Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Państwo!

Niedawno ogłoszona została ścisła piątka poetów nominowanych do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Wśród nominowanych znaleźli się Tomasz Bąk, Jerzy Kronhold, Tomasz Różycki, Marcin Sendecki oraz Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Wyróżnieni zostali panowie w poważnym wieku, poza Tomaszem Bąkiem z 1991 r., który wygląda tu jak łaskawe dopuszczenie innego, nowego głosu – ale na zasadzie wyjątku. I żadnej poetki.

Nagroda imienia poetki, do której nie jest nominowana ani jedna poetka – cóż, tak to Państwo w tym roku wymyślili.

200 tys. zł nagrody

Zwracam się zatem do Państwa z uprzejmą prośbą o wytłumaczenie takiego stanu nominacji. Co wpłynęło na Państwa decyzję? Czy poetki nie piszą? Do skróconej listy 90 nominowanych przez kapitułę książek zakwalifikowało się 20 tomów poetek – a zatem piszą. Trudno powiedzieć, ile ich było pośród wszystkich nadesłanych tomów i czy ta relacja też wynosiła poniżej 1/4.

Można też wybierać inaczej – w tegorocznym internetowym konkursie „Browar za debiut” wśród 13 nominowanych znalazło się 7 poetek. Ktoś powie: parytet, ktoś inny – przypadek. A ktoś: warunki pracy – organizatorzy „Browaru za debiut” wykonują swoją pracę za darmo, anonimowo, a nagrodą w konkursie jest butelka browaru, jakieś 4 zł. Taki parytetowy przypadek właściwie się nie zdarza w konkursach z wielkimi nagrodami, wynagrodzeniem dla jury, spektakularną galą i obfitym bankietem, podczas którego najedzeni i napici przyjemnie sobie razem jedzą i piją. Członkowie kapituł – w większości krytycy literaccy – często są zatrudnieni na uczelni, więc praca w jury nie stanowi ich źródła utrzymania; w przeciwieństwie do poetów, którym nagroda pozwala przeżyć przez jakiś czas. Dla poetów i poetek nie ma etatów na pisanie wierszy. Władza jest po stronie uprzywilejowanej kapituły – i to ona ustala hierarchie, które decydują o włączaniu bądź wyłączaniu całych grup twórców.

Nagroda Wisławy Szymborskiej to najwyższa finansowo nagroda literacka w Polsce – wynosi 200 tys. zł. Wychodzi więc na to, że im więcej pieniędzy i prestiżu, tym mniej kobiet. Jednak poniżej 1/4 zakwalifikowanych to wciąż więcej niż zero w finale: im bliżej władzy, tym mniej poetek. Spójrzmy choćby na wielkie festiwale poetyckie: Poznań Poetów, Silesius Festiwal, Miasto Poezji czy Port Literacki – ich dyrektorzy i kuratorzy to bez wyjątku mężczyźni. To oni decydują o tym, kto zostanie zaproszony na festiwal – więc kto dostąpi przywileju otrzymania wynagrodzenia za spotkanie; to Państwo decydują, kto wygra 200 tys. zł. Reszta nie dostanie takiej szansy, zmuszona do pracy pozapoetyckiej, zarówno zarobkowej, jak i (bardziej obciążającej kobiety) domowej, co często staje się bezpośrednim powodem rezygnacji z pisania poezji, mimo chęci, umiejętności i talentu. Bezpłatne bądź skrajnie nisko płatne publikacje w czasopismach nie pozwalają temu zapobiec. Podobnie jak niewielkie, ograniczone stypendia. Nie jest to zatem bezpośrednie wyrzucenie z pracy czy uniemożliwienie pisania – to wrzucenie w takie warunki, które na to nie pozwalają. Dzięki temu decydujący nie czują, że kogokolwiek wyzyskują, a procesy wykluczania „robią się same” i wyrzucają kolejne osoby z pola. Wcale nie te najgorsze, lecz te najmniej uprzywilejowane.

Dyskryminacja ekonomiczna

Dyskryminacja kobiet to zatem nie tylko kwestia kulturowo-symboliczna czy „obyczajowa”, lecz także w ścisłym sensie ekonomiczna: jest częścią ogólniejszego wykluczania kobiet z zawodu i dyskryminacji na rynku pracy. W kraju, gdzie gender gap to norma, zawody opiekuńcze – w których kobiety stanowią większość – są nisko opłacane i mało prestiżowe, sprzątaczki na uniwersytecie zatrudniane są w ramach outsorcingu na „umowy o dzieło”, pielęgniarki i położne wypychane są na samozatrudnienie, a praca domowa jest nieopłacana – wykluczenie kobiet z zarobkowania na własnej twórczości właściwie nie powinno dziwić. Pozwala poetom molestować poetki, a nie traktować jako konkurentki. W heteroseksistowskim układzie panowie rywalizują bowiem między sobą, także o kobiety, jako konkurenci. Na stronie Instytutu Książki w biogramie Marcina Barana stoi wyraźnie: „Poeta jest zdobywcą – kobiet i lądów nieznanych”.

Tak, w środowisku literackim istnieje przyzwolenie na seksizm. Kapitał jak zwykle dzieli w tym przypadku na poniżane, które wykonać muszą większą pracę (choćby znosząc poniżenie), i poniżających posiadających wyobrażoną symboliczną gratyfikację.

A może kobiety piszą nie tak dobrze jak mężczyźni? Może nie aż tak się starają? Cóż, w świecie męskich wartości, budowanych na indywidualistyczno-neoliberalnych poetykach promowanych w latach 90., pisanie kobiet z pewnością nie przedstawi spektakularnego poziomu męskich problemów, to już wiemy. Prestiżowo-finansowe docenianie osób wielokrotnie nagradzanych i nominowanych – a tylko takie znalazły się w Państwa nominacjach – z łatwością utrwala więc obowiązujące hierarchie.

Bo Oni byli najlepsi?

A może Państwo w ogóle nie zwracali uwagi na płeć i tak po prostu wyszło, że akurat najlepsze tomy napisali wyłącznie nagradzani panowie? Cóż, ten przedziwny przypadek zdarza się nad wyraz często. Z ostatnich doniesień: do Silesiusa nominowane zostały 2 poetki oraz 8 poetów, do Nagrody Orfeusz 6 poetek i 14 poetów (w jury sami panowie, wśród dotychczasowych laureatów także), a Nagrodę Literacką m.st. Warszawy otrzymało 4 pisarzy i 2 pisarki; w ramach Poznańskiej Nagrody Literackiej Nagrodę im. Mickiewicza dla zasłużonego twórcy przez trzy lata jej istnienia otrzymało 3 mężczyzn; w programie festiwalu Majowy BUUM Poetycki w Toruniu na 26 nazwisk pojawiają się 3 nazwiska kobiece; także w wyłanianym przez internetowe głosowanie „Browarze za debiut” dotychczas wygrywali wyłącznie mężczyźni. Trudniej znaleźć przykłady „przypadkowego” pominięcia panów – jeśli się pojawiają, raczej są na wskroś nieprzypadkowe, jak w antologiach „kobiecych” Solistki czy Warkoczami. Żyjemy w kraju, gdzie za „kompromis” uznaje się umowę między męską klasą polityczną a Kościołem dotyczącą kobiecego ciała i prawa kobiet do decydowania o nim, więc mówienie o przypadku wydaje się w tej sytuacji jakimś chorym żartem.

Może więc jednak przestańmy opowiadać o przypadku i po prostu zajmijmy się walką z tą dyskryminacją, która nie jest przypadkowa, lecz jak najbardziej systemowa? Bo gdy „liczy się tylko tekst, a nie płeć”, okazuje się nagle, że do nagrody nominowanych zostaje 5 mężczyzn i żadnej kobiety. Rzekomo pozapłciowe narracje służą dyskryminowaniu jednej płci i ukrywaniu władzy drugiej, która rozstrzyga i ma z tego profity.

Prawda jest bowiem taka, że to twórca otrzymuje 200 tys. zł nagrody, a nie jego tekst; i to twórca może za nie przeżyć bądź nie, a nie jego tekst. Dlatego oczywiście, że liczy się także płeć, bo twórcy mają płeć. I twórczynie też.

W tym roku poetki – jak wynika z Państwa wyborów – nie zasłużyły na największą nagrodę literacką w kraju, mimo świetnego tomu Małgorzaty Lebdy czy Kamili Janiak – tego ostatniego, nie wiedzieć czemu, nie ma nawet na liście 90 książek. Użyli Państwo swojej władzy, by wykluczyć poetki. Nie po raz pierwszy – w dwóch ostatnich edycjach laureatami zostało 3 mężczyzn i ani jednej kobiety, a w 2015 r. także nominowani byli sami mężczyźni; ani razu „przypadkowo” nie zdarzyło się tak, by nominowanych było tyle samo bądź więcej poetek.

Państwo po prostu dyskryminują poetki

Ale i Państwo zostali przez kogoś wybrani do pracy w jury. I tu „przypadek” jest nad wyraz silny: wprawdzie przewodniczącą kapituły jest Joanna Orska, ale poza nią w kapitule – obok czterech mężczyzn – znajduje się tylko Dorota Walczak-Delanois. Co więcej, członkowie jury mają średnio 50 lat, a wiek ten jest raczej wyrównany – nikt z kapituły nie urodził się po 1980 r. Kolejny zbieg okoliczności – nominowani panowie także średnio mają 50 lat, a po 1980 r. urodził się jedynie Tomasz Bąk. Olbrzymia grupa wiekowa poetek i poetów nie ma po prostu swojej reprezentacji w jury. Podobnie jak na przykład w polityce. Trwała koncentracja władzy w rękach wciąż tych samych osób to norma. Walkę o władzę, zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże pieniądze i decydowanie o przyznaniu bardzo dużych pieniędzy, wygrają ci, którzy mają władzę – bo to oni decydują.

Nie piszę tu oczywiście nic nowego – poetki od lat uwrażliwiają na wykluczenia, których doznają w polu poezji. Nie inaczej było w zeszłym roku. To rok, w którym odbyły się masowe protesty kobiet w Polsce i na świecie oraz związana z nimi dyskusja o niedoreprezentacji i seksistowskim traktowaniu kobiet w środowisku; rok, w którym kobiety pokazały, że są aktywnymi podmiotami i wspólnie potrafią tworzyć – prawo, literaturę, rzeczywistość; rok, w którym na wyłącznie męskie spotkanie w trakcie festiwalu Silesius trzech poetów przyszło ubranych w sukienki, by wyrazić swój sprzeciw wobec takiego projektowania poezji przez decydujących dyrektorów, kuratorów czy jurorów; rok, w którym ukazała się antologia Warkoczami z wierszami 20 poetek i 2 poetów.

A Państwo podsumowują ten rok z pominięciem poetek. To wyraźna pokazówka władzy i postawienie się po stronie panujących mizoginistycznych hierarchii. Cóż, zmiana tych relacji mogłaby oznaczać także zmianę Państwa pozycji, to prawda.

Co muszą zrobić kobiety, żeby wejść do poezji? Dać się zdobyć jak ląd przez jakiegoś Barana i zostać jego muzą albo przygodą na jedną noc, którą z dumą opisze w jednym ze swoich nagradzanych wierszy? A może powinny jednak zdobyć tę Nagrodę Nobla i dopiero wtedy zasłużą na uznanie, które bardzo średnio piszącym panom po prostu się należy?

Bo to Państwo tu w końcu decydują. Nie walczące feministki, buntujące się poetki, oburzeni po ogłoszeniu nominacji komentujący, tylko Państwo. Jeśli to znak, że lepiej nie szarżować i podporządkować się panującym układom, to bardzo możliwe, że zadziała. W interesie żadnej poetki nie byłoby napisanie takiego jak ten listu, bo przecież w kolejnych latach one też będą walczyć o tę nagrodę. A do tego lepiej nie podpadać osobom z jury i nie krytykować całego tego wyzyskującego systemu, kiedy od niego zależy twój byt.

Niepodpadanie pozwala zachować nadzieję, że od pucybuta do milionera nie dotyczy wszystkich innych piszących, z którymi rywalizujesz, tylko ciebie. Że mityczne 200 tys. zł może trafić właśnie do ciebie. Że twój sukces jest możliwy i zależy wyłącznie od twoich starań i jakości twojego tekstu, a nie płci, wieku, pozycji w polu, znajomości czy interesów decydujących. Cóż, niespodzianka: nie.

Ale ponieważ ja nie jestem poetką, byłabym bardzo wdzięczna za wskazanie powodów, dla których to właśnie poezja panów w średnim wieku okazała się w zeszłym roku najlepsza. Bo może po prostu czegoś nie rozumiem. A może to taki trolling i zaraz wyskoczą Państwo z okrzykiem: „Żartowaliśmy!”, bo przecież w XXI w., w okresie masowych kobiecych protestów, to może być tylko żart.

Prawda?

Maja Staśko

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.