Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To, co o sobie mówią pisowcy, należy nie tylko dzielić na pół, ale też odwracać o 180 st. Warto też bliżej przyjrzeć się temu, jakie wartości reprezentują i kim są.

Nie są patriotami

Są ludźmi indeferentnymi na los Polski. Opozycję nazywają zdrajcami, targowicą, choć w swoim nieuctwie i zadufaniu nie dostrzegają analogii między swoją postawą a targowicą, która ponad 220 lat temu dokonała aktu zdrady narodowej.

Był to sPiSek koterii wymierzony przeciw naszej dumie narodowej - Konstytucji 3 maja. Już sam ten fakt nasuwa smutne refleksje i skojarzenia z pisowską współczesnością.

Targowiczanie występowali przeciw konstytucji, modernizacji, unowocześnianiu, europeizacji Polski, przeciw oświeceniowym prądom płynącym z zachodniej Europy, pchali nas natomiast na wschód, w objęcia rosyjskiego niedźwiedzia, ku rosyjskim standardom życia polityczno-społecznego, mówiąc współczesnym językiem – putinowskim.

Targowiczanie dążyli do podziału państwa na samodzielne prowincje. PiS taki podział już dokonał wśród obywateli Polski. Targowica cieszyła się poparciem konserwatywnego Kościoła katolickiego i większości biskupów. Posłuchajmy dziś naszych hierarchów i mszalne mowy biskupa Głodzia, abpa Jędraszewskiego czy Hosera - kogo oni wspierają, do czego dążą, przeciw komu występują.

To kto tu jest targowicą?

Pisowcy niechaj się douczą, pamiętają, że w historii, której nie znają, większość czołowych przywódców konfederacji targowickiej zostało surowo ukaranych.

Nie bójcie się jednak, nie w ten sposób, jak tego chcieliby i to pokazywali pod szubienicami w Poznaniu wasi wychowankowie o deficycie intelektu, ci spod znaku ONR, w stosunku do europosłów PO.

Was nikt przecież nie będzie wieszać, ale na śmietnik historii na pewno traficie, bo jak głosił napis trzymany przez otoczonego i przypartego do muru przez chmarę policjantów młodego człowieka na kontrmiesiączce smoleńskiej – „Patrioci Nie Łamią Konstytucji”.

Dodajmy: patrioci nie demolują ładu prawnego, nie wykorzystują w tym niecnym celu komunistycznych prokuratorów, nie wprowadzają monopartyjnej dyktatury, nie narzucają innym swego światopoglądu, nie wykluczają poza nawias społeczeństwa połowy obywateli, nazywając ich ubeckimi wdowami, komunistami, oprawcami, łotrami, zdradzieckimi mordami, hołotą itp., wzbraniając im „występowania pod biało-czerwoną”, nie demolują wizerunku i dorobku III RP, nazywając tę demolkę dobrą zmianą.

Nie są antykomunistami

Są kimś na podobieństwo bolszewików, a antykomunistami co najwyżej w warstwie werbalnej. Ci niezłomni i bezkompromisowi bojownicy są dość groteskowi w swej świętej zapalczywości, ale to oni wysmażają bezprawne dekomunizacyjne, represyjne, weryfikujące i inne ustawy, nareszcie i na trwałe implementujące rzekomą suwerenność i godność Polski oraz Polaków.

Lecz są oni autentycznymi, reanimowanymi bolszewikami i komuchami, bo to oni, jak dawni towarzysze Lenina, stawiają jakieś niezdefiniowane, a rozumiane wg ich moderunku tzw. dobro narodu ponad prawem, upartyjniają sądy, dążą do jednowładztwa i dyktatu jedynie słusznej linii partii, obsadzają urzędy państwowe, stanowiska w parlamencie swoimi miernymi, lecz wiernymi kadrami o wykształceniu średnim i zawodowym, np. perukarzami, ogrodnikami, technikami kolejowymi, stolarzami, tapicerami, rolnikami itp.

Nie ufają obywatelom, samorządowcom, przedsiębiorcom, budując jak w socjalizmie własne, dziesięcioletnie plany gospodarcze, snując fantazmaty o cechach gigantomanii, dzielą społeczeństwo na lepsze i gorsze sorty, wprowadzają kult jednostki, niszczą ludzi o innych poglądach.

Nie są dobrymi chrześcijanami

Są ludźmi naskórkowo religijnymi, do cna zakłamanymi, demonstracyjnie udającymi pobożność, chętnie i dłużej od innych klęczącymi w kościołach przed okiem kamer, faryzeuszami, dla których dziesięć przykazań to jedynie bezrefleksyjnie powtarzane formułki.

Wychodząc z założeń katechizmu, widać jak na dłoni ich hipokryzję, gdy wzbraniają się przed przyjmowaniem choćby jednego uchodźcy wojennego, jednej sieroty lub kobiety. A gdzie miłość bliźniego? Czy bliźni to dla was tylko Polak biały? Drugie przykazanie to tylko pusta formułka?

Zakłamanie pisowców nie zna granic, gdy ustami byłej premieropodobnej Beaty Szydło podkreślają, że naczelnym celem pisowskiego rządu jest zapewnienie Polkom i Polakom bezpieczeństwa, i dlatego opuszczają szlaban graniczny przed muzułmańskimi uchodźcami, nawet przed Czeczenami, jednocześnie wyrzucając ze służby w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jednego z dwóch arabistów.

Jednak ten tępy upór, nawet za cenę unijnych sankcji wobec Polski, ma inny jeszcze wymiar. Pokazuje, że ta ekipa szkodników składa się z rasistów! Tak, i wydają się tego nie wstydzić, a najlepszym na to dowodem jest niezgoda na wpuszczenie do Polski cierpiących od wojny domowej arabskich chrześcijan (!) i nieszczęsnych jazydów. Czy te ofiary nieludzkich prześladowań mogą stanowić dla nas zagrożenie terrorystyczne?

Co za aberracja. Ale dla pisowców to racja stanu, kwestia bezpieczeństwa narodowego. Nawet korytarze humanitarne, leczenie rannych w polskich szpitalach nie wchodzą w grę, ponieważ ci hipokryci po prostu nie cierpią ciemnoskórych i nieważne, czy to muzułmanin czy chrześcijanin, czy nawet Latynos.

Nikogo nie wpuszczą na „wyspę tolerancji”(!), a jeśli któryś z „ciapatych” przeniknie, kibolsko-pisowskie bojówki spuszczą mu bański. Bo pisowcy nade wszystko umiłowali sobie Polaków i ich bezpieczeństwo. Osobiście nie życzę sobie takiej troski z ich strony.

Nie są ludźmi szanującymi tradycję

Są ludźmi o groteskowo staroświeckiej obyczajowości, śliniącymi dłonie pań dosłownie na każdym kroku. Wiedzcie, niebywali w świecie pisowcy – w pracy dłoni kobiet nie całuje się. W Europie, do której tak cierpko odnoście się, w rękę nie całuje się.

Obcmokiwanie kobiecych rąk ma być w ich pojęciu wykładnią stosunku do słabej płci. W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace przygotowujące do wypowiedzenia Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwanej konwencją antyprzemocową, a zdaniem prezydenta Dudy, konwencja ta to „akt prawny, który niesie w sobie wyjątkowe niebezpieczeństwo i perfidię”.

Minister (nie)sprawiedliwości Ziobro zaś wyraził się o niej: „To jest feministyczny wymysł i twór, który ma uzasadniać ideologię gejowską”. Kobiety nie chcą być seksistowskim obiektem adoracji takich dżentelmenów. Nie chcą narzucanych im zakazów i nakazów, nie życzą sobie, by określano ich miejsce w hierarchii społecznej, wyznaczano im rolę matki-Polki, znoszono standardy opieki okołoporodowej (biblijne „będziesz rodzić w bólach”), odbierano im prawo do in vitro, antykoncepcji, rozsądnej aborcji, by nazywano je zbrodniarkami. Dobitnie pokazały to masowe protesty „czarnych parasolek”.

Nie są ludźmi myślącymi w kategoriach nowoczesności

Są ludźmi zacofanymi, zapatrzonymi w rzewną historię sprzed wieków, kultywującymi tradycje rodem z zatęchłego stryszka, skorymi do rozczulających i patetycznych gestów, zarazem wzbraniającymi wszystkim innym prawa do patriotyzmu, do kultywowania własnej tradycji i pamięci narodowej. Dlatego byłego członka konspiracji AK, więźnia obozu w Oświęcimiu prof. Bartoszewskiego wybuczano na cmentarzu Powązkowskim i wygwizdano bohatera Powstania Warszawskiego, gen. Ścibora-Rylskiego, a prezesowi Światowego Związku Żołnierzy AK szalony Antek odmówił awansu na wyższy stopień wojskowy, bo oni nie popierają PiS.

Pisowcy rozumieją swój patriotyzm niezwykle archaicznie, pławią się w uroczystościach upamiętniających klęski i martyrologię, gustują w defiladach pseudożołnierzy-rekonstruktorów, w wmurowywaniu coraz to nowych tablic ku czci Żołnierzy Wyklętych.

Dla PiS integracja ze strukturami europejskimi nie jest patriotyzmem, to im pachnie czymś obcym, wrogim, spoza podpartych kołem wrót zaścianka. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wzmocnienie pozycji Polski widzą nie we współdziałaniu z Niemcami czy Francją, ale w sojuszu z Węgrami, Słowenią czy Czarnogórą, rojąc jakieś bełkotliwe mrzonki o międzymorzu rodem sprzed 500 lat.

Nawet NATO wg byłego hetmana Macierewicza nie będzie nam potrzebne, bo dzięki jego zabiegom w wojsku obronimy się sami. Dla nich nowoczesność źle pachnie, nie jest narodowa, jest nie nasza, niepolska.

Co tam dbałość o środowisko, o ekologię, o uczciwe płacenie podatków. Najlepszy patriotyzm to taki, żeby dać się zabić na wojnie w obronie ojczyzny, i takie poglądy z czasów naszych pradziadów wpajają młodzieży, która z braku realnego wroga leje ciemnoskórych, gdzie tylko się pojawią.

Czy w planie gospodarczym ekipa PiS może nazwać się nowoczesną? Wątpię. Bo czy odwoływanie się do centralnych planów wieloletnich rozwoju gospodarki to metoda na miarę XXI wieku, czy może relikt realnego socjalizmu? Raczej to drugie.

Rozdawnictwo i zadłużanie państwa, co czyni PiS na podobieństwo gierkowskiej ekipy, to polityka krótkowzroczna, za którą zapłacą nasze dzieci. Nasz wzrost gospodarczy ekipa „dobrej zmiany” napędza w trzech czwartych wzrostem konsumpcji, a taki wzrost odbije się na szybszym skoku cen i niestety nie będzie trwały.

Odbieranie gminom i lokalnym społecznościom oraz ich samorządom pieniędzy na plany rozwojowe i rozdzielanie im funduszy z ośrodka na Nowogrodzkiej to też wyraz centralistycznych ciągot rodem z minionej epoki.

Ograniczanie środków finansowych na rozwój alternatywnych źródeł energii, np. wiatrowej, i stawianie na archaiczny węgiel, bo to „polskie złoto”, to przejaw zacofania myślowego i droga donikąd.

A radykalne redukowanie funduszy dla Krakowa na zwalczanie pyłu węglowego i przeznaczanie go na potrzeby Rydzyka to już nie tylko nieracjonalność - to dyletanctwo i niegospodarność.

Dyletanctwem jest mrzonka Morawieckiego o milionie polskich samochodów elektrycznych. Brzmi nowocześnie, tyle że nie mamy ugruntowanej latami bazy naukowo-badawczej i technologicznej, a energia do ich zasilania musiałaby pochodzić ze spalania szkodliwego węgla.

Z rzekomej innowacyjności polskiej gospodarki nic nie wyjdzie, bo PiS przy wsparciu Kościoła katolickiego utrwala w Polakach skrajną nieinnowacyjność oraz ciasnotę umysłową i kulturową.

Polska tradycja ugruntowywana przez PiS dowodzi skrajnego sprzeciwiania się koniecznej modernizacji i implementuje mentalne zacofanie.

Dlatego w naszym kraju zanosi się w Sejmie modły o deszcz, a posłowie pielgrzymują do stóp Jasnogórskiej Panny, Królowej Polski w intencji pomyślnego rozwoju gospodarki.

Taka lista pisowskich zakłamań może być kontynuowana, bo funkcjonariusze PiS na co dzień posługują się bezczelną konfabulacją, a co najgorsze, w tym duchu zakłamania prowadzą całkiem skuteczną partyjną agitkę, na którą łapią się ludzie nieco mniej skorzy do własnej refleksji, i opierając się na nich, budują swą pozycję.

****

Czy niektórych zarzutów nie można postawić także innym stronom politycznego dyskursu w Polsce? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.