Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jakie są Wasze doświadczenia z korpo? Czekamy na opinie: listy @wyborcza.pl

"Człowieku, ja to nigdy do korpo nie pójdę. Do tych szczurów i krwiopijców? W życiu! Pracuję 21 h na dobę. Żyły wypruwać warto tylko dla siebie". Z korpo odchodzą nudziarze. Prawdziwy bohater korporację rzuca. Rzuca, by zauważyć zmieniające się pory roku. Dostrzec babie lato, Drogę Mleczną, szadź, szron, mgłę i takie tam. Nie można odejść zwyczajnie. Trzeba z rozmachem, żeby inni mogli przeczytać: „Były pracownik korpo otworzył wypożyczalnię wielbłądów”.

Z korporacją jest jak ze starożytnym Rzymem – on niósł pewną cywilizację. Miała minusy, jednak plusy też przecież były. Śmiejemy się z ludzi chodzących w identycznych garniturach, ale z brodaczy i trampkarzy pijących kawę w Charlotcie również można się wyśmiewać. W końcu wyglądają tak samo.

W tekście „Randka korpo i start-upu” Ewy Wołkanowskiej-Kołodziej wypowiada się wielu korposzczurów, a pod tekstem rozgorzała dyskusja między naszymi prenumeratorami (to oni mogą komentować na forum), jak to jest w tych korporacjach: są krwiopijcami czy nie? Oto kilka Waszych opinii.

 specmacher:

Nigdy nie uwierzę w korpo, gdzie siedzi się do 21. A jeśli się siedzi, to na pewno nie za darmo, każda godzina jest płatna. Wiem, bo pracuję, pracuje moja rodzina i znajomi. W korpo zazwyczaj czas pracy jest elastyczny, średnio trzeba pracować 40 godz. w tygodniu, czyli zgodnie z kodeksem pracy, i często jest możliwość pracy z domu kilka razy w miesiącu. Standardem jest darmowa opieka w Lux Medzie, karta MultiSport, czasem laptop, samochód. Zarabia się powyżej średniej krajowej, w wielu niewiele się robi (standardowo pracuje się 2 godz. dziennie, reszta to kawka, pogaduchy, spacery między pokojami, boxami). Nie wiem, skąd wziął się stereotyp korporacji, która jest bezdusznym krwiopijcą. Dużo to ludzie pracują w małych firmach, warsztatach, fabrykach, biurach rachunkowych. Tam nie ma czasu na siku, a w korpo niektórzy mają czas na oglądanie seriali, wystarczy odbić kartę i przesiedzieć 8 godz. W korpo jest luz - zagraniczne wyjazdy, meetingi, wyjścia płatne kartą korporacyjną, benefity i możliwość zmiany stanowiska wewnątrz organizacji, jak i szybka zmiana na inną podobną korpo.

I nie tylko w IT, w bankowości jest podobnie, tak samo w marketingu, gdzie projekty trwają miesiącami. Złą opinię korpo robią młodzi ludzie, którzy nigdzie indziej nie pracowali, wydaje im się, że może być lepiej, bo nie znają realiów małych firemek, gdzie ludzie zaiwaniają od rana do wieczora o głodzie i chłodzie za 2300 netto. Przychodzi taki student do korpo, który wcześniej pięć lat balował i nie trzeźwiał, to nawet przymus tylko siedzenia 8 godz. bez piwa to jest problem, i bredzi do rodziców, jak to jest ciężko, i fama korpo krwiopijców trwa.

 mamsoni

Potwierdzam w całej rozciągłości, jestem weteranką wielu korpo i nie chciałabym mieć innego pracodawcy - jest graniczące z pewnością podejrzenie, że w „normalnej" niekorporacyjnej pracy, gdzie trzeba zasuwać od 8 do 16, zwyczajnie bym sobie nie poradziła, bo przywykłam do luzu, przerzucania się mailami, raportu z nicnierobienia co 2 tyg., czasem spinka, bo projekt trzeba skończyć albo klienta dopieścić - wtedy wszyscy padamy na twarz, pijemy dużo kawy i okupujemy non stop ekspres, opowiadamy w kuchni jaki zapieprz i wychodzimy ok. 18, żeby nikt nie miał wątpliwości, jak nam ciężko... Za to wszystko płacą kilka średnich krajowych, dają prywatną opiekę w Medicover całej rodzinie, karnet na basen i na siłkę, ryczałt na samochód albo auto służbowe, komórkę bez limitów, dwa laptopy (jeden do domu, ale nie pamiętam, kiedy go otwierałam służbowo) i takie tam drobiazgi, jak dofinansowanie do wczasów, do kolonii dzieci, do zakupu sprzętu sportowego, kartę lunchową, wyjazdy integracyjne za granicą w modnych kurortach itp. Branża IT, ale znam korpo z innych branż (farmaceutyki, FMCG, chemia, energetyka), gdzie nie mają gorzej...

 drbibitus

Najdłużej pracowałem od 8 do 22, czyli bite 14 godzin, reklamacja klienta, powszechne wzmożenie jakościowe..., ale za to szef dał mi dzień wolnego, tak od siebie, bez info do kadr, ot tak po prostu, można? można.

A Drogę Mleczną to najlepiej widać na środku Atlantyku, pośrodku nocy, z samolotu, w podróży służbowej, opłaconej przez korpo... ;)

 ahahaa

Rzeczywistością polskich korporacji jest to, że zwykli pracownicy (95 proc.) zarabiają tam 2000-2500 na łapę, często na umowie-zleceniu, mają ekskluzywną kartę na opiekę medyczną, w której mają opcję współpłacenia (czytaj: za każdą wizytę, w której nie leczysz kataru i gorączki - płacisz od 50 do 90 proc., czekając na wizyty od tygodnia do czterech), superkartę na siłownię, która w zwykłym wariancie w osiedlowej siłowni blisko domu kosztuje całe 120 zł za miesiąc. I to by było na tyle.

No i w korpo różnica jest taka, że nie drze się na ciebie pan z wąsem, tylko pan w garniturku i pani w żakieciku. Bo mu dedlajn minie, a wtedy na niego będzie się darł inny pan w garniturku i pani w żakieciku - a on tego strasznie nie lubi :)

Powyższy tekst chwilowo nie dotyczy IT, ale i tam już są osoby, które są „informatykami", co zarabiają 2000 netto na m-c.

A i jeszcze świeża historyjka z dużego korpo finansowego - pracownica, która była liderem sprzedaży produktów finansowych i zarabiała śmieszne pieniądze jak na swoje wyniki, poszła po podwyżkę, ponieważ dostała ofertę pracy z innego konkurencyjnego korpo. Nie dostała jej i się zwolniła. Za chwilę po jej zwolnieniu identyczną podwyżkę dostała osoba pracująca z nią równolegle w starej pracy, choć wyniki miała żenujące - tylko po to, aby nie odeszła i nie demotywowała zespołu - który wtedy by się rozpadł :)

Więc jak ktoś nie kocha korpo, to sami widzicie, co traci.

 serioserio

Plus nie ma żadnego rozwoju zawodowego, bo większość polskich korpo to centra usług wspólnych, gdzie świadczymy najprostsze usługi jako tania polska siła robocza. Prędzej czy później czuje się, że jesteśmy tylko peryferyjnym zapleczem, bo benefitów jakoś mniej, nie ma tyle szans, praca jest odtwórcza, a na dodatek nie lubi się ambitnych, bo tacy szybko się wypalają i frustrują, plus za szybko orientują, że opowieści o rozwoju zawodowym, szansach i innowacjach to tylko zasłona dymna opowiadana polskim absolwentom, którzy są często lepiej kwalifikowani niż ich odpowiednicy na Zachodzie, zarabiający 4-5 razy więcej. Najbardziej premiowane jest posłuszeństwo i przyjmowanie pomysłów menedżerów na klatę, bo mimo że niby ma być niehierarchicznie, to jakoś jest polski folwark. Zamordyzm nie jest wprost, że ktoś ci powie, że masz zamknąć mordę, ale za to uwali cię na ocenie końcoworocznej albo załatwi w HR-ach, że nie dostaniesz się dalej w żadnej wewnętrznej rekrutacji.

 HaryPota

Przez 15 lat nie dotknął mnie zamordyzm w korpo. A co zabawniejsze: im większa i bardziej renomowana korporacja, tym większy luz i nieróbstwo. Zgadzam się też z tym, co napisała kolejna osoba: cała masa ludzi zarabia stosunkowo niedużo jak na korpo, ale oni są głównie z tych, którzy się nie przemęczają i robią tylko to minimum, które jest wymagane. Jeżeli ktoś ma odpowiednie nastawienie (i predyspozycje psychiczne i nie daje się zniechęcić), to awansuje i zaczyna zarabiać. Pieniądze są fajne i uzależniające, i trudno o takie, pracując na własny rachunek (przynajmniej na początku). Stąd moja strategia: ja w korpo pracuję na budżet domowy, żona prowadzi własną firmę. Jeżeli się rozkręci, to ucieknę z korpo.

Praca w korpo jest wypalająca, jak się pracuje w Polsce. W sumie i tak wszystkie najważniejsze decyzje są podejmowane w centrali, gdzieś tam, a nasze decyzje często były zmieniane.

 kac

Dlatego że korporacje są pełne kasy (z której płacą pensje), a start-upy pełne są entuzjazmu (za który śniadania nie kupisz)...

 pe_ro

Od trzydziestu lat sam dla siebie jestem szefem. Udało mi się zrealizować motto: pracuję, aby żyć, a nie żyję, żeby pracować. Jestem również szczęściarzem, ponieważ praca była jednocześnie moim hobby. A rada dla młodych ludzi - jeżeli coś robisz, staraj się to zawsze robić dobrze.

 ben_gas

Moje doświadczenie jest takie, że nigdzie nie ma tak dobrze jak w korpo. Płatne (lub do odbioru) nadgodziny, możliwość pracy z domu, w elastycznych godzinach, mityczne benefity pozapłacowe (dofinansowania do żłobków, przedszkoli, kursów językowych, certyfikatów zawodowych, opieka medyczna, karta MultiSport, bilety do kina, owoce w biurze, rabat w wybranych stołówkach, bony świąteczne, tzw. relaxing room z piłkarzykami czy PS4) nie są mitem, ale twardą rzeczywistością. Dodatkowo można pracować na zmiany, 3 albo 4 dni w tygodniu (ale 40 h musi się zgadzać), plus jest opcja pracy u klienta w innym kraju, na innym kontynencie. I parę innych.

Tego nigdy nie miałem u polskiego prywatnego przedsiębiorcy (typowy Janusz, ale bez wąsa), u którego musiałem robić dosłownie wszystko, nierzadko 12 h dziennie, a największym bonusem było 50 zł na święta Bożego Narodzenia.

Dopiero w korpo poczułem, jak to jest być w domu przed 18, mieć czas dla siebie i rodziny. Kobiety w korpo też źle nie mają - jeśli któraś chce rodzić dzieci, to korpo (oprócz budżetówki) jest idealnym wyjściem. Nie ma obaw, że zwolnią, do tego ma kilka miesięcy macierzyńskiego. W moim korpo kobiety korzystają z tego i zachodzą w ciążę, a potem wracają do pracy bez problemów.

Nie wiem, kto wymyśla te bzdury o „złym korpo", ale w Krakowie jest kilkadziesiąt tysięcy takich ludków jak ja i mit rzucenia wszystkiego i pojechania w Bieszczady funkcjonuje raczej jako żart branżowy aniżeli alternatywa dla „korpokrwiopijcy".

****

Jakie są Wasze doświadczenia z korpo? Czekamy na opinie: listy @wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.