Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sam bym tak samo zagłosował jak europosłowie PO. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem obecnego reżimu.

Tak zwani narodowcy kojarzą mi się nieodmiennie z wszelkiej maści totalitaryzmami. Faszyzmem czy bolszewizmem. Dla mnie ich marsze z pochodniami i flagami to już jest właśnie to.

Brak reakcji policji tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Polska jest na równi pochyłej. Teraz jeszcze można reagować. Teraz reakcja jeszcze będzie w miarę mało bolesna. Ale już niedługo. Nim się bowiem obejrzymy, nasi rodzimi parafaszyści zaczną wieszać, bić, wybijać szyby przy zamkniętych oczach stróżów prawa i porządku oraz z błogosławieństwem coraz bardziej państwowego Kościoła.

Te słowa zostaną odebrane jak histeria. Ale to nie histeria. To sprzeciw wobec opinii, że „historia jedynie tego uczy, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła”.

Popatrzmy zaledwie kilkadziesiąt lat wstecz. Na Piotrogród w Rosji i na Monachium w Niemczech. Tam także ograniczone intelektualnie łyse osiłki przy cichej aprobacie stróżów prawa i polityków wybijały szyby i biły innych.

A później już nie wieszano portretów czy jak dziś banerów na stadionie Legii. Wieszano prawdziwych ludzi, a jeszcze później ich gazowano. Historia tego właśnie uczy.

Maciej Michalik, prof. UWM w Olsztynie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.