Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do was te kilka słów, naziolscy kibole z Jasnej Góry, którzy tam pokazywaliście nienawistne gęby, bełkocząc o Bogu, honorze i Ojczyźnie. Wasz bełkot wylewa się w internecie, gdzie poza bluzgami i pogróżkami wyczytać można jeszcze wasze „po co się pchacie, gdzie was nie chcą, jak nie po wpierdol?”. To akurat chętnie wam wyjaśnię.

 Otóż, drodzy Bracia Rodacy o rozumkach przytłumionych trawą, wódą i wrzaskami – dokładnie po to przychodzimy. Po wpierdol. Wy zaś jesteście wzorowo nierozgarnięci – nigdy nie zachowujecie się inaczej. Krzyczycie: „prowokacja!” i natychmiast rzucacie się na nas. Temu ta prowokacja służy. Niczemu więcej. Tylko tego chcemy, żebyście pokazali wszystkim wkoło wasze zdziczenie, które nazywacie patriotyzmem. Pokazujecie je zawsze. Jesteście niezawodni.

Kto jest bohaterem?

Czcicie pamięć bohaterów i za takich się macie. Wspominacie polską historię, w której najlepsi ginęli za Ojczyznę. Też byście tak chcieli, prawda?

Otóż, chłopaczkowie, jeśli w ogóle można bohatersko zabić, to raczej jak Dawid Goliata, a nie wtedy, kiedy się kopie bezbronnych albo strzela do niemowląt, co chętnie robili niektórzy z waszych wyklętych bohaterów. Bohatersko się ginie, a nie zabija.

Kain był tchórzem, a nie bohaterem. Bohaterem jest ten, kto się na bicie, cierpienie i śmierć wystawia, broniąc tego, w co wierzy i co jest dlań ważniejsze od niego samego. Bohaterem jest ten, kto staje po stronie bitych, a nie bijących – i nie dba o to, że sam dostanie wpierdol. Widzieliście takich ludzi, zbluzgaliście ich i skopaliście. Wczoraj pod Jasną Górą.

Nie jest bohaterem, tylko bydlęciem, ten, kto na widok obcego ryczy: „a wpierdol chcesz?!”.

O przemocy silnych

Teraz będzie trochę trudniej, chłopcy, trzeba trochę wysilić głowę. Na krótko, nie bójcie się.

Żył kiedyś człowiek nazwiskiem Gandhi. Był Hindusem. Gandhi wyzwolił Indie spod brytyjskiej okupacji. Zajęło mu to kilkadziesiąt lat. Wielokrotnie ryzykował śmierć, dając się bić do nieprzytomności, wystawiając się pod lufy karabinów albo głodując, kiedy jego bracia Hindusi sięgali po przemoc, której on sam nienawidził – jedyna rzecz pod Słońcem, której nienawidził, to właśnie przemoc. I w końcu zginął.

Gandhi powiedział kiedyś – to pewnie zrozumiecie łatwo – że nie jest bohaterem ten, kto wyrzeka się przemocy wobec silniejszego przeciwnika. To słabość, nie odwaga – mówił. Odwaga polega na tym, by się przemocy wyrzec wtedy, kiedy jesteś silniejszy.

Trudne, co? Wiem. Wam się nigdy nie zdarza dać rady. Bijecie zawsze w kupie i zawsze spieprzacie, kiedy jest Was mało.

Gandhi przegrał. Walczył o niepodległe, zjednoczone, żyjące w pokoju Indie. Zastrzelił go ktoś, kto nienawidził muzułmanów i chciał z nimi wojny – taki Waluś mniej więcej – a Gandhi, głodując do bliskiego śmierci wycieńczenia, zabraniał mordować, oferując pokój. Dzisiaj Indie Gandhiego nie istnieją – w ich dawnych granicach są jeszcze Pakistan i Bangladesz, a samym Indiom daleko do pokoju i społecznej sprawiedliwości. Ale o Gandhim świat będzie pamiętał zawsze, a nazwiska zabójcy nie pamięta nikt. Tak będzie i z Wami, tchórzliwe cieniasy.

Co wrzeszczeliście?

Spora część z was była tego dnia w kościele. Może zauważyliście tam takie figurki – w kościołach jest ich sporo. Widać na nich Człowieka na krzyżu. To Bóg Człowiek – tak sądzą chrześcijanie, więc również np. ja. Jeśli zauważyliście te figurki, to może widzieliście też obrazy. Na niektórych widać wyraźniej – bezbronnego, umęczonego Człowieka i stojących nieopodal uzbrojonych w piki, pałki, miecze i tarcze oprawców.

Ten Bohater, którego tego dnia poszliście nawiedzić w kościele – wydał się na śmierć, a nie ją zadawał. Ani wrogom Ojczyzny, ani wrogom Boga. Jeden z Jego uczniów poprzedniego wieczora dobył miecza, by bronić Nauczyciela przed pojmaniem i śmiercią. To św. Piotr. Ranił tym mieczem sługę arcykapłana Kajfasza, niejakiego Malchusa. Jezus nakazał miecz odłożyć, a rannego Malchusa uzdrowił. Szedł potem na Wzgórze Czaszki wśród obojętności, przerażenia, ale i nienawistnego wycia tłumu rozochoconego nadchodzącą kaźnią. Który z Was, chłopaczkowie, rozpoznaje siebie w tych scenach, które z kościoła zna każdy?

Wrzeszczeliście w kościele: „śmierć wrogom ojczyzny”, prawda? „Raz sierpem, raz młotem” też wrzeszczeliście. Aż mury drżały…

Byliście wczoraj i dzisiaj jesteście wstrętni, tchórzliwi i głupi. Takimi was pokazali ci, którzy weszli między Was, prosząc się o wpierdol.

PS Wraz z Obywatelami RP dziękujemy stowarzyszeniu Demokratyczna RP za organizację pikiety i wielki wysiłek na rzecz powstrzymania pochodu faszyzmu.

14 stycznia 2018 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.