Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Redaktorze,

cóż się takiego wydarzyło między 5 stycznia, kiedy w rozmowie z Bogdanem Klichem w "Poranku Radia TOK FM" zdawał się Pan brać Mateusza Kijowskiego w obronę, a pańską publikacją "Cena przetrwania" z 30 stycznia, w której porównał pan lidera KOD do worka kamieni u szyi opozycji? Oczywiście, odbyły się wybory do KOD Mazowsze i zwyciężył Kijowski, bo do tego odnosi się pański artykuł.

I kasandryczne akapity o trwałym rozłamie czy też - jak Pan woli - pęknięciu. KOD na czele z Kijowskim od pierwszych dni istnienia zmaga się nie tylko z władzą PiS, która upatruje w nim swojego śmiertelnego wroga, lecz także z tymi sympatykami i działaczami, którzy raptem nabierają chęci zniszczenia organizacji od wewnątrz. Tak się stało i teraz, w trakcie KOD-erskiej kampanii wyborczej. Wyciek faktur okazał się orężem tyleż brudnym, co nieskutecznym. Danuta Kuroń zaoferowała patronat nad "dobrą usługą" audytową, która przetnie dotychczasowe spekulacje i zaprowadzi porządek w finansach.

Skąd to przypuszczenie, że nastąpi owo pęknięcie, skoro dotychczas nie następowało mimo licznych ataków. Ludzie wciąż do nas przychodzą. Wprawdzie niektórzy odchodzą, lecz to zwyczajna kolej rzeczy. Czy Pan wie, że w jednym z ostatnich rankingów rozpoznawalności osób publicznych Kijowski uzyskał 50 proc.? Wynik dość imponujący i wskazujący na ukryty potencjał.

Następnie wplata Pan w swój tekst siostrę lidera i jej nieszczęsne wynurzenia, by uzasadnić, że dla dobra sprawy lepiej, by Kijowski się usunął w cień, właśnie ze względu na nielojalną siostrę. Szanowny Panie, toż wielu z nas ma rodzeństwo. Jarosław Kurski ma brata, siostrę ma nie tylko Kijowski, ale też Krystyna Pawłowicz (Elżbieta jest KOD-erką). I skromnie dodam, że ja również. A czy Pan ma rodzeństwo? Czy ze względu na rodzeństwo powinno się rezygnować z aktywności w przestrzeni publicznej?

Pisze Pan z kolei o moralnej czystości, której jakoby nam brakuje i którą zbrukał fakturami Kijowski. Za bałagan w księgowości odpowiada cały KOD, który jest organizacją młodą i płaci rachunek dyletanctwa biurowego, zanim się sprofesjonalizuje. Ale to nie siostry zakonne prowadziły nam księgowość i nie one ją będą prowadzić. O fakturach wiedziałem od samego początku, nie przypuszczając, że można je wykorzystać w niecnych celach. Poza mną wiedzieli o nich wszyscy, którzy interesowali się życiem organizacji. Nie czuję się oprychem z tego powodu, przeciwnie, czuję, że argumenty moralne jakoś nie przystają do sytuacji.

Kijowski pańskim zdaniem będzie teraz katalizatorem erozji. Erozji społecznego sprzeciwu. Szanowny Panie, katalizatorem erozji jest powietrze (tlen), względnie woda. Trzeba nam powietrza i wody, żeby się nie zadusić i nie umrzeć z pragnienia. Trzeba nam lidera, żeby się nie zatomizować. Zamiast rdzy proponuję porównanie ze szlachetną śniedzią, bo jest w kolorze nadziei.

Stanowczo nie mogę natomiast zgodzić się co do jednego: że Kijowski po wyborach jest cięższym workiem niż był przed wyborami. Nigdy nie był ułomkiem, ale proszę mi wierzyć, zmizerniał od tego zaiwaniania w KOD, więc ręczę, że teraz, gdyby miał być, byłby workiem lżejszym.

O tym, czy Mateusz Kijowski jest katalizatorem rdzy, a może workiem kamieni (czy enfant terrible dla swojej siostry), dowiemy się niebawem - będziemy protestować w obronie ustroju Warszawy 11 lutego i zobaczymy, jak liczne rzesze KOD-erów nas wesprą. Być może okaże się, że Kijowski jest, owszem, workiem kamieni szlachetnych? Bo, jak doskonale wiemy, szydło wyszło z worka, a nie Kijowski. Zgoda, nie wyłonił się z morskiej piany, ale nie o to chodzi, by schlebiać wszelkim gustom. Zawsze znajdą się wszak malkontenci gotowi dyskredytować Kijowskiego.

Pomalutku staje się Pan taką naszą KOD-erską panią Staniszkis, bo tak jak ona w stosunku do pana Kaczyńskiego i Pan ma wielką ambiwalencję w stosunku do naszego lidera, co się ujawnia pomiędzy skrajnościami, ale zawsze na najwyższych diapazonach. Oczywiście, wszyscy podziwiamy pańskie pióro, ale konsekwencji nie sposób Panu zarzucić w tym naszym kłopocie. Wciąż postrzegamy Pana jako sojusznika lub życzliwego obserwatora demokratycznych sił opozycyjnych i wierzymy, że szybko dostrzeże Pan w KOD i jego liderze znowu, jak wcześniej bywało, szansę dla obrony naszej praworządności i wolności.

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.