Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czego zatem można oczekiwać od władzy, która na swoje usługi ma nie tylko wojsko, policję i prokuraturę, ale również media i sądy? I nie mówimy tu tylko o podporządkowaniu poprzez zasady, wedle których organy te mają działać, ale również o bezpośrednim, personalnym podporządkowaniu, gdzie najmniejsze nieposłuszeństwo może zostać ukarane przeniesieniem, utratą stanowiska bądź innymi represjami.

Czy aby kontrola demokratyczna w praktyce nie będzie zależeć od dobrej woli władzy?

Po pierwsze, władza będzie miała szerokie możliwości dotyczące kontroli rozpowszechniania informacji, zarówno w postaci szerzenia własnej propagandy, jak i cenzurowania i represjonowania odmiennych poglądów. Publiczne daniny sfinansują przekaz medialny do społeczeństwa. A „wichrzycielami”, którzy nie będą chcieli zrozumieć argumentów władzy, w tym i tych finansowych, zawsze będzie mogła zająć się prokuratura, czy to cywilna, czy wojskowa. Może wystarczyć, że ktoś będzie śmiał zbytnio odbiec od jedynego słusznego przekazu bądź choćby głosić go z niewystarczającą gorliwością i przekonaniem. Na najbardziej „opornych” czekać będą sądy, w których nastąpi odpowiednia selekcja sędziów, a właściwych wyroków dopilnują organy dyscyplinarne.

Zapewne będziemy świadkami spektakularnych sukcesów władzy i licznych wpadek opozycji.

Oczywiście po odsianiu z tej opozycji kryminalistów i zdrajców Narodu skazanych prawomocnymi wyrokami sądu.

Po drugie, to władza zdecyduje, kiedy i jak odbędą się wybory. Nie od dziś wiadomo, że ordynacja wyborcza ma kluczowe znaczenie dla wyników wyborów. Niedawno się dowiedzieliśmy, że władza ma innowacyjne pomysły dotyczące procedury liczenia głosów oraz zdecyduje o składzie Sądu Najwyższego, który te wybory będzie zatwierdzać. A wszelkie wątpliwości dotyczące zgodności z konstytucją zawsze może rozwiać Trybunał Konstytucyjny…

Czy możemy liczyć na dobrą wolę władzy?

Ilu polityków oddało władzę z własnej, nieprzymuszonej woli? Chyba trudno oczekiwać tego też od tych, którzy teraz centralizują władzę w swoich rękach. Przecież nie po to to robią, by zaraz oddać władzę.

Jeżeli teraz od ich woli będzie zależeć możliwość demokratycznej kontroli, to który scenariusz jest bardziej prawdopodobny:

1. Praca władzy w pocie czoła nad dobrobytem społeczeństwa czy

2. Maksymalne wykorzystanie władzy dla osiągania własnych korzyści kosztem społeczeństwa.

Jakoś w zachowaniu polityków nie widzę wysokich standardów moralnych. Dlatego przewiduję, że im mniejsze ludzie będą mieć szanse na obalenie władzy, tym bardziej ta władza będzie żyła na koszt społeczeństwa. A apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pół biedy, jeżeli chodzić będzie jedynie o koszty finansowe. Niestety mam obawy, że władza mocno też ograniczy podstawowe prawa i swobody obywatelskie.

To jest ostatni dzwonek?

Jeżeli władza przejmie kontrolę nad sądami i zacznie wykorzystywać posiadane narzędzia do utrzymania swojej pozycji, to prawdopodobnie wyczerpie to pokojowe możliwości zmiany sytuacji w Polsce. Być może właśnie mamy ostatnią możliwość odwrócenia sytuacji w sposób pokojowy. Jeżeli się to teraz nie uda, będziemy coraz bardziej zdani na łaskę i niełaskę władzy. A gdy okaże się, że jest to jednak niełaska, to w naszej dyspozycji pozostaną jedynie coraz mniej demokratyczne metody. Bądź pogodzenie się z losem.

Co można zrobić?

Obawiam się, że nie ma łatwej i przyjemnej recepty. Zagranica nie przyśle wojsk, by zrobiły porządek w Polsce, co najwyżej ograniczy współpracę i finansowanie, czego winni będą oczywiście ci, co nawoływali do interwencji zagranicy. Demonstracje uliczne w wielkich miastach również nie załatwią problemu, przynajmniej do momentu, gdy władza ma takie poparcie społeczne w innych regionach Polski.

Jedyny realny skutek mogą odnieść działania wpływające na elektorat obozu władzy bądź aktywizację osób dotychczas niegłosujących. Działania te mogą być przy tym całkowicie pokojowe i demokratyczne. Niestety, do tego trzeba opuścić bezpieczne środowisko, w którym krytyka poglądów raczej się nie zdarzy i udać się tam, gdzie poglądy te trzeba by wytłumaczyć, narażając się na różne przykrości. Czy to w świecie realnym, czy to w świecie wirtualnym. Niestety, trzeba zapomnieć o wygodnym milczeniu na tematy polityczne w obawie przed awanturą. Niestety, być może trzeba się będzie zmierzyć z trollami i hejtem. To i tak niewielka cena w porównaniu z tym, ile może kosztować odzyskiwanie demokracji z rąk władzy, która poczuje się bezkarna.

I pomimo podziałów, jakie mamy w społeczeństwie, sądzę, że możemy zgodzić się w kilku fundamentalnych kwestiach:

1. Moralność w polityce raczej nie jest szczególnie cenioną cnotą.

2. Ci, co z takim zapałem walczą o poszerzenie władzy, raczej łatwo jej nie oddadzą.

3. Im większą kontrolę władza będzie miała nad mediami, tym mniej będziemy wiedzieć, jak jest naprawdę.

4. Jak ludzie stracą realny wpływ na wybór władzy, to obietnice polityków przestaną być aktualne, a proporcja „strzyżenia” owiec w porównaniu z dbaniem o nie niebezpiecznie przechyli się w stronę tej pierwszej.

5. Im później zareagujemy bądź im bardziej podzieleni przy tym będziemy, tym mniejsze mamy szanse na zmiany, bądź tym więcej rewolucja będzie kosztować.

Jeżeli ci, co cenią demokrację w Polsce, nie będą w stanie przekonać tych, dla których standardy demokratyczne nie są ważne (w szczególności standardy kontroli władzy), to być może nie dorośliśmy jeszcze do tego, by w Polsce mieć demokrację.

***

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.