Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Panie Prezydencie, 

Jako działacze Pierwszej „Solidarności” (tej Lecha Wałęsy), aktywni zarówno w latach 1980-81, jak również w okresie późniejszym, którzy poświęcili działaniom w nad- i podziemnej opozycji ładne kilka lat życia i zostali za to wyróżnieni przez pana Prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżami Orderu Odrodzenia Polski, czujemy się uprawnieni, a nawet wręcz zobowiązani do nakreślenia kilku poniższych uwag. 

Po latach działań w demokratycznej opozycji, w szeregach Unii Demokratycznej, której i Pan był niegdyś działaczem, wspieraliśmy jak mogliśmy działania zmierzające do przywrócenia naszemu państwu charakteru demokratycznego państwa prawa, a potem przez następne ćwierć wieku z radością patrzyliśmy, jak Polska zmienia się na lepsze, pięknieje i pod każdym względem zbliża się do poziomu państw, które nie zaznały „rozkoszy komunizmu” i radzieckiej dominacji i pękaliśmy z dumy, że jest w tym i nasz maleńki udział. A teraz u kresu życia przyszło nam patrzeć, jak wszystkie te nasze wspólne dokonania, wypracowane kosztem wielu trudów i wyrzeczeń, obracają się w ruinę. Przykro nam to oglądać, tym bardziej że niemały udział w tym, co się od roku
w Polsce dzieje, ma właśnie Pan, człowiek młody, a tym samym niedźwigający na sobie żadnych traum i bagażu nawyków wyniesionych z PRL, a w dodatku świetnie wykształcony na renomowanej uczelni doktor prawa.
Niestety, zaczął Pan swoją prezydencką kadencję od złamania Konstytucji, której ślubował Pan niewiele dni wcześniej być wiernym strażnikiem, ułaskawiając nieprawomocnie skazanego za nadużywanie władzy szefa CBA Mariusza Kamińskiego, wskutek czego w chwili obecnej na czele tej instytucji stoi kryminalista.

Niewiele później zgwałcił Pan Konstytucję ponownie, zaprzysięgając trzech kandydatów na Sędziów TK wybranych na miejsca już zajęte przez trzech innych kandydatów, którym odmówił Pan zaprzysiężenia. A potem już masowo podpisywał Pan, bez namysłu i głębszej analizy skutków, ustawy niezgodne z Konstytucją i obowiązującym w Polsce prawem. W rezultacie to Panu zawdzięczamy praktyczną likwidację ostoi państwa prawa - Trybunał Konstytucyjny, upartyjnienie prokuratury, armii, policji, oświaty, kultury, sztuki, spółek skarbu państwa, publicznego radia i telewizji etc., a według zapowiedzi osób sprawujących obecnie władzę czeka nas wkrótce upartyjnienie m.in. komisji wyborczych, samorządów, służby zdrowia, także sądownictwa, czyli całkowity powrót do PRL-u, tyle że przemalowanego z czerwonego na brunatnoczarny.
Wtedy my, stojąc już jedną nogą nad grobem, będziemy musieli znów „wyciągnąć powielacz ze schowka” i zacząć drukować ulotki. Nie możemy bowiem u schyłku życia patrzeć bezczynnie, jak wszystko to, z czego byliśmy tak dumni, wali się przez Pana w gruzy. I właśnie stąd ten nasz apel o refleksję, który traktujemy jako list otwarty i przesyłamy do wiadomości redakcjom kilku poważnych pism. 

Przypominamy Panu, że jak uczy historia - ani dyktatury, ani dyktatorzy nie są wieczni i prędzej czy później suweren im powie: zdajcie sprawę z włodarstwa swego, a wtedy lądują na śmietnisku historii. Tak niezawodnie będzie również z dyktaturą PiS w Polsce, i to raczej prędzej niż później. A wtedy ten, którego z takim nabożeństwem słuchacie, powie przed trybunałem, przed którym niezawodnie stanie: „ja byłem tylko jednym z 460 szeregowych posłów, prawda, że proponowałem pewne rozwiązania, ale przecież to Sejm je potem uchwalał, zatem to parlamentarzyści ponoszą za nie pełną odpowiedzialność”, i odejdzie dumnie wyprostowany, z podniesioną głową na zasłużoną emeryturę. Członkowie większości parlamentarnej powiedzą natomiast: „tak, my te ustawy niezgodne z Konstytucją rzeczywiście uchwalaliśmy, ale przecież my nie jesteśmy prawnikami, więc polegaliśmy na opiniach ekspertów, a poza tym byliśmy przeświadczeni, że jeśli nasze ustawy mają wady prawne, to Pan Prezydent je zawetuje albo skieruje do TK”, i też odejdą z podniesionymi głowami, przekonani o swojej niewinności. A z kolei eksperci powiedzą: „my tylko odpowiadaliśmy na pytania prawne, zgodnie z naszą wiedzą i doświadczeniem, jeśli nasze ekspertyzy nie były trafne, to przecież nic nie stało na przeszkodzie powołaniu na nasze miejsca innych, bardziej kompetentnych ekspertów”, i też uznają się za niewinnych. 

W tej sytuacji cała wina spadnie na Pana, bo Pan, jako prawnik z wykształcenia, nie będzie mógł się tłumaczyć nieznajomością prawa, a jako Strażnik Konstytucji - nieświadomością odpowiedzialności, jaką Pan brał na siebie, podpisując akty prawne niezgodne z Konstytucją. Jako człowiek wykształcony wie Pan przecież doskonale, co jest zgodne z prawem, a co niegodziwe, a także zdaje sobie sprawę, że to, co od roku robi PiS, jest dla naszego kraju i jego obywateli zabójcze. 
A gdyby Pan jednak nie wiedział, to przecież może Pan zawsze zasięgnąć rady swego promotora Prof. Jana Zimmermanna lub prawników ze swojego macierzystego Wydziału Prawa i Administracji UJ, który pana ukształtował i wypromował jako prawnika, a jeśli i to Pana nie zadowala, to są przecież jednobrzmiące opinie wielu gremiów prawniczych, w tym Sądu Najwyższego, a także Komisji Weneckiej.
Dla doktora prawa powinny to być opinie całkowicie satysfakcjonujące. W dodatku, w myśl Konstytucji Pan wcale nie musiał, a nawet jako Głowie Państwa - Prezydentowi RP nie wolno Panu było ulegać woli jednego z 460, za nic nieodpowiadającego szeregowego posła. Nie obowiązuje Pana również dyscyplina partyjna, bo nie jest Pan już członkiem PiS-u, przynajmniej formalnie.
Pańska druga kadencja w Pałacu Prezydenckim też przecież nie jest przesądzona, bo szeregowy poseł w każdej chwili może odwrócić od Pana swoje oblicze i desygnować na urząd Prezydenta RP kogoś innego, jeszcze bardziej przydatnego przy destrukcji państwa. Wtedy zapewne powróci Pan na uczelnię jako wykładowca akademicki. I jak Pan wtedy wytłumaczy swoim studentom rażące rozbieżności między tym, co Pan im mówi z akademickiej katedry, a tym, co robił Pan jako Prezydent RP? Czy zacytuje im Pan złotą myśl byłego demokratycznego opozycjonisty Kornela Morawieckiego, że „w państwach prawdziwie demokratycznych wola suwerena stoi ponad prawem i Konstytucją?”. Obawiamy się, że nie uwierzą. A może będzie ich Pan przekonywał, że polityk, żeby być skutecznym, musi zapomnieć o wszystkim, czego nauczył się w szkole, i wyzbyć się wszelkich zasad moralnych? Jednak i w to chyba nie uwierzą, bo zapewne pamiętają jeszcze wielu polityków formatu Tadeusza  Mazowieckiego, Władysława Bartoszewskiego, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka i ich dokonania.
A przecież oni nigdy swoich zasad się nie wyzbyli. 

Proszę się zatem zastanowić, czy warto tak ryzykować i czy nie lepiej, rezygnując z ubiegania się o reelekcję, radykalnie zmienić sposób postępowania i uratować chociaż to, co zostało jeszcze z demokratycznego państwa prawa po roku rządów PiS. Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, bo zabrnął Pan dosyć daleko, ale przecież biblijny Szaweł zabrnął jeszcze dalej, a jednak zdołał zmienić swoje postępowanie i zakończył życie jako Ojciec Kościoła i święty. Czy nie lepiej pójść jego tropem i zaprzysiąc sędziów TK prawidłowo wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji, co umożliwi TK spełnianie przynajmniej jeszcze przez jakiś czas swojej konstytucyjnej roli oraz kierować doń wszystkie ustawy niezgodne z Konstytucją. 
Tylko tyle i aż tyle. 
Proszę nam wybaczyć, że my, prości obywatele RP, pozwalamy sobie na udzielanie Panu rad, których udzielali Panu zapewne jeszcze w dzieciństwie Pańscy Rodzice, tylko Pan trochę o nich zapomniał: nie warto szargać sobie sumienia i dobrego imienia dla ulotnych zaszczytów i apanaży. Warto być przyzwoitym. A za cenę rezygnacji z łask szeregowego posła i drugiej kadencji na stolcu Prezydenta RP odzyska Pan przyjemność płynącą z oglądania bez obrzydzenia swojej twarzy w lustrze, zaskarbi sobie gorącą wdzięczność i szacunek zarówno członków swojej rodziny i kolegów z UJ, jak i współobywateli, zyska Pan uznanie znakomitej większości polityków z krajów demokratycznych i przejdzie do historii jako Prezydent, który dobrze się przysłużył Odrodzonej Rzeczpospolitej.

Tego właśnie Panu gorąco życzymy u progu Nowego Roku i deklarujemy, że jeśli weźmie Pan sobie nasze słowa do serca i zmieni swój stosunek do Konstytucji i prawa, to pierwsi prześlemy Panu gratulacje i gorące słowa uznania.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.