Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odpowiedź prawników z inicjatywy Wolne Sądy na oskarżenia premiera Mateusza Morawieckiego, że polskie sądownictwo jest wciąż opanowane przez sędziów orzekających jeszcze w PRL, więc należy je od „komunistycznej przeszłości” uwolnić.

W ubiegłym miesiącu nowy polski premier Mateusz Morawiecki przeforsował w parlamencie dwie ustawy, które spowodowały, że jego rząd i jego partia zwiększyły kontrolę nad polskimi sądami. Tuż przed podpisaniem ustaw przez prezydenta Andrzeja Dudę 20 grudnia Morawiecki postanowił zwrócić się do narodu amerykańskiego i bronić tej decyzji na łamach „Washington Examiner”.

Według Morawieckiego ostra krytyka tych ustaw ze strony Unii Europejskiej i innych zachodnich państw liberalnych wynika z „powszechnego nieporozumienia". Reszta świata po prostu nie rozumie – jak twierdził premier – że obecnym celem rządu jest „zreformowanie głęboko wadliwej struktury sądowniczej Polski", uwalniając polskie sądownictwo od komunistycznej przeszłości.

Fałszywy argument

Według premiera w 1989 roku rządzący w Polsce komuniści zmusili „Solidarność", która wówczas zdobyła władzę, aby utrzymać sędziów ery komunistycznej w sądach. Innym problemem – jak twierdzi premier – jest to, że Krajowa Rada Sądownictwa, która nominowała wszystkich sędziów, jest zdominowana przez klikę sędziów z sądów apelacyjnych, którzy samodzielnie wybierają wszystkich sędziów, a także ich następców. W rezultacie – jak mówi Morawiecki – nepotyzm i korupcja są znaczne.

Premier nie mógł mylić się bardziej. W 1990 roku rozwiązano cały Sąd Najwyższy, a jedynie około 20 procent sędziów z czasów komunistycznych (wszyscy sędziowie z izby karnej) zachowało swoje stanowiska. Ci, którzy sądzili w sprawach politycznych w czasach komunizmu, zostali wykluczeni z Sądu Najwyższego.

Średni wiek sędziów w Polsce wynosi obecnie około 40 lat, tak więc większość pozostałych sędziów z czasów komunizmu dawno już przeszła na emeryturę. Krajowa Rada Sądownictwa natomiast, zgodnie z polską konstytucją, jest niezależnym organem wolnym od wpływów politycznych.

Sądy korzystne dla PiS

Bezsprzecznie prawdziwym zarzutem Morawieckiego nie jest to, że polskie sądownictwo jest komunistyczne, ale to, że jest niezależne. Aby pozbawić sądy niezależności, prawie 40 procent obecnych sędziów Sądu Najwyższego zostanie zmuszonych do przejścia na emeryturę po osiągnięciu nowego obowiązkowego wieku emerytalnego 65 lat. Natomiast prezes Sądu Najwyższego zostanie natychmiast odwołana ze stanowiska, mimo że jej konstytucyjny termin z sześcioletniej kadencji jeszcze nie wygasł.

Tzw. reforma jest niczym innym jak pretekstem do utworzenia Sądu Najwyższego korzystnego dla PiS, czyli dla partii politycznej, do której należy premier. Sądu, który będzie miał także ostateczny głos w kwestii ważności wyborów w Polsce.

Zgodnie z nowymi ustawami niezależność Krajowej Rady Sądownictwa, organu odpowiedzialnego obecnie za nominacje sędziów, zostanie zlikwidowana. Kadencje obecnych członków KRS zostaną wypowiedziane z naruszeniem konstytucji. Nowi członkowie będą wybierani przez większość parlamentu, dając prawo do wyznaczenia zastępczych członków przez kierownictwo PiS. To nie sędziowie, jak miało to miejsce dotychczas, będą wybierać swoich przedstawicieli w KRS, ale politycy.

Trybunał Konstytucyjny w obecnym składzie stał się bardziej przyjazny dla PiS. W ciągu miesiąca od objęcia władzy w 2015 r. nowy parlament kontrolowany przez PiS odmówił uznania sędziów wybranych przez poprzedni parlament. Rząd – bez żadnej podstawy prawnej – zaprzestał także publikowania wyroków wydanych przez Trybunał Konstytucyjny, z którymi się nie zgadzał. Tym samym wyroki Trybunału Konstytucyjnego, których treść nie odpowiadała PiS, nie weszły w życie. Komisja Wenecka, organ monitorujący rządy prawa w Europie, uznała ten jednostronny ruch rządu PiS za bezpośredni atak na rządy prawa.

Wbrew woli wielu Polaków

Przyjęcie tych nowych ustaw sygnalizuje początek końca demokracji i rządów prawa w Polsce. Nasze sądownictwo stopniowo ulegnie kontroli ze strony władzy wykonawczej i ustawodawczej w stopniu, który nie tylko jest nie do przyjęcia na gruncie polskiej konstytucji, ale także stawia nasz kraj poza głównym nurtem współczesnych państw demokratycznych.

Polacy są zgodni, że polskie sądy wymagają reform. Obecnie system sądownictwa jest zbyt formalistyczny, powolny w wydawaniu orzeczeń, niedostatecznie wykwalifikowany i potrzebuje więcej rozwiązań informatycznych. Ale żadna ze zmian przyjętych przez rządzącą większość nie sprawi, że sądy w Polsce będą sprawniejsze i bardziej sprawiedliwe. Bez wątpienia jednak zostaną upolitycznione.

Taki zamiar wynika również ze sposobu i atmosfery, w jakich te ustawy zostały przyjęte – szybko, bez refleksji, bez konsultacji społecznych i eksperckich oraz podczas sesji parlamentarnych w środku nocy.

Stany Zjednoczone zawsze były najsilniejszym przyjacielem Polski. Prezydent Woodrow Wilson pod koniec pierwszej wojny światowej poparł przywrócenie drugiej Rzeczypospolitej w 1918 roku. Prezydent Ronald Reagan pomógł nam uwolnić się od naszej mrocznej komunistycznej przeszłości. Prezydent Barack Obama przybył do Warszawy z okazji 25-lecia wyzwolenia Polski od komunizmu. W lipcu 2017 r. prezydent Trump potwierdził nasz szczególny związek, odwiedzając Polskę przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii, Francji lub Niemiec.

Chcielibyśmy, aby Amerykanie wiedzieli, że to, co dzieje się w Polsce, jest niezgodne z polską konstytucją – wbrew woli wielu, wielu Polaków, którzy w większości czują się związani ze światem zachodnim i jego wartościami.

Michał Wawrykiewicz, Paulina Kieszkowska-Knapik, Maria Ejchart-Dubois i Sylwia Gregorczyk-Abram – członkowie inicjatywy #Wolne Sądy, grupy społeczeństwa obywatelskiego prawników dążących do zachowania niezależności polskiego sądownictwa.

„Washington Examiner” opublikował powyższy list w angielskim tłumaczeniu 2 stycznia 2018 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.