Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 W ostatnią sobotę ekipa ze Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza pojawiła się na Marszu Wolności zorganizowanym przez Platformę Obywatelską i Nowoczesną. Przyszliśmy z tęczowymi flagami, ulotkami o równości małżeńskiej i transparentem. Dość niespodziewanie biała płachta z napisem: „Nie ma wolności bez równości”, dwie tęczowe flagi oraz moi koledzy ze stowarzyszenia, którzy chcieli dobić się przed oblicze liderów PO, wywołały małą burzę w internecie i mediach. Tylko o ulotkach milczały, a szkoda, bo rozdaliśmy ich ponad tysiąc.

We wtorek Jan Grabiec, rzecznik PO, wyjaśniał Agacie Kowalskiej na antenie TOK FM jakie jest właściwie stanowisko jego partii w kwestii związków partnerskich. O równości małżeńskiej nie wspomniał. Ciepłym, spokojnym głosem zaświadczał za to o gotowości jego ugrupowania do dialogu i „poznania postulatów” LGBT+.

Gdybym nie pamiętał katastrofy, jaką było dla naszej społeczności (kilkukrotne) pogrzebanie przez klub Platformy Obywatelskiej dwóch niezłych i jednego fatalnego – zresztą ich własnego – projektu ustawy o związkach partnerskich cztery lata temu, być może uległbym dziś czarowi tembru pana rzecznika.

Niestety na nieszczęście należałem już wtedy do MNW i podobnie jak inne osoby zebrane pod Sejmem w dniu głosowania, słuchałem listy nazwisk posłanek i posłów PO, którzy uznali, że godne i bezpieczne życie par tej samej płci jest dla nich nie do przyjęcia.

Słuchając powtarzanych jak slogan w radiowej reklamie mydła zapewnień pana rzecznika o gotowości do rozmowy, trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że już to kiedyś wszyscy słyszeliśmy. Deja vu tylko przybrało na sile w środę, gdy przewodniczący PO Grzegorz Schetyna zapytany o związki oświadczył: „Uważam, że po następnych wyborach przyjdzie rozmowa także w taki otwarty sposób na temat przyszłości i problemów”.

Tematu dyskryminacji par jednopłciowych Platforma unikała jak ognia. Dlatego warto bliżej przyjrzeć się temu, co mówi na ten temat dziś, aksamitnym głosem swojego rzecznika.

 Szesnaście marchewek...

Przejdźmy krok po kroku przez wypowiedzi rzecznika Grabca.

Pokazanie się Grzegorzowi Schetynie, Hannie Gronkiewicz-Waltz i innym z tęczową flagą i zapytanie – głośne z powodu wymuszonego przez ochronę marszu dystansu – o to, gdzie są nasze związki to „próba takiego happeningu (...) takie trochę trollowanie”. Po pierwsze trudno byłoby nam przebić mistrzowską „trollerkę”, którą zafundowaliście Państwo całej naszej społeczności, udając że was obchodzimy. Po drugie, jak widać. trzeba się do Was dopychać, żebyście w ogóle zaczęli nas dostrzegać. Po trzecie, cały Wasz Marsz Wolności odbieram jako „próbę takiego happeningu”, bo taka jest właśnie definicja słowa „happening”.

„Jeśli padły słowa poniżające, to przepraszam w naszym wspólnym imieniu” - chętniej usłyszałbym Państwa przeprosiny za słowa Waszego byłego posła Niesiołowskiego, który zapytany o pikiety Miłość Nie Wyklucza przed Sejmem (przypominaliśmy Wam wtedy o związkowej ustawie) stwierdził, że to „jakieś lesbijki leżą na trawie” i „boi się do nich podchodzić”.

Za homofobiczne bzdury wygadywane przez Waszych byłych już gwiazdorów Żalka, Gowina i Godsona, na które nigdy oficjalnie nie zareagowaliście. Za gromadny rechot z Roberta Biedronia. Istnieje różnica między wewnątrzpartyjnym pluralizmem, a zgodą na brak poszanowania elementarnych zasad debaty publicznej.

„Chcieli wyrazić swoje stanowisko wobec kwestii publicznych, politycznych” - nie, Panie Rzeczniku. Chcieliśmy zapytać o jedną, bardzo konkretną sprawę – regulację sytuacji par tej samej płci, które są niewidzialne dla polskiego prawa. Prawa, które mogliście zmienić przez osiem lat swoich rządów. Proszę nie rozmywać tego, czy pozwoli mi Pan uzyskać kiedyś prawo do pochowania mojego partnera w magmie bliżej nieokreślonych „kwestii publicznych”. Jeśli sprawa nadal nie jest jasna, polecam Panu lekturę publikacji o równości małżeńskiej.

„Rozumiem, że są poruszeni sytuacją obecną w Polsce i tym, że mają poczucie, że nikt nie reprezentuje ich interesów, ich potrzeb” - doprawdy, nie docenia Pan naszej pamięci! Owszem, jesteśmy poruszeni, ale raczej dezynwolturą, z jaką zapytani o to, dlaczego ignorujecie Państwo naszą społeczność, natychmiast zaczynacie mówić o PiS-ie. Zawsze.

„Lewica, która prezentuje wrażliwość wobec osób wykluczanych, jest nieobecna (...). PO która jest partią centrową, centroprawicową...” - rozumiem, że jako partia centroprawicowa Platforma z definicji takiej wrażliwości prezentować nie może? Ogromna szkoda.

W takim razie proponuję odwołanie się do wartości konserwatywnych, na przykład wzmacniania stabilnych więzi społecznych, i wprowadzenie równości małżeńskiej. Tak jak zrobił to David Cameron, premier Wielkiej Brytanii z ramienia partii Torysów. Oni też są „centroprawicowi”.

„My się przed tym nie uchylamy przynajmniej w pewnym zakresie” - ta odwaga cieszy. Przynajmniej w pewnym zakresie.

„Zdania w Platformie są różne (...). Pewnie musimy o tym podyskutować” - pewnie Państwo musicie. Tylko kiedy? I jak Pan sądzi, ile ta dyskusja potrwa? I czy tym razem zaprosicie nas do rozmowy, czy znowu będziecie niezainteresowani? Jak premier Tusk i mianowane przez Was w swoim czasie pełnomocniczki ds. równego traktowania? Ze swojej strony nieustannie służymy wiedzą o palących problemach tych, o których cały czas mówimy – par jednopłciowych w Polsce, również tych wychowujących dzieci.

„Musimy popracować nad zmianą nastawienia społecznego” - zaiste! Kiedy prawie cztery lata temu premier Tusk mówił na Kongresie Kobiet, że „społeczeństwo trzeba wychować”, aby zaakceptowało związki i małżeństwa dla wszystkich, jakoś nie przyszło Państwu do głowy, że to wychowanie to również Wasze zadanie i – co równie ważne – że wypadałoby zacząć od własnego klubu. W Miłość Nie Wyklucza wierzymy w edukację i pracę u podstaw. Z chęcią podzielimy się swoją wiedzą i doświadczeniami.

„Większość Polaków nie chce rejestracji związków, przynajmniej nie w każdej formie” - i ta druga część zdania jest tutaj kluczowa. Gdyby Państwa klub zechciał się z nami spotkać, zobaczyłby wyniki badań postaw wobec równości małżeńskiej, które przeprowadziliśmy dwa lata temu. Prawie jedna trzecia badanych popierała wtedy małżeństwa. Ponad połowa chciała przyznać parom jednopłciowym każde z praw, jakie przysługują obecnie małżeństwom, z wyjątkiem prawa do adopcji. Zapraszam do zapoznania się z wynikami (są w formie grafik, więc czyta się szybko).

„To nie jest kwestia jednego głosowania” - święta prawda. Odrzucaliście Państwo wszystkie trzy ustawy o związkach partnerskich kilkukrotnie.

„Załóżmy, że byśmy tę ustawę uchwalili, to PiS by dziś odwrócił tę ustawę” - załóżmy, że potraktowalibyście nas Państwo poważnie, przeprowadzili rzeczywiste konsultacje społeczne ustaw, zrozumieli, o co w nich chodzi i dlaczego są potrzebne, a każdy poseł i posłanka PO wiedziałaby, co powiedzieć mediom i swoim wyborcom. Załóżmy, że osoby, które nie poszły na wybory rozczarowane polityką „ciepłej wody w kranie”, zagłosowałyby na Państwa partię. Załóżmy, że Platforma byłaby naprawdę „obywatelska” i nie zignorowała edukacji i spraw społecznych, gotując sobie widowiskową przegraną. Załóżmy, że powstanie listopadowe odniosłoby sukces...

„Ogromnym problemem jest nastawienie społeczne” - ogromnym problemem jest nastawienie osób w Państwa partii na przykład do tego, czy pary jednopłciowe mogą wychowywać dzieci. Jeśli już dostrzegają Państwo zadanie, jakim jest edukacja opinii publicznej, zalecamy zastosowanie metody małych kroków i rozpoczęcie od własnych szeregów. W tym również z chęcią pomożemy.

„...osoby o odmiennych zachowaniach seksualnych” - rozumiem, że w Platformie zachowania seksualne są żywo dyskutowane i istnieje jasna linia partii, dotycząca tych „odmiennych”? Tylko odmiennych względem kogo? Decydujecie Państwo na forum czy macie od tego specjalną komisję? Jeśli nie, to proszę zrozumieć, że osoby LGBT+ chcą w Polsce bezpiecznie i godnie żyć, i nie bać się o każdą chorobę, wypadek czy wizytę z dzieckiem u lekarza. Z seksem problemów nie mamy, a przynajmniej nie częściej niż osoby o zachowaniach „nieodmiennych”.

„Nie było mnie wtedy w Sejmie, więc nie będę tłumaczył moich koleżanek i kolegów” - a jednak mówi Pan w imieniu partii, która istnieje nie od wczoraj. Mógłby Pan po prostu przytoczyć oficjalne stanowisko partii z czasów ustaw związkowych, tylko że takie stanowisko nigdy nie powstało, prawda? Głosowanie Państwa klubu sprawiało wrażenie ruletki i nie było poprzedzone rzetelną debatą. Zabrakło wizji i przywództwa.

Kiedy Platforma wypracuje jasne stanowisko w sprawie związków? „Będziemy o tym rozmawiać. Cały program chcemy pokazać za dwa i pół roku” - czym są dwa lata w obliczu wieczności! Niestety nie wszystkie pary jednopłciowe i tęczowe rodziny mogą i chcą czekać tak długo. Wiele z nich wyjeżdża z Polski już teraz. Nie za pracą i pieniędzmi, ale za normalnością. Na szczęście w naszej działce przyzwyczailiśmy się do tworzenia długofalowych planów strategicznych. Znów mogę polecić Państwu lekturę, tym razem naszej strategii wprowadzenia równości małżeńskiej w Polsce.

„Powinniśmy o tym porozmawiać i poznać swoje postulaty” – tak, po 10 latach najwyższy czas, aby je Państwo poznali! Właściwie my równie chętnie poznamy Państwa postulaty, bo prawdę mówiąc, dochodzą do nas sprzeczne doniesienia. Z wielką radością odpowiemy na zaproszenie do rozmów.

„Wszystko przed nami. Rozmawiajmy” - no cóż, wiele jednak ZA nami. Na przykład w styczniu 2013 roku razem z grupą innych osób marzłem pod budynkiem Rady Ministrów, tłumacząc przed kamerami, dlaczego chcemy się spotkać z premierem naszego kraju. Wtedy nie chciał rozmawiać. Potem zresztą też nie. Obiecują nam Państwo dobrą zmianę?

 ...i jeden kij

W środę przewodniczący PO Grzegorz Schetyna stwierdził, że jego ugrupowanie „jest ostatnią partią, z którą środowiska LGBT powinny się konfliktować". Rozumiem to jako pogrożenie palcem, że mamy z Państwem nie zadzierać, bo... właściwie co? Bo nas zignorujecie? Bo nie uwzględnicie nas w swoim programie za dwa i pół roku? I co to znaczy nie „konfliktować się”?

Nie przypominać o tym, jak nas potraktowaliście? Nie mówić, że Wasze hasła powinny mieć pokrycie w rzeczywistości? Nie domagać się wysłuchania, gdy wreszcie nie siedzicie oddzieleni od ludzi drzwiami szacownych gmachów? W takim razie się nie zastosujemy.

Ten platformiany dwugłos jest bardzo wymowny. Nie pokładamy nadziei w deklaracjach PO. Zwyczajnie nie mamy do tego podstaw. Skupiamy się na naszej własnej robocie.

W czasie Marszu rozdaliśmy ponad tysiąc ulotek wyjaśniających, czym jest równość małżeńska oraz dlaczego i komu jest ona potrzebna. Maszerujące osoby reagowały z życzliwością i chętnie brały od nas materiały. Jeśli chociaż połowa z nich je przeczyta, uznamy tę akcję za sukces.

To do nich musimy trafić – niedoinformowanych, niezdecydowanych, celowo wprowadzanych w błąd. Tych, którym ich partia wmówiła, że nie są gotowi na równość. Tych, którzy mogą odpowiedzieć jej, że to nieprawda.

*Hubert Sobecki ze stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, tekst najpierw ukazał się na portalu Queer.pl

***

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.