Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdybym popełniła zbrodnię, nawet najcięższą, za którą by mi wymierzono karę dożywocia, to stanęłabym przed sądem, który by mi postawił konkretne zarzuty, podając odpowiednie paragrafy z przepisów prawnych, które naruszyłam, a które przewidują taką a nie inną karę; miałabym możliwość wypowiedzenia swojej opinii w tej sprawie i patrzenia w oczy oskarżycielowi i sędziemu; miałabym prawo do skorzystania z pomocy prawnej przed rozprawą sądową i w jej trakcie.

A kiedy już wyrok by się uprawomocnił i trafiłabym do więzienia, to miałabym tam dach nad głową, codzienne utrzymanie i ubranie, dostęp do książek, radia i telewizji, bez konieczności martwienia się, skąd wezmę co miesiąc pieniądze na zapłacenie za to wszystko.

Zabrano mi rentę

Decyzja o zabraniu mi ponad połowy dotychczas otrzymywanej renty rodzinnej, która zapadła gdzieś poza mną, bez uprzedzenia i możliwości zgłoszenia najmniejszych zastrzeżeń, to wyrok znacznie bardziej godzący we mnie niż opisana wyżej sytuacja zbrodniarza.

Mnie bowiem skazano zaocznie, bez wskazania winy, bez możliwości obrony, a wyrok ten oznacza, że kiedy zapłacę za leki niezbędne w mojej sytuacji, gdy walczę z chorobą nowotworową, a także za mieszkanie, energię, gaz, telefon, telewizję (a są to opłaty stałe, według ustalonej taryfy), to na jedzenie, ubranie, środki czystości itp. „drobiazgi” niezbędne człowiekowi do życia od 1 października 2017 roku nie będę miała ani złotówki.

Oto jak wygląda prawo i sprawiedliwość w rzeczywistości tysięcy ludzi, którzy znaleźli się podobnej do mnie sytuacji.

Proszę, piszcie o tym, nagłaśniajcie te haniebne przejawy bezprawia i pogardy dla tych, którzy jeszcze żyją, choć urodzili się w minionej epoce i zdaniem obecnie nam „panujących” nie mają prawa do dalszego życia. Niech nas wszystkich zamkną w więzieniu, gdzie przynajmniej dają jeść, albo niech postawią pod ścianą i rozstrzelają, bo na śmierć głodową skazywano ostatnio w czasach hitlerowskiego apogeum.

Nawet nie mają odwagi się pod tym podpisać

A teraz kilka słów o mnie. Jestem starą, samotną kobietą. Mam 76 lat i od ponad roku walczę z chorobą nowotworową. Po zdiagnozowaniu raka piersi przeszłam już operację, chemioterapię i radioterapię, a obecnie mam przed sobą jeszcze długie miesiące przyjmowania dalszej kuracji w postaci zastrzyków (herceptyna).

Utrzymywałam się dotychczas z renty rodzinnej, którą mi przyznano po śmierci męża, a która wynosiła 3200 zł. Musiałam z niej skorzystać, bo moja emerytura po 44 latach pracy wynosiła 1438 zł, co nie pozwoliłoby mi na opłacenie mieszkania i innych rachunków, a także w miarę godny poziom życia (jeszcze przed chorobą). Mój mąż (który nie żyje już ponad trzy lata) przez ostatnie 30 lat swojego życia nie pracował w żadnym z organów wymienionych w ustawie dezubekizacyjnej, zaś za okres pracy w PRL został zlustrowany i nie postawiono mu żadnych zarzutów ani nie obniżono przysługującej mu emerytury.

Teraz cała „wina” spadła na mnie, choć ja nie miałam nigdy żadnego związku z tymi instytucjami ani nawet nie należałam do żadnej partii politycznej.

System demokratycznego państwa prawa, o czym tak często słyszymy obecnie z ust najwyższych czynników rządzących, nie zna sytuacji, aby za winy (rzekome czy nawet udowodnione), karać żonę.

Jak zatem nazwać działania naszych władz? Decyzje o drastycznym obniżeniu rent i emerytur, które docierają do tysięcy ludzi, łamiąc ich życie, a ich samych wyrzucając na daleki margines z piętnem „komunistów i złodziei”, nie są podpisane przez nikogo z władz państwowych.

Nawet dyrektorzy odpowiednich departamentów nie ujawniają tu swego nazwiska. Jest tylko pieczątka starszego aprobanta Wydziału Ustalania Świadczeń MSWiA. I tyle. I... aż tyle!

Proszę redakcję o nieujawnianie moich danych.

Warszawa 5.09.2017 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.