Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O absurdach tzw. ustawy dezubekizacyjnej, czyli o tym, jak imię rzekomej
sprawiedliwości społecznej, w ramach odpowiedzialności zbiorowej, można zniszczyć
życie i dorobek wielu funkcjonariuszy policji, pozbawiając ich godności, dobrego imienia, dumy z osiągnięć zawodowych oraz prawa do gwarantowanych przez Rzeczpospolitą Polskę świadczeń emerytalnych wynikających ze szczególnego charakteru służby na rzecz bezpieczeństwa państwa i jego obywateli.

Oto historia mojej służby w Policji 


Gdy w marcu ubiegłego roku byłem odpowiedzialny, jako Naczelnik Wydziału Prezydialnego Centrum Szkolenia Policji, za organizację w Policyjnym Centrum Dowodzenia odprawy Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusza Błaszczaka z szefami podległych służb podsumowującej stan przygotowań do zabezpieczenia Szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży nie przypuszczałem, że sukces organizacyjny tego przedsięwzięcia zbiegnie się z wyartykułowanym publicznie przez Wiceministra tego resortu Jarosława Zielińskiego oczekiwaniem, aby policjanci przyjęci do służby przed 1990 rokiem przestali pełnić funkcje kierownicze. Wyrażone przez niego stanowisko MSWiA, jak się później okazało, było równoznaczne z zakończeniem mojej kariery w Policji.
To był jednak dopiero początek zdarzeń, który doprowadził do sytuacji, w której emeryturę mundurową za wiele lat wyczerpującej służby (4 lata w Milicji i 26 lat w Policji), będę otrzymywał przez jeden miesiąc (wrzesień br.), po czym na mocy wspomnianej ustawy od października zostanie mi ona drastycznie obniżona.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że wprowadzony w tzw. ustawie dezubekizacyjnej górny limit mojej emerytury równy poziomowi średniej ZUS powoduje konieczność wyliczenia po 0% (a nie po 2,6%) podstawy wymiaru za każdy rok służby nie tylko okresu do 1990 r., ale również połowy okresu mojej służby dla demokratycznej RP (dla przypomnienia, więźniowie mają przelicznik 0,7%).
To nie wszystko – bez względu na to, ile lat taki policjant będzie aktywny zawodowo, jego emerytura nigdy nie będzie mogła być wyższa niż tzw. średnia zusowska.

Czas na wyjaśnienie, czym sobie zasłużyłem na te represje ze strony polityków partii rządzącej i jak stałem się zaraz po odejściu na emeryturę ustawowym „funkcjonariuszem totalitarnego państwa”. Otóż zaliczono mnie do grona: oprawców, zbrodniarzy i morderców -  funkcjonariuszy SB odpowiedzialnych za śmierć Księdza Jerzego Popiełuszki, którzy nie mogą mieć prawa do szczególnych przywilejów i emerytury mundurowej, choć byłem w tamtych czasach uczniem liceum ogólnokształcącego.
Niemożliwe też, bym „zwalczał opozycję w stanie wojennym”, jego ogłoszenie związane było bowiem z przedłużeniem moich ferii zimowych podczas nauki w szkole podstawowej. Piszę o tym ze smutną refleksją, ale nie mogę wykluczyć, iż w rozumieniu ustawodawcy moja edukacja szkolna na wszystkich poziomach stanowiła służbę totalitarnemu państwu. Prawdopodobnie dlatego, że można do niej zaliczyć naukę w szkole oficerskiej w Legionowie ukończoną w maju 1990 r., właściwie po transformacji ustrojowej, gdy od roku Premierem RP był Tadeusz Mazowiecki, a Służba Bezpieczeństwa była po ostatnim stadium likwidacji i przekształcenia w Urząd Ochrony
Państwa.
Powyższe wynika z faktu, iż w omawianej ustawie za służbę na rzecz totalitarnego państwa uważa się bycie m.in. słuchaczem Wyższej Szkoły Oficerskiej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Legionowie i (powstałego po jej przekształceniu) Wydziału Bezpieczeństwa Państwa Akademii Spraw Wewnętrznych, w której pod koniec lat 80. kształcili się funkcjonariusze nie tylko SB, ale również innych służb mundurowych, w tym Milicji.
To jest właśnie mój przypadek.
Trzyletnie stacjonarne szkolenie oficerskie rozpocząłem jako bardzo młody milicjant, a po jego zakończeniu i obronie pracy dyplomowej z zakresu społecznych uwarunkowań
przestępczości nieletnich jako niespełna 23-letni podporucznik Milicji powróciłem do macierzystej jednostki WUSW w Siedlcach, gdzie zostałem przyjęty do służby w Policji, w pionie kryminalnym, z zachowaniem pierwszego stopnia oficerskiego - podkomisarza.

Nigdy nie byłem na etacie SB

Jak widać z przedstawionego przebiegu mojej służby, w aparacie bezpieczeństwa PRL nie przepracowałem nawet jednego dnia, nigdy nie byłem na etacie SB, nie zgłosiłem też akcesu wstąpienia w szeregi tej formacji. Z tego też względu żadna komisja weryfikacyjna nie widziała powodu do wzywania mnie przed swoje oblicze. Zdobyte kwalifikacje oficerskie od początku wykorzystywałem jedynie w służbie III RP.

Moja droga zawodowa, poczynając od stanowiska asystenta Wydziału Kryminalnego Komendy Rejonowej Policji w Siedlcach zajmującego się zwalczaniem pospolitej przestępczości, poprzez kierownika Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach, a kończąc na stanowisku naczelnika Wydziału Prezydialnego Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, przypadła na okres po 1990 roku, w wolnej demokratycznej Polsce.
Reasumując, należy podkreślić, iż awanse oficerskie na stopień: komisarza, nadkomisarza, podinspektora, mł. inspektora, przez 26 lat służby w Policji nie byłyby możliwe bez uznania przez władze wolnej demokratycznej Polski moich kwalifikacji zawodowych związanych z ukończeniem Wydziału Bezpieczeństwa Państwa Akademii Spraw Wewnętrznych w zakresie Prawno-Administracyjnej Ochrony Porządku Publicznego, który był analogiczny do tego, jaki kończyli absolwenci Wydziału Porządku Publicznego ASW w Szczytnie, którym nikt nie zarzuca służby totalitarnemu państwu w trakcie nauki w szkole oficerskiej.
Ten absurd i elementarny brak logiki zauważył Przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych poseł Arkadiusz Czartoryski, który zgłosił poprawkę do tzw. ustawy dezubekizacyjnej (popartą w imieniu rządu przez Sekretarza Stanu w MSWiA Jarosława Zielińskiego), uzasadniając ją następująco:
„(…) chodzi w niej o to, że proponuję pozostawienie w ustawie tylko tych słuchaczy i studentów, którzy faktycznie pełnili służbę w Służbie Bezpieczeństwa. Pozwala to na wyjęcie spod regulacji ustawowej tych wszystkich, którzy byli w milicji i straży pożarnej (…)
Jak łatwo się domyślić, ani Instytut Pamięci Narodowej (IPN), ani Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA (ZER) nie przejął się tym ustawowym wyłączeniem. O zaniechaniu jakiegokolwiek sprawdzenia przebiegu służby przez ZER świadczy opublikowane na stronie www.zer.gov.pl następujące oświadczenie: organ emerytalny nie jest uprawniony do weryfikowania okresów służby na rzecz totalitarnego państwa, wskazanych przez IPN(…)".

To się nazywa przywracanie sprawiedliwości społecznej

Jest to tym bardziej bulwersujące i skandaliczne w sytuacji, gdy w kierowanym do mnie
piśmie z dnia 01.03.2017 r. Naczelnik Wydziału Udostępniania IPN stwierdza m.in.: „sporządzając informację o przebiegu służby IPN, nie dokonuje analizy ani nie ocenia, jaki był zakres wykonywanych czynności i zadań służbowych (…), rozstrzygnięciem władczym o indywidualnych prawach i obowiązkach byłego funkcjonariusza pełniącego służbę na rzecz totalitarnego państwa jest dopiero decyzja właściwego organu emerytalnego w przedmiocie ponownego ustalenia prawa do świadczenia emerytalnego i jego wysokości (…), jeśli decyzja organu emerytalnego zostanie zaskarżona, to sąd powszechny rozstrzygnie merytorycznie co do istoty sprawy”.
Mam więc do czynienia z dwoma państwowymi organami przerzucającymi się odpowiedzialnością, brakiem wnikliwości i rzetelności przy realizacji zapisów przedmiotowej ustawy i odesłaniem po merytoryczne rozstrzygnięcie do sądu. Warto przypomnieć, że chodzi o grupę ok. 50 tys. funkcjonariuszy i sprawy ciągnące się latami. To jest właśnie przywracanie sprawiedliwości społecznej w ramach niedopuszczalnej w demokratycznych państwach zasady odpowiedzialności zbiorowej.

 Coraz częściej wracam pamięcią do początków mojej służby 

To, że większość tych ludzi, szczególnie starszych i schorowanych, ze względu na skalę problemu żadnej sprawiedliwości nie doczeka, nikogo już nie interesuje. Oczywiście jest jeszcze kwestia coraz większego wpływu na wolne sądy Ministra Sprawiedliwości – polityka PiS, który głosował za przyjęciem tej represyjnej i niekonstytucyjnej ustawy, ale o tym staram się nie myśleć, wierząc w sędziowską niezawisłość i prawo do uczciwego procesu.
Ostatnio często patrzę na moje odznaczenia: Brązowy Krzyż Zasługi, Srebrną Odznakę
"Zasłużony Policjant", Medal "Za Długoletnią Służbę", Medal "Za Zasługi dla Obronności Kraju" – w związku ze sprawowanym nadzorem nad problematyką mobilizacyjno-obronną – i zastanawiam się, jak politycy jedną ustawą mogli sprowadzić te odznaczenia państwowe do nic nieznaczących „blaszek z wstążkami”. Myślę o swoich wielu wyróżnieniach i nagrodach, w tym od Ministra Spraw Wewnętrznych za wysoki profesjonalizm, osobiste zaangażowanie oraz wkład pracy w zapewnienie porządku i bezpieczeństwa podczas turnieju Euro 2012, od Komendanta Głównego Policji za udział w różnych projektach centralnych (Policyjne Centrum Dowodzenia, Kynologiczne Mistrzostwa Policji itp.) za poświęcenie oraz pracę na rzecz Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach, ale też o początkach mojej służby: konfrontacji z bandytami, rozpoznaniu środowiska przestępczego, melinach, zasadzkach przy porzuconych złodziejskich łupach, ludzkich zwłokach w różnym stadium rozkładu i nieprawdopodobnym, odbijającym się na zdrowiu stresie.

Biorąc to wszystko pod uwagę, słuchając polityków mówiących o nienależnych przywilejach, zastanawiam się, czy było warto, i pomimo że moje życie rozpada się na kawałki, nie mam wątpliwości, że tak. Te 30 lat trudnej i wymagającej służby na rzecz bezpieczeństwa państwa i jego obywateli to był niesamowity czas, przeplatany większymi i mniejszymi sukcesami, a czasami dotkliwymi porażkami. Nikt jednak nie odbierze mi dumy z oficerskiego stopnia, osiągnięć zawodowych, a także przekonania, że uczestniczyłem w czymś ważnym i wyjątkowym.

Na zakończenie, wracając niejako do punktu wyjścia, chciałbym podkreślić, iż przedstawiony na moim przykładzie problem dotyczy ponad stu absolwentów WBP ASW będących w analogicznej sytuacji, obecnie starszych oficerów Policji, w większości w stanie spoczynku: ekspertów, naczelników i komendantów jednostek różnego szczebla. Policjantów, którzy - co jeszcze raz należy zaznaczyć - nigdy nie byli funkcjonariuszami SB, zajmowali się zwalczaniem pospolitej przestępczości, a w aparacie bezpieczeństwa PRL nie przepracowali nawet jednego dnia. Tak właśnie wygląda, przywracanie elementarnej sprawiedliwości społecznej w ramach odpowiedzialności zbiorowej w „demokratycznym państwie prawnym”.

Nie chciałbym, by ten list był odbierany jako forma użalania się nad moim losem

Stanowi on jedynie kolejna próbę dotarcia do opinii publicznej i zmiany jej nastawienia do pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy oraz przerwania narracji o rzekomych „zbrodniarzach i oprawcach”. Z przykrością stwierdzam, że niewiele jest na ten temat rozsądnych wypowiedzi polityków, a także rzetelnych i obiektywnych programów oraz artykułów prasowych. Pomimo tego, iż ta ustawa niszczy godność i życie wielu porządnych ludzi, prawie nikt nie chce stanąć w ich obronie przed tym oczywistym bezprawiem, bojąc się zapewne miana „obrońcy ubeków”.
W ten sposób autorzy tzw. ustawy dezubekizacyjnej i inni przedstawiciele obozu rządzącego skutecznie uniemożliwiają jakąkolwiek rozsądną i merytoryczną dyskusję na ten temat. Chciałem też zwrócić uwagę na fakt, iż źródłem planowanych przez rząd oszczędności jest radykalne obniżenie emerytur mundurowych głównie za służbę po 1990 r. w wolnej Polsce funkcjonariuszom, którzy często mieli nic nieznaczące epizody w aparacie bezpieczeństwa PRL lub, tak jak ja, w ogóle w nim nie pracowali, natomiast trudno kwestionować (i nikt tego nie robi) ich dorobek oraz osiągnięcia zawodowe w III RP.

Radykalne obniżenie ich świadczeń emerytalnych, w ramach odpowiedzialności zbiorowej, stanowi niedotrzymanie zobowiązań ze strony Państwa, przez co zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego niewątpliwie dochodzi do naruszenia zasady zaufania do Państwa i stanowionego prawa. W tej kwestii wypowiedział się też Trybunał Konstytucyjny, który stwierdził, iż każdy funkcjonariusz organów bezpieczeństwa Polski Ludowej, który został zatrudniony w nowo tworzonych służbach policji bezpieczeństwa, ma w pełni gwarantowane, równe prawa z powołanymi do tych służb po raz pierwszy od połowy 1990 r., w tym również prawa do korzystania z uprzywilejowanych zasad zaopatrzenia emerytalnego. Służba w organach suwerennej Polski po roku 1990 także traktowana jest jednakowo, bez względu na to, czy dany funkcjonariusz uprzednio pełnił służbę w organach bezpieczeństwa Polski Ludowej, czy też nie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.