Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich latach łatkę faszystów często przyklejano organizacjom nacjonalistycznym i skrajnie prawicowym. Najczęściej jednak ich działania nie miały nic wspólnego z faszyzmem, a ich zachowania – choć o marginalnym zasięgu i znaczeniu – bywały pompowane do rozmiarów ogólnopolskiego problemu.

Dlaczego jednak dziś media, które zawsze troszczyły się o to, aby „faszyzm” nie zadomowił się w Polsce, nie nazywają rzeczy po imieniu? Dlaczego nie biją na alarm, że w Polsce władzę sprawuje partia, której działania są z ducha faszystowskie? Dlaczego, opisując jej działania, zadowalają się przymiotnikiem „antydemokratyczny”, nie mówiąc, czym Prawo i Sprawiedliwość jest w istocie?

Faszyzm ma wiele twarzy i wcale nie musi oznaczać powtórki działań Hitlera czy Mussoliniego. Jednak cechą wspólną państw opartych na modelu faszystowskim jest skierowanie do wewnątrz, zamknięcie i poczucie niezwyciężenia. Przywódcy tych państw są przekonani, że działając dla dobra i w imieniu narodu, nie mogą być przez nikogo ani przez nic ograniczani. Budują w narodzie poczucie siły i niezależności, jednocześnie kierując jego energię przeciwko wszystkiemu, co zewnętrzne.

Coraz bardziej uzależniają gospodarkę od państwa, wykorzeniając struktury gospodarki rynkowej. W końcu tworzą wewnętrzne struktury militarne do obrony swojej władzy. Efektem tej mieszanki jest państwo autorytarne, które nie toleruje przeciwników politycznych, swoich obywateli kontroluje i cenzuruje, żąda chorego przywiązania do wartości, którymi się kieruje, oraz umacnia w narodzie syndrom oblężonej twierdzy.

Prawo i Sprawiedliwość prowadzi właśnie taką politykę. Narodowi wpaja, że przeprowadzane „reformy” są konieczne, aby „powstać z kolan” i zbudować silne państwo. Jest to przykrywka do wysadzania kolejnych zabezpieczeń systemu demokratycznego, tak aby pełnię władzy skoncentrować w jak najwęższym kręgu. Kiedy nie będzie niezależnego sądownictwa, władza już formalnie spocznie w rękach posła Kaczyńskiego i jego najbardziej zaufanych ludzi. Kiedy nie będą poddani żadnym ograniczeniom systemowym, poznamy, czym jest państwo autorytarne.

Wszystko to ma na celu konsolidację narodu wokół projektu państwa zamkniętego, dla którego wszystko, co niezgodne z oficjalną linią, jest obce i potencjalnie niebezpieczne – kto jeszcze nie zgadza się z wodzem, ten w końcu będzie musiał. To właśnie swoisty paradoks ruchów faszystowskich, a dzisiaj PiS – mimo pozornej siły i niezłomności agresywnie bronią się przed konfrontacją ze wszystkim, co przychodzi z zewnątrz.

PiS buduje też swoje struktury militarne. Wojska obrony terytorialnej (WOT) to w zamyśle nic innego jak prywatna bojówka władzy, która ma służyć do pacyfikacji opozycji. W formowaniu się ruchów faszystowskich jest to element niezbędny, bowiem przeprowadzając reformy, które łamią porządek prawny w państwie, lepiej mieć za sobą lojalne siły. Trudności z formowaniem WOT to na pewno dla PiS problem. Ale też partia wie, że przy dość dużej społecznej obojętności na zamiany ustrojowe czas jeszcze ma.

PiS jedną kwestię na pewno dobrze rozumie. Dyktatura – jeżeli wprowadzana umiejętnie i stopniowo – spotka się z mniejszym sprzeciwem. W Niemczech lat 30. dojście nazistów do władzy nie wiązało się z żadnym rewolucyjnym przewrotem – zadecydowały o tym głosy wrzucone do urny. Mussolini we Włoszech też nie zbudował państwa faszystowskiego z dnia na dzień. Nie liczmy, że w Polsce jakieś rewolucyjne wydarzenie wskaże wszystkim: oto rodzi się faszyzm. Dziś wykuwa się on powoli, systematycznie każdego dnia i dlatego tak trudno go zidentyfikować.

Faszyzm to nie raz na zawsze zamknięty rozdział w historii świata, z którym można spotkać się tylko w książkach. Dlatego tak ważne jest, żeby właśnie teraz głośno mówić, czym w istocie jest Prawo i Sprawiedliwość.

Łukasz Gadzała, University of Birmingham

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.