Zaproponowane rozwiązania dotyczące prezesów sądów zagrażają niezależnej pozycji sądów. Polemika z profesorem Widackim.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W oczekiwaniu na przedstawienie przez Pana Prezydenta projektów ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, które w założeniu mają być wstępem do reformy sądowego wymiaru sprawiedliwości, na łamach wielu tytułów prasowych głos zabierają znawcy tematu. Prof. Jan Widacki, który podzielił się z czytelnikami ostatniego "Magazynu Świątecznego GW" swoimi pomysłami w tym zakresie, wielkim autorytetem prawnym niewątpliwie jest.

Głos Pana Profesora i znanego adwokata jest niezwykle cenny nie tylko dlatego, że zawiera liczne konkretne wskazówki mające w jego przekonaniu usprawnić działalność sądów. Znaczenie przedstawionej argumentacji tkwi jednak gdzie indziej. Otóż pewien istotny fragment wypowiedzi Prof. Widackiego zawiera, że się tak wyrażę, bakcyl niebezpiecznej choroby, której trwanie i powolny rozwój doprowadziły do dzisiejszego kryzysowego stanu rzeczy.

Pan profesor Widacki myli się

Autor opinii jak najbardziej słusznie konstatuje, że przyspieszenie rozpoznawania spraw bez spadku jakości orzecznictwa wymaga zmian organizacyjnych.
Owe zmiany widzi jednak na obszarze prerogatyw procesów sądów, postulując zwiększenie ich uprawnień kontrolnych. Przechodząc do konkretów, Pan Profesor stwierdza, że owa kontrola oraz zarządzanie byłyby trudne, bowiem nie mogłyby dotyczyć sfery orzecznictwa i niezawisłości sędziowskiej.
Ale już kontrola punktualności wywoływania spraw, liczby wzywanych świadków na dany termin rozprawy czy zasadności przerw oraz odroczeń byłaby możliwa. Pewnie tak, z tym, że wymagałaby od prezesa znajomości wszystkich spraw w referacie każdego sędziego. Przecież by ocenić zasadność ogłoszenia przerwy w rozprawie czy potrzebę wezwania 10 świadków na dwugodzinną sesję sądu (przykład Pana Profesora), konieczne jest zapoznanie się z aktami sprawy, a przede wszystkim z treścią zeznań tychże świadków z toku postępowania przygotowawczego.
Dopiero nabyta po lekturze wiedza dawałaby danemu prezesowi prawo do rzetelnej oceny, czy sąd zmarnował czas świadków, wzywając ich w znacznej liczbie, choć wiedział, że zeznania, które będą składać, są obszerne i nie uda mu się przesłuchać wszystkich wezwanych. Otóż w warunkach średnich i dużych sądów jest to niemożliwe. Ale mniejsza o to.

Sedno wypowiedzi Pana Profesora, które spowodowało niniejszą polemikę, kryje się gdzie indziej. Otóż autor komentarza stawia tezę, że nie może dobrze zarządzać sądem ktoś, kto jest wybierany przez sędziów. Dlatego, w jego ocenie, prezesów sądów winien powoływać prezes sądu wyższej instancji albo minister sprawiedliwości. Oczywiście autor zastrzega, że nie może to być minister sprawujący jednocześnie funkcję prokuratora generalnego.

Społeczeństwo wyczuwa intuicyjnie, że zaproponowane rozwiązania dotyczące prezesów sądów zagrażają niezależnej pozycji sądów!

Odnoszę wrażenie, że Pan Profesor przebywał w ostatnich kilku tygodniach na długich wakacjach. Przecież właśnie od dnia, w którym ukazał się artykuł Prof. Jana Widackiego (12 sierpień 2017 r.), obowiązuje nowela prawa o ustroju sądów powszechnych, która wprowadziła możliwość odwoływania i powoływania prezesów sądów wszystkich szczebli właśnie przez ministra sprawiedliwości.
Między innymi przeciwko takiemu rozwiązaniu przez cały kraj przetoczyły się liczne lipcowe protesty, niestety w tym zakresie były one nieskuteczne. Niemniej pokazały, iż społeczeństwo wyczuwa intuicyjnie, że zaproponowane rozwiązania dotyczące prezesów sądów zagrażają niezależnej pozycji sądów.

Zwiększenie kompetencji nadzorczych prezesów wobec sędziów, przy istniejącym już porządku prawnym, w którym to wyłącznie minister sprawiedliwości powołuje i odwołuje prezesów sądów, prostą drogą prowadzi do naruszenia trójpodziału władzy i bezpośredniej obecności czynnika politycznego w sądach. W najmniejszy sposób sytuacji nie zmienia zastrzeżenie poczynione przez Prof. Widackiego, że funkcja ministra sprawiedliwości nie może być przy tym łączona ze stanowiskiem prokuratora generalnego. W ciągu ostatniego okresu osiemnastu miesięcy jesteśmy bowiem świadkami błyskawicznych trybów uchwalania kolejnych ustaw, bez odpowiedniej rozwagi oraz konsultacji. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, by nawet w przypadku rozłączenia w przyszłości funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, przy sprzyjającej większości sejmowej w ciągu kilku dni scalić je na nowo. Tak zresztą się stało jesienią 2015 r.

Zmiany w sądach absolutnie potrzebne

Rozwiązania ustrojowe w zakresie sądowego wymiaru sprawiedliwości winny być tworzone z myślą o złych czasach. Muszą być w nie implementowane swoiste bezpieczniki, które zadziałają, gdy ziści się zagrożenie dla trójpodziału władzy. Rozwiązania polegające na zwiększeniu kompetencji nadzorczych uzależnionych od ministra sprawiedliwości prezesów sądów, będących jego zakładnikami w procedurze powołania i odwołania, w sytuacji gdy określona siła polityczna zechce z nich skorzystać w celu podporządkowania sobie sądownictwa, znacznie by to ułatwiły. Byłaby to swoista bomba z opóźnionym zapłonem czekająca na detonację. Ponadto minister sprawiedliwości nawet niebędący prokuratorem generalnym pozostaje jednak politykiem, członkiem rządu, a więc prominentnym przedstawicielem władzy wykonawczej.

Zdecydowanie lepszym pomysłem jest alternatywne rozwiązanie proponowane przez Szanownego Pana Profesora, polegające na powoływaniu prezesów danego sądu przez prezesów sądów wyższej instancji. Ideałem byłoby zaś przyznanie tej prerogatywy pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego w ramach sprawowanego przez niego nadzoru nad działalnością administracyjną sądów powszechnych, co środowiska prawnicze postulują od lat. Ale jak skonstatował sam Profesor, prawników nikt już nie słucha.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem