Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Twierdzę, że część odpowiedzialności spoczywa na środowisku lewicy. Od dłuższego czasu mam ochotę zadać to pytanie: Czy rozmawiacie czasem ze swoją sprzątaczką? Tą, która zamiata klatkę schodową w waszym bloku?

Mieszkam w centrum Warszawy, 500 m od bramy Łazienek, wcześniej mieszkałem w Milanówku. Oba te miejsca pokazują, skąd tyle osób niezadowolonych z Polski. Popatrzmy. Biegnę wzdłuż bulwarów nad Wisłą. Modne knajpki budzą się do życia, młodzi, jak wynika z tekstów w prasie, najprawdopodobniej zatrudnieni na umowach śmieciowych ludzie, powoli sprzątają ogródki. Dwa kroki dalej ktoś zbiera mirabelki rosnące nad bulwarem. Nie robi tego hobbystycznie, zrobione z nich przetwory pozwolą przetrwać zimę.

Podobne obrazki widziałem w Milanówku, kilkaset metrów od willi wartych miliony. Kiedy idzie się ul. Belwederską, widać modne knajpki, głębiej, ktoś z odwiecznych mieszkańców pije ze słoika sok z kiszonych ogórków, dwie kobiety w drzwiach budynku, siedząc, obierają ziemniaki, popijają piwo i rozmawiają.

Poznałem ostatnio rodzinę, którą można by nazwać rodziną 500+. Samotna mama, tak mi się przynajmniej wydaje, nie pytałem o szczegóły, dwie córki, jedna wkraczająca w dorosłość, druga w wieku gimnazjalnym, syn na oko lat dziesięć. Mieszkają w jednym pokoju z ciasną kuchnią i maleńką łazieneczką. Nie narzekają, mają bieżącą wodę i nie muszą wychodzić za potrzebą na podwórko. Za ogrzewanie robi piec kaflowy, w którym pali się drewnem lub węglem, jeśli jest za co kupić.

Przez lata nikt się o takich ludzi nie upomniał, pozostali wiórem, ubocznym produktem przemian społeczno-politycznych. Lewica walczyła o prawa marginalizowanych mniejszości seksualnych, zapomniała o znacznie większej liczbie nie mniej wykluczonych, pozbawionych szans na wyjście w normalne życie.

W tej grupie narastał gniew i trudno się dziwić, że tak łatwo przemówiły do nich argumenty, że „tamci” się nakradli. Z racji swojego statusu ci ludzie są podatni na manipulacje i widząc, że ktoś wreszcie się nimi zajął, choć jest dla mnie jasne, że nie chodziło o pomoc czy przywrócenie godności milionom wykluczonych, nie widzą, że był to zwykły polityczny zabieg PiS.

Teraz będzie trudniej przekonać ich, że ktoś inny może być reprezentantem interesów osób zapomnianych przez III RP. Mam żal do przedstawicieli lewicy, że nie było ich na blokadach eksmisji na bruk, że tak mało walczyliście o dzieciaki z marginesów, którym trudno pokazać drogę w przyszłość, że niewiele było w Krytyce Politycznej walki o interesy ważnej i bardzo licznej grupy.

Mam żal do liberałów, bo jak mają się czuć czteroosobowe rodziny, które słyszą, że drobne 10 tysięcy euro to nie jest specjalna fortuna w sytuacji, kiedy jest to suma, za którą muszą przeżyć rok – zapłacić czynsze, jeść, wyposażyć dzieci do szkoły.

Może czas na chwilę rozmowy ze sprzątaczką, z mieszkańcem bloków na Dudziarskiej, klientem OPS-u, na zatrzymanie się nad ich godnością i człowieczeństwem.

Na pokazanie, że jakkolwiek Leszek Balcerowicz bardzo dużo dobrego zrobił dla Polski, to może jednak warto, żeby teraz trzymał się nieco na uboczu, bo dla wielu jest sprawcą ich nieszczęścia.

Ale przede wszystkim dlatego, że to, co było dobre i najprawdopodobniej niezbędne w roku 1989, teraz przyniosłoby więcej szkód niż pożytku. Nie łudzę się, że osoby popierające PiS zaczną głosować na kogoś opowiadającego się po ich stronie. Najprawdopodobniej zwyczajnie tego nie zauważą, zauważą to ci, którzy nie są gotowi głosować ani na PO i Nowoczesną, ani na PiS. Ludzie, którzy widzą, że skończył się czas neoliberalnych działań, a nastał czas na wprowadzanie większych prospołecznych mechanizmów.

Bo jakkolwiek wykluczeni, obdarzeni 500+, którzy w zeszłym roku pierwszy raz wyjechali na wakacje, którym trochę mniej brakuje do pierwszego, nie zaczną głosować na te siły, to mimo wszystko jesteśmy im winni uwagę i solidarność.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.