykuje własne projekcje

Korzystając z prenumeraty internetowego wydania "Wyborczej", z zainteresowaniem przeczytałem komentarz red. Marka Beylina "Nacjonalizm. Zgubna bierność lewicy".  Przede wszystkim dlatego, że lubię zapoznawać się z poglądami osób, które nie utożsamiają się z ugrupowaniami lewicowymi, ale - jak się wydaje - przynajmniej dobrze im życzą. Zainteresowanie w pewnym momencie zmieniło się jednak w irytację.

Otóż red. Beylin pisze tak: "Jasne, tak Razem, jak i Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej zaapelowały do prezydenta Dudy, by zawetował ustawę o IPN. A jeśli zapytać działaczy tych partii czy innych ruchów lewicy o nacjonalizm i antysemityzm, potępią takie postawy. Tyle że tym przekonaniom nie towarzyszą akcje polityczne ani nawet rzeczywiste zaangażowanie, jakby był to tylko jeden z licznych problemów, raczej drugorzędny". W tym miejscu zorientowałem się, że red. Beylin wydaje się nie krytykować rzeczywistej bierności, tylko swoją własną projekcję. Sam nie jestem członkiem ani Partii Razem, ani Inicjatywy Polskiej, choć obu przyglądam się życzliwie, a jedną z nich wspierałem finansowo. Dlatego byłem zainteresowany tym, w jaki sposób wydawane są darowane przeze mnie środki, i do tej pory nie miałem zastrzeżeń.
Widziałem, że ugrupowanie działa. I tu nasuwa się kilka pytań, które chętnie zadałbym red. Beylinowi:

- Czy tak trudno jest znaleźć informację o inicjatywie "Zero tolerancji", w ramach której od lat wytyka się związki obecnej większości parlamentarnej ze skrajną prawicą?

- Czy red. Beylin wie o polityce no-platform z nacjonalistami?

- Czy zauważył sprzeciw wobec przyjętej przez aklamację uchwale gloryfikującej NSZ?

- Czy wie o doniesieniu do prokuratury na Jacka Międlara?

Nie wymieniłem chociażby kilku manifestacji organizowanych przez lewicę. W dodatku wszystkie te informacje znalazłem w pięć minut bez żadnego wysiłku.
Czy pan redaktor pisał swój tekst dużo dłużej? Jakie miał podstawy, żeby zarzucić brak akcji politycznych czy "rzeczywistego zaangażowania"? Czy powie to samo działaczowi Razem pobitemu w Elblągu? A może osobom zaatakowanym w Lublinie?

Jestem zawiedziony, bo gdyby pan redaktor Beylin chciał skrytykować te inicjatywy jako "zbyt mało", to przynajmniej powinien o nich wspomnieć.

Uczyniłby zresztą w ten sposób przysługę osobom sprzeciwiającym się nacjonalizmowi - zwłaszcza inicjatywa "Zero tolerancji" zasługuje na rozpropagowanie. Jednak wzmianek w felietonie brak. Albo zatem red. Beylin wiedział o nich i je zignorował, albo nie odrobił zadania domowego. Liczyłem na elementarną uczciwość intelektualną po stronie publicystów, których dotąd bardzo ceniłem. Przez elementarną uczciwość rozumiem wzniesienie się ponad poziom tzw. riserczu ziemkiewiczowskiego.

Z poważaniem
Bohdan Widła

Odpowiedź autora

Szanowny Panie,
napisałem przecież skrótowo, jak to w krótkim felietonie, że lewica angażowała się w protesty przeciw neofaszystowskim wystąpieniom - tego właśnie dotyczył apel no platform z 22 stycznia - i potępia nacjonalizm.

Ale akurat w tej doniosłej i dziejącej się teraz sprawie jest nieobecna, co przyszło mi skonstatować.

Doceniam zasługi lewicy w bojach z nacjonalizmem oraz neofaszyzmem i wspomniałem o nich w tekście. Też brałem udział w wielu takich manifestacjach. Ale jesteśmy, powtórzę, w nowej sytuacji politycznej: rodzi się ultraniebezpieczny gwarantowany ustawowo państwowy nacjonalizm. A to wymaga spektakularnych reakcji, także na lewicy. Tego zabrakło. I nie zastąpi ich przypominanie o dotychczasowych bataliach i zasługach. Natomiast o słabości liberałów w tej sprawie tylko wspomniałem, bo napisano już o tym dużo.

Z poważaniem

Marek Beylin


Szanowny Panie Redaktorze,

Pana tekst zaczyna się tak: "Nie ma gorących wystąpień, akcji społecznościowych, pikiet, ulotek przeciw wylewowi nacjonalizmu i rozbudzeniu antysemickiej mentalności w Polsce". I cały jest poświęcony rzekomej bierności lewicy, więc jeśli nie uznamy całego tekstu jako jeden wielki skrót, to Pana argument o "skrótowości" niestety nie brzmi przekonująco.

Nie wiem, jakie jest Pana wrażenie, ale moje jest takie, że to nie jest sprawa "dziejąca się teraz", jak Pan pisze w odpowiedzi na mój list, ale przede wszystkim proces trwający od lat. Dlatego wspomniałem o zaledwie kilku przykładach działań z lat 2015-2018.

Być może byłoby łatwiej je zauważyć, gdyby ugrupowania lewicowe były nieco poważniej traktowane przez mainstreamowe media, chociażby w taki sposób, że ich inicjatywy nie byłyby ignorowane lub deprecjonowane. Dlatego nadal sądzę, że przyczyniłby się Pan bardziej do walki z podnoszącym głowę faszyzmem i nacjonalizmem, gdyby Pan o pewnych inicjatywach chociaż wspomniał, zamiast zarzucać całkowitą bierność i zakończyć tekst patetyczną tezą, że lewica "nie rozumie". W mojej ocenie rozumie bardzo dobrze - tylko przydałaby się też życzliwość ze strony mediów niechętnych nacjonalistom.

Niemniej bardzo dziękuję za szybką odpowiedź - jestem pod szczerym wrażeniem!

Z poważaniem
Bohdan Widła

 

Lewica tylko do bicia

Jako stały prenumerator jestem zażenowany tą publikacją. Ja rozumiem, że autor zrobił o lewicy tak zwany risercz ziemkiewiczowski i wie o jej poczynaniach tyle co redaktor Lis o antifie, ale Wy nie powinniście oddawać łamów na takie bzdury.

Kiedy ludzie blokujący faszystowskie akcje oprócz przemocy ze strony łysych kiboli są narażeni na przemoc ze strony państwa, taka publikacja to wstyd i żenada.

Wartościowe dziennikarstwo to nie portal społecznościowy, gdzie każdy może pisać, co mu się wydaje, od was oczekuję zgodności z faktami.

Pozdrawiam wkurzony
Robert Pyzel

*****
Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.