Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wraz z moim niespełna trzylatkiem postanowiłam odwiedzić Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Nie była to pierwsza wizyta mojego syna w muzeum, ale szczerze przyznam, że pierwsza w Polsce. Uważam, że od najmłodszych lat należy oswajać dzieci ze sztuką (czym skorupka za młodu...), uczyć przebywania w przestrzeni dorosłych, pokazywać historię w praktyce.

Na początku wizyta w szatni, bo malucha do takiej przygody trzeba przygotować. Zdjąć kurtki, zmienić buty, zjeść coś małego, by dzielnie przetrwać muzealną przygodę. Pytam w szatni, czy jest pokój dla matek z dziećmi. Jest, owszem. Udaję się do niego. Zamknięty. Czekam 5 min, 10 min. Wracam do Pani i pytam, czy on nie jest przypadkiem zamknięty? Jest zamknięty. Pani się zapomniało... Naprawdę ten pokój trzeba zamykać i wydzielać pod nadzorem? Czy my, matki, wynosimy przewijaki i fotele (bo tyle tam było)?

Kolejne zderzenie – nie mogę wejść z małym plecakiem. Nie, bo nie. Bo taki jest regulamin. Wszelkie tłumaczenia, że muszę zabrać małą wodę i pieluchę na wszelki wypadek, bo jak dziecko chce sikać, to przeważnie TU I TERAZ. Nie za pół godziny, nie 500 metrów dalej. Nie da się. Więc pakuje te rzeczy do małej reklamówki (cud, że miałam), która nie będzie miła w noszeniu, gdy będę musiała wziąć dziecko na ręce, żeby mu coś pokazać. Trudno, myślę. Jedna z Pań szatniarek się lituje i przekonuje Panią cerberkę, żeby pozwoliła zabrać plecaczek, wyświadczając mi tym samym niedźwiedzią przysługę.

Bo oto mój plecak w niemalże co drugiej komnacie rozgrzewał personel do czerwoności. Że nie można, że kto mi pozwolił. Że mam go nosić nie z tyłu, ale z przodu, nie z przodu, ale pod pachą... Przechadzające się panie w kaszmirowych swetrach z torbami wielkości torby na zakupy Ikea absolutnie nikogo nie drażniły.

Czy tu chodzi o matkę z dzieckiem? Czy według zarządzających muzeum nasze miejsce nie jest w muzeach, tylko w piaskownicach? Czy jak przez 38 lat potrafiłam się zachować w muzeum i nie było na mnie skarg, to przez fakt urodzenia utraciłam tę zdolność? Czy te Panie strzegące muzeum nie mogłyby dyskretnie i z uśmiechem po prostu zachować czujność, gdyby mały człowiek się zagalopował, a nie prewencyjnie rugać?

Wyszłam.

Tyle się aktualnie mówi o dzietności, prorodzinności, inwestuje w zapomogi. Może zacznijmy oddawać przestrzeń publiczną matkom. Pozwólmy wejść do muzeum, nakarmić dziecko w kawiarni. Nie możemy zaszyć się na te kilka lat w domach i lasach. Bo jeśli kobiety miałyby się decydować na więcej niż jedno dziecko, to wyjdzie, że połowę dorosłego życia będą wykluczone z przestrzeni publicznej.

PS Zdjęcie plecaka. Jak widać, rozmiar to tak dwie trzecie wody mineralnej.

***

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.