Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stanowczo protestuję przeciwko arbitralnej zmianie przez wojewodę mazowieckiego czterech nazw warszawskich ulic poświęconych naukowcom – fizykowi Henrykowi Jędrzejowskiemu, profesorowi inżynierowi Sylwestrowi Kaliskiemu, profesorowi biologii Stanisławowi Kulczyńskiemu i rektorowi Uniwersytetu Warszawskiego, profesorowi prawa Janowi Wasilkowskiemu.

Cała czwórka była naukowcami i organizatorami nauki. Mieli mniejszy lub większy związek z polityką, ale nie polityka była ich głównym zajęciem. Ponadto każdego osądzamy za cały życiorys, a nie za, nawet bardzo wstydliwe, jego fragmenty.

Do panteonu naszych bohaterów narodowych zaliczamy np. króla Jana III Sobieskiego. Ma on w całej Polsce blisko setki ulic, alej i placów. Niewiele osób jednak wie, że podczas potopu szwedzkiego ich bohater znajdował się wśród polskich oddziałów, które wraz ze Szwedami szturmowały Jasną Górę. Obawiam się, że z tego powodu weryfikacja IPN nie przepuściłaby propozycji nadania nowej ulicy imienia króla Jana. Analogicznie żartowano, że ani św. Paweł z Tarsu ani Romuald Traugutt nie przeszliby lustracji.

Wracając do naszych bohaterów. Chciałbym przedstawić ich krótkie życiorysy i zapytać Czytelników „Gazety Wyborczej”, czy popierają wniosek o odebranie im ulic.

Uczeń Marii Curie-Skłodowskiej - Henryk Jędrzejowski - należał do Legionów Piłsudskiego. Potem wyjechał do Paryża i zrobił doktorat z fizyki pod opieką Marii Curie-Skłodowskiej, uzyskując jej bardzo pozytywną opinię. Napisał wiele prac naukowych. Natomiast popełnił życiową pomyłkę, angażując się w 1932 roku w akcje strajkowe organizowane przez Komunistyczną Partię Polski. Skończyło się to aresztowaniem i emigracją do Związku Sowieckiego, a później śmiercią z rąk stalinowskiej bezpieki. Naiwnością w podejściu do komunizmu wykazało się wielu wybitnych fizyków, np. zięć Marii Curie – Fryderyk Joliot-Curie, laureat Nagrody Nobla.

Fryderyk ma w Polsce cztery ulice - w Zabrzu, Rudzie Śląskiej, we Wrocławiu i w Warszawie. Czy też je będziemy dekomunizować?

Profesor Sylwester Kaliski ma swoje ulice w Bydgoszczy i Warszawie. Jako 18-latek został wcielony do służby w Kriegsmarine, skąd zbiegł i trafił do więzienia gestapo. Po wojnie ukończył Politechnikę Gdańską i od 1951 roku pracował w Wojskowej Akademii Technicznej, dochodząc do stanowiska jej komendanta – rektora. Dopiero w 1959 roku zapisał się do PZPR, mając już tytuł profesora. Zapewne bezpartyjność blokowała ambitnemu naukowcowi dalszą możliwość awansu. Zostawił po sobie utworzony Instytut Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy oraz imponujący dorobek ponad 500 prac naukowych. Czy to jest ważne – czy to, że był pod koniec życia członkiem KC PZPR?

Wybitny biolog profesor Stanisław Kulczyński ma też dwie ulice – w Opolu i w Warszawie. Był przed wojną rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, potem prowadził tajne nauczanie na Uniwersytecie Jagiellońskim, po wojnie był pierwszym rektorem połączonych Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Był delegatem rządu londyńskiego i jednocześnie musiał współpracować z kolejnymi władzami - sowiecką, hitlerowską i PZPR-owską.

Nie był członkiem PZPR, działał od 1938 roku w Stronnictwie Demokratycznym, był od 1956 r. do 1969 r. jego przewodniczącym. Był opiekunem Ossolineum i jednym z tych, którzy „przenieśli Lwów do Wrocławia”. Czy mamy go potępić za to, że był politykiem w PRL?

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego profesor Jan Wasilkowski walczył z bolszewikami w 1920 roku i z hitlerowcami w 1939 roku. Był więźniem Oflagu, od 1924 roku - pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 1949-52 jego rektorem. Później zrobił karierę prawno-polityczną, był prezesem Sądu Najwyższego (1956-67) i członkiem KC PZPR (1964-69), gdzie trafił poprzez PPS. Jest współtwórcą obowiązującego Kodeksu cywilnego. Czy mamy potępić go za działalność polityczną, czy też docenić pracę rektora?

I tak te polskie życiorysy wyglądają. Niewiele jest postaci nieskazitelnych. Kolejny nasz bohater narodowy hetman Stefan Czarniecki był za młodu lisowczykiem, słynął z okrucieństwa i dbałości o swój majątek. Ma on w Polsce kilkadziesiąt ulic, alej i placów. I nikt nie przejmuje się jego bezwzględnością.

Apeluję do Rady Warszawy o pozostawienie ulic wymienionym powyżej czterem naukowcom. Mają ich tak niewiele.

*Andrzej Hennel jest emerytowanym profesorem fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, a także hobbystą genealogiem, polskim kuratorem największego internetowego drzewa genealogicznego świata – „Geni”.

***

Czy popieracie wniosek o odebrania ulic naukowcom? Piszcie: listy@wyborcza.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.