Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pół godziny przed wydarzeniem kilkaset osób szturmowało drzwi Teatru Polskiego w Warszawie, a cerberzy bronili wejścia własną piersią: Nie, nie ma miejsc! Kilkaset osób już weszło wcześniej! Wszystko zajęte do ostatniego, siedzą nawet na schodach, w przejściach. Przepraszamy, nie możemy wpuścić!

A jakie gifty tu rozdają? To tylko kolejna debata oksfordzka w Teatrze Polskim.

W tym samym czasie na dużej scenie Teatru popularny kabaret rozpala właśnie „Pożar w burdelu”. Prezes Kaczyński ma akurat miesiączkę i serwuje na Krakowskim atrakcyjne widowisko policyjne typu światło i dźwięk. A jednak tłum kilkuset osób (młodych!) wybiera dyskusję na temat trudny: Nauka czyni Boga zbędnym.

Jak to rozumieć? Czy można przeciwstawiać rozum i wiarę – pojęcia z tak innych sfer ludzkiego poznania? Czyja może być racja? Nieważne!

Debaty oksfordzkie to nie są zmagania o to, czyje będzie na wierzchu - to wymiana poglądów bardzo różnych i dyskusja bardzo różnych ludzi. Jest to teatr polityczny na miarę XXI wieku. Każdy jest tu widzem i może być aktorem, a każda opinia jest uszanowana. Może o czymś takim marzył kiedyś Wyspiański, pisząc o teatrze ogromnym?

Przekaz leci po łączach w kilkanaście innych środowisk na całym świecie! Współcześni ludzie się pchają, bo tęsknią za kulturą dyskusji i poszanowaniem różnych opinii. Debaty oksfordzkie to wielki sukces Teatru Polskiego, także organizatorów, czyli Towarzystwa Absolwentów Oxford i Cambridge, także prowadzącego Grzegorza Nawrockiego, niegdyś dziennikarza TVP, który wyrósł na prezentera publicznego pierwszej rangi, a nawet aktora o interesującej ekspresji. Możecie oglądać go na stałe w klubokawiarni Dzika Strona Wisły. I tak „dobra zmiana” kolejny raz postrzeliła sobie stopę. Wyrzuca z telewizji najlepszych, przyjmuje najgorszych, ale prawdziwych talentów zniszczyć się nie da, i bywa, że wyrzuceni na sobie sprawdzają przysłowie: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Relacjonować debaty nie będę, obejrzyjcie sobie na YouTubie. Jako zwolenniczka gorących mediów wspomnę jednak, że dla mnie ciekawsze niż popisy filozofów były dociekania neurofizjologów. Okazuje się, że badacze znaleźli w naszym mózgu sekretne miejsce, które się uaktywnia, rozświetla i rozżarza w momencie modłów – twierdzą niektórzy, że to nic innego jak antenka do Pana Boga!

Nie dowiedziałam się jednak, czy ten sam obszar mózgu uruchamia się u zakochanych? Wszak Bóg jest miłością. Paneliści bujali w obłokach, ale fizyk Krzysztof Meissner stąpał mocno po ziemi. Dowiedzieliśmy się, że, owszem, fizycy mogą dziś obliczyć, wytyczyć, wyznaczyć i wytworzyć coraz nowe hipotezy budowy wszechświata, ale co nam z tego, jak nie umiemy odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: dlaczego? Kto dał takie doskonałe prawa materii? Transcendencja, czyli przekroczenie wymiarów materialnego świata i barier naszego umysłu, wydaje się absolutnie uzasadniona!

Dyskusja warszawskich intelektualistów odbywała się kilka dni po różańcowym marszu do granic absurdu i śmieszności (dla Europy!). Co to było? Manifestacja polityczna? Wszak politycy też tam byli na kolanach. A ja powiem, że był to protest przeciw podziałom - pragnienie wspólnych doświadczeń jednego skołowanego narodu. Wielu ludzi chce uruchomić antenkę do Pana Boga, byśmy wyszli na prostą z tego wariactwa, w którym obecnie żyjemy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.