Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnią sobotę poszedłem na pocztę odebrać przesyłkę poleconą. Ot, taka zwyczajna czynność w codziennym życiu człowieka. Wolny dzień, ładna pogoda, a więc i nastrój miły.

Wchodząc do warszawskiej placówki na ul. Broniewskiego 2, zwróciłem uwagę na duży plakat obok drzwi wejściowych: Poczta Polska reklamuje nową książkę ks. Jana Kaczkowskiego „Grunt pod nogami”, informując, że jest już w sprzedaży w placówkach pocztowych, a dodatkowo oznaczając ten plakat, dość dużym znakiem – BESTSELLER.

Podszedłem do maszynki wydającej numerki, ale okazało się że jest zepsuta i trzeba po prostu stanąć w kolejce. Grzecznie więc stanąłem i czekając na swoją kolej, rozejrzałem się po otoczeniu, czyli po placówce Poczty Polskiej nr 86.

Tuż przy okienku, przy którym stałem, zauważyłem ładnie wyeksponowany stojak z sześcioma pozycjami książek siostry Anastazji z różnymi przepisami kulinarnymi.

Okazało się, że muszę przejść do innego okienka, bo tylko tam mogę złożyć podpis elektroniczny przy odbiorze listu poleconego.

OK, przeszedłem i z lekkim zdziwieniem zauważyłem na ścianie za panią wydającą przesyłki dużą szafkę z wystawionymi książkami, które poczta oferowała do sprzedaży: na niejako honorowym miejscu znajdowało się Pismo Święte, a obok niego siedem innych pozycji – wszystkie albo o tematyce religijnej, albo napisane przez księży.

Nieco już zaintrygowany otaczającymi mnie ekspozycjami, zacząłem się uważniej rozglądać i ku mojemu narastającemu zdziwieniu zauważyłem kolejne:

- „Ojca Grande przepisy na nowe życie”,

- „Jestem pod Jego skrzydłami”,

- „Dasz radę”,

- „Wszystko o objawieniach z Fatimy”...

...i następne, których tytułów nie zapamiętałem.

Co jest, do diaska, pomyślałem – czy ja jestem w kościele, czy na poczcie? Odebrałem swoją przesyłkę i postanowiłem obejść pocztę w poszukiwaniu kolejnych oznak kultu religijnego promowanego w państwowej placówce.

Długo nie szukałem, bo już w najbliższej szklanej gablocie – wystawiającej filatelistykę - znalazłem całą serię znaczków ze świętymi.

No nie, powiedziałem sobie, nie może tak być, żeby za moje podatki Poczta Polska drukowała plakaty reklamujące książki księży, zamawiała gabloty z wydawnictwami religijnymi, eksponowała literaturę sakralną. Przecież to jest instytucja i placówka świecka, a nie kościelna.

Wyjąłem więc telefon i zacząłem robić zdjęcia.

Udało mi się zrobić tylko cztery, bo podeszła do mnie pani urzędniczka i spytała: „Co pan robi?”. „Zdjęcia książek” – odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. „Proszę natychmiast przestać. To jest placówka państwowa i nie może pan robić zdjęć” – powiedziała pani.  „Dlaczego?” – zareplikowałem, dodając, że raz - nie robię nic złego, dwa - że nigdzie nie jest napisane, że nie mogę robić zdjęć. „Proszę nie dyskutować” – odpowiedziała pani. „To jest w regulaminie” – dodała. – Proszę przestać albo będę musiała pana usunąć”.

Przestałem.

Wróciłem do domu i mówię do żony: „Poczta Polska staje się placówką kościelną, jestem w szoku. Co robić?”.

„Napisz o tym – powiedziała moja żona. - Jeśli nikt o tym nie będzie pisał albo mówił i przejdziemy nad tym do porządku dziennego, to być może niedługo będzie tak, że jak będziesz chciał skorzystać z usług Poczty Polskiej, to będziesz musiał okazać świadectwo chrztu albo matury z religii lub chociaż mieć zaświadczenie ze spowiedzi”.

Słowa mojej żony to żarty oczywiście, ale to nie żarty, co zobaczyłem na poczcie na Broniewskiego 2.

Nie pytam ludzi, jaką mają orientację seksualną, nie pytam, na kogo głosują, i nie pytam, czy i w co wierzą. Polska jest świeckim krajem i takie też powinny być instytucje tego państwa.

Po książki chodzimy do księgarni, pomodlić się do kościoła, a na pocztę nadać i odebrać przesyłki, a nie odwrotnie...

Tylko pytanie pozostaje aktualne: Co robić?

***

Byliście ostatnio na poczcie? Czy macie podobne odczucia? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.