Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 To znowu ja, Katarzyna Nowak. Blisko rok temu, w styczniu 2016 roku, napisałam do Pana list otwarty, a po jego publikacji część komentujących nazwała mnie „Michnikiem w spódnicy” czy „córką starej komunistycznej k…”. To ja, Kaśka, która napisała, że czuję się 26-letnią Europejką, a nie tylko Polką („Panie Prezesie Kaczyński. Mam 26 lat, czuję się nie tylko Polką, ale też Europejką. Jeśli Pan nie zna tego uczucia, to powiem Panu: jest cudowne... [LIST OTWARTY]”). Pamięta Pan? Swoją drogą ten "żart" o komunistycznej k… był tym, z którego się chyba najbardziej w minionym roku śmiałyśmy.

 Czas leci, już od dawna i wiele razy chciałam do Pana napisać, ale wie Pan, jak to jest - czas, czas, czas, ciągle go brak. Szczególnie kiedy w pracy dużo pracy, a w weekendy imprezy, znajomi, teatr, kino, latem żagle i wycieczki rowerowe. Z kolei od września znowu jestem studentką - wróciłam na uczelnię zrobić magisterkę. Z zarządzania i ekonomii. Ho, ho, ho, powiem Panu - ciężko. Ciężko, bo jestem humanistką i połowa przedmiotów spędza mi sen z powiek. A na drugą połowę, tę dla mnie ciekawszą i łatwiejszą, już nie mam czasu. Chyba będę pisać poprawki, trudno, bywa…! No w każdym razie - na rozmowy z Panem, na listy do Pana (tym bardziej że na poprzedni nigdy Pan nie odpowiedział!) już zabrakło wolnych terminów w kalendarzu. Choć nie ukrywam - gdyby Pan  mi kiedykolwiek odpisał - to dyskusja z Panem byłaby moim absolutnym priorytetem!

Teraz też jestem w ferworze nauki, ale między statystyką, księgowością a makroekonomią oglądam sobie telewizję i czytam prasę. Rozmawiam z rodzicami albo znajomymi i, cholera jasna, nie mogę się skupić na tej nauce, tak mnie ta telewizja i gazety wyprowadzają z równowagi. Martwią mnie wiadomości, o jakich tam słyszę i czytam.

Gdyby był Pan prawdziwym mężem stanu...

Patrzę na Pana, no, muszę przyznać - obserwuję Pana bacznie, niczym rozbrykanego dwulatka, zdając sobie sprawę, że - spuszczony na chwilę z oczu - ściągnie na siebie obrus wraz z piękną zastawą i gorącym rosołem. I z Panem tak samo - co Pana widzę, obawiam się widoku kolejnego rozlanego rosołu i kolejnej, cennej, ale niestety rozbitej porcelany.

A przecież mógłby Pan być mężem stanu! Ma Pan wszelkie do tego potrzebne cechy - charyzmę, silny charakter, wiedzę i - w końcu - władzę. Z całym szacunkiem dla Pańskich przeciwników - ale jest Pan od nich o niebo lepszym strategiem. Gdyby tylko wszystkie te zalety wykorzystał Pan w przeciwnym kierunku, tak żebym nie miała wrażenia, że lecimy dziobem w dół, ale że wzbijamy się nowoczesną rakietą w przestrzeń kosmiczną, by sięgać dalej i wyżej…

Patrzę na Pana też podczas kolejnej miesięcznicy - i na ten tłum ludzi, który Pana otacza. Część jest Panu przychylna, część nie, ale najistotniejsze dla mnie jest, że rozpala Pan ludzkie emocje do czerwoności.

Pan być może powie: „To wszystko w imię i ku pamięci mojego brata, Lecha”. Tego brata, którego pochował Pan na Wawelu - wśród królów Polski, czym jednoznacznie poświadczył Pan, że uważa, że śp. Lech Kaczyński zasługuje na podobny honor jak najlepsi polscy władcy, a wśród nich - Królowa Jadwiga, Kazimierz Wielki, Zygmunt Stary czy Kazimierz Jagiellończyk. Według mnie była to nietrafiona decyzja, uważam, ze to Historia i społeczeństwo powinny zweryfikować, czy komuś należy się grobowiec w najznamienitszym polskim zamku - ale nie o tym chciałam akurat teraz napisać.

Chciałabym natomiast zwrócić uwagę, ze Pański brat leży wśród władców, dzięki którym Polska nie tylko przeżywała swój największy rozkwit, ale również dzięki którym była wielokulturowa i tolerancyjna.

Na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich "Polin" przeczytać można, że „16 sierpnia 1264 roku w Kaliszu książę Bolesław Pobożny wydał statut dla Żydów mieszkających w rządzonej przez niego Wielkopolsce. Legislacja ta, zatwierdzona w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego, a później potwierdzana przez kolejnych władców Rzeczypospolitej Obojga Narodów (ostatnim był Stanisław August), pełnić miała przez wieki rolę podstawowej regulacji sytuacji prawnej Żydów w Polsce”.

To także dzięki tej wielokulturowości i tolerancji (a może przede wszystkim dzięki nim?) Polska miała szanse być potęgą, wzorem dla innych krajów europejskich. Pański brat leży wśród ludzi - bo przede wszystkim ci królowie to byli po prostu zwykli ludzie, tacy sami jak Pan czy ja - którzy hołdowali tym właśnie wartościom. Widzieli w nich szansę na rozwój swojego kraju - albo po prostu uważali, że zwykła ludzka przyzwoitość i dobre wychowanie nakazują dać bezpieczne schronienie tym, którzy go szukają. Dzisiaj taką społeczność potrzebującą pomocy tworzą uchodźcy z Ukrainy i Syrii, ale Pańska partia nie kwapi się do ich przyjęcia…

Co mógłby Pan powiedzieć na Krakowskim...

A teraz szybki powrót do 10 stycznia 2017, kolejna miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Pan przemawia na Krakowskim Przedmieściu.

I teraz tak - są dwa scenariusze, jak wyłączę głos w telewizorze, oba wydają mi się prawdopodobne. A oto one:

1) Rzuca Pan nienawistne oskarżenia - najczęściej wobec wszystkich i nikogo (ale skutecznie sieje Pan ziarno niepokoju) i szafuje Pan patosem na lewo i prawo, a wszystko odbywa się w - ostatecznie - karykaturalnej atmosferze krzyku i nerwów. (Czyli zachowuje się Pan dokładnie tak, jak się Pan zachowuje).

Wszystkie te zalety, o których wspomniałam wcześniej, wykorzystuje Pan do pikowania dziobem prosto w ziemię, a za sobą ciągnie Pan całą tę polską rakietę, gdzie pasażerami są: demokracja, Konstytucja, powaga urzędu Prezydenta i Premiera, Sejmu i Senatu, praworządność, gospodarka, edukacja, a nawet polskie środowisko naturalne.

2) Ale mam też marzenie, że biorąc pod uwagę to, co się ostatnio zdarzyło w Polsce,  wychodzi Pan przed tłum i mówi, że jako prezes partii rządzącej nie godzi się Pan na nielegalnie uchwalony budżet. Wracając do miesięcznicy - wspominanie Pańskiego brata i pozostałych ofiar katastrofy odbywa się w pokojowej, przyjaznej atmosferze sprzyjającej zadumie (choćby na spokojnych Powązkach, a nie w głośnym centrum miasta?). Ta miesięcznica ze stycznia 2017 od poprzednich różniłaby się również tym, że wyraziłby Pan swój sprzeciw wobec narastającej agresji w polskim społeczeństwie. Agresji wobec obcokrajowców, ale też wśród Polaków, wśród współobywateli.

Poziom słownej nienawiści w internecie już dawno przekroczył wszelkie normy dobrego wychowania, jest niczym ten smog nad Polską - złowieszczy, otumaniający i drażniący. To po prostu wstyd, żebyście w kraju, z którego pochodził Karol Wojtyła, papież, autorytet nie tylko katolicki - żebyście Wy, politycy, ludzie stojący na straży prawa - nie zrobili z tym porządku!

Dzisiaj to Pan ma największą siłę i to na Pana barkach leży największa odpowiedzialność za ten urągający godności Polaków problem z tzw. hejtem. Możemy się nie zgadzać, możemy dyskutować długo i żarliwie, ale nikt nie powinien mieć przyzwolenia na wyzwiska, nikt nie powinien obawiać się o swoje zdrowie i życie… Nikt nie powinien się czuć bezkarnie.

Dziennikarze, a także politycy, aktorzy i wszystkie inne osoby, które cieszą się zaufaniem i autorytetem, powinny studzić emocje i starać się uczyć społeczeństwo racjonalnego rozwiązywania problemów.

Podobnie jak Pan, Panie Kaczyński - współtworzy Pan obecną rzeczywistość i również Pan ponosi odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje teraz w Polsce. A może powinnam tylko napomknąć, że mąż stanu by się poczuwał do odpowiedzialności? Czy ja naprawdę muszę Panu tak prymitywnie, tak bezpardonowo i bezpośrednio wjeżdżać na ambicję?

Katarzyna Nowak

PS Nie mam problemu z ujawnieniem się. Nie boję się współobywateli - choć agresja, wzajemna niechęć wśród Polaków narastają, ja przede wszystkim ciągle ufam w ich zdrowy rozsądek.

Poza tym chciałabym publicznie poprzeć tych, którzy otwarcie sprzeciwiają się obecnej władzy bez względu na konsekwencje, jakie mogą ich spotkać (a są to konsekwencje o wiele poważniejsze i na większą skalę niż w moim przypadku). Szczególnie chciałabym tu podziękować Paniom Krystynie Jandzie, Magdalenie Cieleckiej i Mai Ostaszewskiej, a także Panom Maciejowi i Jerzemu Stuhrom, Jackowi Poniedziałkowi, Krzysztofowi Kowalewskiemu, Januszowi Gajosowi i Krzysztofowi Pieczyńskiemu. Jestem przekonana, że za jakiś czas ogół społeczeństwa, nie tylko jego część, będzie Państwu wdzięczny za tę jednoznaczną postawę i sprzeciw wobec tego, co się obecnie dzieje. Zbyt wielu mamy dziś konformistów, by nie docenić Państwa odwagi. Życzę wszystkiego najlepszego na cały 2017! Z wyrazami najwyższego szacunku

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.