Głodujący w Warszawie lekarze w rozpaczliwy sposób wołają o pomoc. O ratunek dla umierającej "służby" zdrowia. Nie wierzę, że nas nie słyszycie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem lekarzem rezydentem w trakcie specjalizacji z neonatologii (dla przypomnienia: lekarz neonatolog zajmuje się najmniejszym obywatelem – noworodki zdrowe, z wadami wrodzonymi, dzieci urodzone przedwcześnie, to jego działka). Pracuję w dużym szpitalu, codziennie pod opieką mamy ok. 90 noworodków – przekrój ogromny, mnóstwo różnorodnych przypadków, od skrajnych wcześniaków po wady serca czy układu moczowego. Praca stresująca, z dużą odpowiedzialnością, bardzo obciążająca psychicznie, ale też dająca mnóstwo satysfakcji. Do czasu. Do momentu, w którym zderzam się ze ścianą.

Codziennie wypisuję do domu nasze wcześniaki. Z wyjątkiem „dużych” wcześniaków każdemu zalecamy wizytę w poradni rehabilitacyjnej w pierwszym miesiącu życia. Po wizycie w poradni rodzice dostają skierowanie na rehabilitację i… tu jest właśnie ściana. Najbliższy termin na rehabilitację za pół roku. Pół roku bezczynności dla takiego malucha to jest przepaść nie do zasypania! I co ja mam, Pani Premier, powiedzieć tym rodzicom? „Idźcie Państwo prywatnie”?

Albo dziecko z wadą serca. Powiedzmy duże VSD (czyli ubytek międzykomorowy), do planowego zabiegu kardiochirurgicznego, jak maluch trochę podrośnie. W konsultacji kardiologicznej czytamy: „Wskazana kontrola w poradni kardiologicznej za 1 miesiąc”. Kolejna ściana. Dzwonię, a pani w poradni mówi, że ma termin za 6 miesięcy. I że nie da rady. To jeśli ja jako lekarz nie jestem w stanie tej wizyty umówić, to jak mają to zrobić rodzice? Panie Ministrze, co ja mam powiedzieć tym rodzicom? „Idźcie Państwo prywatnie”?

Po co tyle pracujemy? Bo jesteśmy „chciwi”. Tak powiedzą

Pielęgniarki na moim oddziale to złote kobiety. Mają pod opieką tyle dzieciaków, że harują non stop, przez całą 12-godzinną zmianę. Pracują w systemie dzień-noc-2 dni przerwy. W teorii. W praktyce w pewnym momencie zastanawiasz się, jak to jest, że pani Małgosia jest na dniu we wtorek, na dniu w środę, potem na nocy w czwartek i na swoim piątkowym dyżurze znowu na nocy widzisz panią Małgosię. Bo pani Małgosia łata dziury w grafiku. Tak samo jak pani Kasia, pani Madzia i pani Teresa. Bo nie ma pielęgniarek. I nie będzie. Dlaczego mają tu zostawać, za 1600 na rękę, skoro tuż za niemiecką granicą dostaną z marszu 2500, ale w euro? Czy kogoś to dziwi, że młode dziewczyny po studiach wolą pracować za godną pensję u naszych zachodnich sąsiadów?

Środa, godzina 19, zmęczony lekarz specjalista z 10-letnim stażem pracy siada do kolacji w domu. Właśnie wrócił z pracy w POZ, dokąd poszedł prosto z izby przyjęć pobliskiego powiatowego szpitala, gdzie pełnił nocny dyżur. Dzwoni koleżanka z oddziału pediatrii z tegoż właśnie szpitala niemalże z płaczem: „Słuchaj, Marek, koleżanka zachorowała, zostałyśmy na oddziale we dwie – pomóż nam, weź jakieś dyżury, bo inaczej będziemy musiały dyżurować co drugi dzień!”. No i co zrobisz? No weźmiesz te 5 czy 6 dyżurów od koleżanki, przecież się tam we dwie zajadą. To nic, że twoje dzieci znów będą ciągle pytać: „Mamo, gdzie jest tata?”. Przecież nie zostawisz koleżanki w potrzebie. A potem przeczytasz w internecie, że jesteś chciwy i „wiecznie nienasycony”.

Ministerialny sposób na skrócenie kolejek

Wiejski POZ w mojej rodzinnej miejscowości, w gminie ok. 6 tysięcy mieszkańców. Od 1.10 nie ma już rehabilitacji w tym POZ, kontrakt został przejęty przez ośrodek oddalony o ok. 15 kilometrów. Pacjenci pozostawienie sami sobie, „przecież mogą dojechać”, prawda?

Nikt nie pomyśli, że ludzie wymagający rehabilitacji to często ludzie starsi, z problemami w poruszaniu się. Niełatwo było dojechać te 2 kilometry ze swojego domu do POZ, ale czasem syn zabrał, jadąc po zakupy, czasem córka, wioząc dzieci do szkoły, czasem życzliwy sąsiad. Nikt ich nie zawiezie 15 kilometrów specjalnie na zabiegi. Autobusów nie ma. Ci ludzie nie będą dłużej korzystać z opieki fizjoterapeutów. Będą dalej funkcjonować w bólu, w coraz gorszym stanie z każdym dniem – mimo że przecież taka opieka im przysługuje. No ale skoro tu korzystali z rehabilitacji, a tam ich nie będzie, znaczy nie będzie kolejki, prawda, Panie Ministrze? I będzie można ogłosić sukces, „skróciliśmy kolejki”.

Tym się właśnie Pan szczyci, Panie Ministrze, „wprowadzona sieć szpitali umożliwiła skrócenie kolejek”. Ciężko mi to skomentować, nie używając słów uznawanych powszechnie za niecenzuralne. W związku z wprowadzeniem sieci szpitali wiele oddziałów zostało zamkniętych – jak to ma w takim razie skutkować skróceniem kolejek? Od kiedy mniej łóżek = większa dostępność? Sama nie wiem, czy wolałabym, żeby Pan Minister naprawdę tak myślał, czy kłamał w żywe oczy. Niech Pan, Panie Ministrze, zadzwoni do jakiejś dowolnej poradni i spróbuje sobie umówić termin wizyty. Niech Pan się wczuje w rolę zwykłego polskiego pacjenta.

Nie ma lekarzy i nie będzie, tak samo pielęgniarek

Na stronie Ministerstwa Zdrowia zamieszczono komunikat o sukcesach obecnego rządu. Że przecież zwiększono wydatki na ochronę zdrowia, do całych 4,73 proc. PKB. Pani Premier, Światowa Organizacja Zdrowia wylicza, że poziom finansowania opieki zdrowotnej w kraju uznawany za bezpieczny to 6,8 proc. PKB. To oznacza, że w Polsce nie jest i jeszcze długo nie będzie – zgodnie z Waszymi grafikami odnośnie planów na kolejne lata – bezpiecznie!

Pani Ministrze, pozwolę sobie zacytować Pana wypowiedź na temat zwiększenia finansowania do 6 proc. w ciągu 2-3 lat: „Skoro Czesi mogą, no to chyba my też?”. To jest Pańska wypowiedź z 2015 roku, sam Pan to powiedział ledwie dwa lata temu! W czym polski pacjent jest gorszy od czeskiego?

Na stronie dalej widnieje recepta na rozwiązanie problemu „braku personelu”. Że przecież zwiększono limit na BEZPŁATNE studia (tak jakby, nie wiem, informatyka, chemia czy socjologia były odpłatne?). Dziura pokoleniowa jest ogromna i cały czas się pogłębia, bo każdy kolejny rząd nie robi NIC, żeby próbować tu personel zatrzymać! Tego nie da się naprawić w rok ani w 10 lat. Ja jestem tylko szaraczkiem, ale podpowiem Pani, Pani Premier – żeby załatać tą dziurę, nie wystarczy „zwiększyć nabór na studia”. Bo co z tego, że będzie więcej studentów medycyny, pielęgniarstwa czy ratownictwa, skoro ledwo po studiach za chlebem pojadą na zachód? Muszą Państwo jako rząd zachęcić nas do pozostania w naszym kraju – i zachęcić tych, którzy wyjechali, żeby wrócili. Po cichu dodam, że na razie Państwu nie wychodzi.

Likwidacji biurokracji nawet nie chce mi się komentować. Rosnące sterty papierów, kolejnych dokumentów i druczków do wypełnienia to codzienność czy lekarza, czy pielęgniarki, czy każdego, kto ma jakikolwiek związek z medycyną. Już dochodzimy do etapu, że lekarz ma dla pacjentów na oddziale po 5 minut dziennie, bo potem tonie w papierologii.

Podwyżka a la Radziwiłł: divide et impera

Napisano, że 1 lipca 2017 weszła ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w służbie zdrowia. No fajnie, mamy październik. Moja zawrotna podwyżka 93zł brutto na razie nie ujrzała światła dziennego, pensja jaka była wcześniej, taka jest i teraz. Rozumiem, że przyjdzie wyrównanie wraz z odsetkami?

W dodatku Pan, Panie Ministrze, chwali się „podwyżką 1200 zł dla rezydentów”! Uściślijmy więc – po pierwsze, to nie podwyżka, tylko „dodatek motywacyjny”. Dodatek jak to dodatek, w każdej chwili można zabrać. Po drugie, nie dla wszystkich, a dla sześciu wybranych specjalizacji. Moja na przykład nie dostanie, mimo że cały czas figuruje jako „deficytowa” – to w końcu jest deficyt czy nie?

Po trzecie, nie dla wszystkich rezydentów tych specjalizacji, a jedynie... dla nowych. Czyli, innymi słowy, już wkrótce kolega rezydent, który jest na 5. roku specjalizacji, będzie przyuczał nową koleżankę, która będzie zarabiała 1200 zł więcej od niego? Wspaniały pomysł, Panie Ministrze. Divide et impera, lata lecą, a to wciąż aktualne. Wie Pan co? Nie uda się Panu.

Kolos na glinianych nogach

Kiedyś Muniek Staszczyk śpiewał: „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”. Mam wrażenie, że tak samo zwraca się Pani rząd, Pani Premier, do głodujących od 2 października medyków w Szpitalu Pediatrycznym w Warszawie. „Rezydenci, jest super, więc o co Wam chodzi?”. Chodzi m.in. o to, żeby udało się wreszcie z Panią spotkać, po 2 latach prób i dobijania się do Pani gabinetu, bo nigdy nie ma Pani czasu dla medyków.

Pani Premier, Panie Ministrze, ci głodujący lekarze w Warszawie w ten rozpaczliwy sposób wołają o pomoc. O ratunek dla umierającej „służby” zdrowia. Nie wierzę, że nas nie słyszycie. Dlaczego nie chcecie nam pomóc?

Wyliczając wszystkie patologie systemu ochrony zdrowia, zapisałabym pewnie ze 100 stron A4 i kto by chciał to czytać. Spróbuję zatem podsumować mój przydługi już wywód.

System ochrony zdrowia w Polsce to kolos na glinianych nogach. Te gliniane nogi to lekarze, pielęgniarki, położne, ratownicy, dietetycy, psychologowie i wszyscy inni pracujący w „służbie” zdrowia. Te gliniane nogi zaczęły już jakiś czas temu się chwiać – bo zaczyna brakować gliny. Bo pracownicy wyjeżdżają, bo się przekwalifikowują, bo przechodzą na emeryturę. W którym momencie te gliniane nogi będą już tak cienkie, że nie utrzymają kolosa i system runie z hukiem? Myślę, że już niedługo. Myślę, że wszyscy (którym oczywiście będzie dane tego dożyć – bo przy obniżeniu wyceny za świadczenia związane z ratowaniem ludzi po zawałach serca to już nie jest takie oczywiste) będziemy niedługo świadkami pięknej katastrofy.

W związku z tym, że wyrzuciłam z siebie chociaż ułamek tego, co wszystkim medykom leży na sercu, chcę zadać króciutkie pytania Pani Premier i Panu Ministrowi. Jak my, medycy, mamy pracować w tym chorym systemie? I jak ma w nim funkcjonować polski pacjent?

Krótko mówiąc, jak żyć, Pani Premier?

Z poważaniem, Rezydentka

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    >Nie wierzę, że nas nie słyszycie.

    Słyszą, słyszą.
    Tylko mają Was (i nie tylko Was) w d...
    Nie pasujecie z tym protestem do oficjalnej i jedynej dopuszczalnej wizji "dobrej zmiany".
    Pan minister na pewno jest bardzo niezadowolony że mu psujecie takie ładne opowieści jak to się w polskiej opiece zdrowotnej dobrze dzieje.
    @slav_
    Warto to zapamiętać kiedy "pan Minister" zachoruje poważnie i będzie w rękach lekarzy...
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @inkwizytorstarszy
    Spokojnie, na pewno stać go na prywatne ubezpieczenie zdrowotne lub na opiekę medyczną za granicą.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    władza zawsze sie wyżywi i wyleczy a reszta może zdychać
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Ma być przecież od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. Jak ktoś umiera to znaczy, że Bóg tak chciał.
    Lekarze, dopóki nie przestaniecie leczyć kleru i polityków wraz z ich rodzinami Wasz głos pozostanie głosem wołającego na puszczy.
    Współczuję Wam, że już na samym początku kariery zawodowej tracicie wszelkie złudzenia.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    świetny list, gratulacje

    kasa to sumie jest tylko nie dla personelu medycznego ale np. dla pisowskiej SA szumnie zwanej WOT

    Zdrowia serdecznie życzę :)
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Aktualnie rządzący wydali kasę z polecenia Kościoła Kat. na rozmnażanie się owieczek.
    Na ich leczenie już nie będzie pieniążków... (oni jeszcze tego nie wiedzą...)
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    a moze pienądze pzreznaczne na kościół przerzucić na ochronę zdrowia? tak na początek.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Miliardy dla watykanskiej mafii sa wazniejsze od zdrowia Polakow! A pogrzeby to zrodlo jeszcze wiekszych dochodow dla ludobojczej organizacji! Chrzciny rowniez, zwlaszcza noworodkow bez mozgu!
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    To może zamiast strajkować głodowo, to po prostu jak ma się wolne nie przychodzić do pracy, nie odbierać telefonu... No nie wiem, ale podobnie jest i w innych miejscach. W stanach to podobno ma się jeszcze mniej niż u nas dni urlopowych. Pamiętam jak zaraz po studiach na rozmowie o pracę zostałem zapytany jak długo byłbym w stanie pracować dziennie. Odpowiedziałem że 12h i miałem rację. Natomiast tak można pracować dzień dwa trzy... Niektórzy nie mają dnia wolnego od kilku lat... ale najważniejsze... Kto z nas umierając powie "za mało spędziłem czasu w pracy" :) A ze służbą zdrowia nie jest najlepiej rzeczywiście i zamiast reformy szkolnictwa powinna być reforma sz natomiast reforma sensowna a nie te ruchy pozorne pisu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0