Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zgodę na przemarsz narodowców przez Warszawę wydała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, a ratusz tłumaczył ten fakt pokojowymi zamiarami organizatorów. Marsz miał jedynie promować wartości narodowe, ale nie trzeba być przecież jasnowidzem, żeby wiedzieć, jakie hasła głosi Obóz Narodowo-Radykalny. Zwłaszcza że sami organizatorzy zapowiadali, że wydarzenie to będzie mocniejsze od zeszłorocznych urodzin ONR-u obchodzonych w Białymstoku.

W dalszym ciągu decyzja Pani Prezydent wywołuje we mnie ogromne emocje. Dziwi fakt, że wydała tę decyzję osoba, która wiele mówi o Warszawie dwóch powstań, patriotyzmie, potrzebie pamięci. Narodowcy, choćby bardzo tego chcieli, nie mają z patriotyzmem nic wspólnego. Ksenofobia czy nacjonalizm nie są równoważne patriotyzmowi. Pani zgoda dziwi tym bardziej, że we wrześniu 2016 roku grupa posłów Platformy Obywatelskiej (Nitras, Pomaska, Olszewski, Tomczyk) złożyła wniosek o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego.

W trakcie tej manifestacji padło wiele haseł przesyconych nienawiścią, pogardą dla drugiego człowieka, ksenofobią, nacjonalizmem. Obecność haseł - „My nie chcemy tu islamu, terrorystów, muzułmanów”, „Praca w Polsce dla Polaków", „Śmierć wrogom ojczyzny", „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa", „Znajdzie się kij na lewacki ryj" – w przestrzeni publicznej to także wina Pani Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Wydanie zgody na przemarsz miało znaczenie symboliczne – pokazała Pani, że jest przyzwolenie władz na głoszenie takich poglądów. I to już nie tylko władz centralnych, którym te poglądy są bliskie, ale także przyzwolenie Pani, której nigdy bym o to nie podejrzewał. Zdaję sobie sprawę, że Pani ewentualna decyzja zabraniająca marszu zostałaby uchylona przez wojewodę. Nie jest to jednak żaden argument. Jest Pani prezydentem polskiej stolicy, symbolu walki o ludzką godność i wolność. Pani obowiązkiem jest, wiedząc nawet, że będzie to skazane na niepowodzenie, nie zgadzać się i protestować przeciwko takim wydarzeniom.

Z wielkim smutkiem muszę jednak stwierdzić, że Pani również jest odpowiedzialna za panoszenie się nienawiści w polskiej przestrzeni publicznej.

Marek Edelman mówił o tym, że „trzeba się przeciwstawiać złu, bo zło, nawet najmniejsze, może urosnąć”. Pani się temu złu nie przeciwstawiła, ale pozwoliła rosnąć.

Ratusz twierdzi: nie mogliśmy go zakazać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.