Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam ochotę spuszczać głowę, mówiąc, że jestem Polką. I to mnie smuci najbardziej, bo nie wierzyłam, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Wciąż kocham ten kraj – jak mogłabym nie? Wciąż jestem patriotką i wiem, że do końca życia będę dostawać gęsiej skórki, usłyszawszy Mazurka Dąbrowskiego. Wierzę, że w razie zagrożenia z zewnątrz potrafiłabym w sobie znaleźć siłę, aby walczyć o swoją ojczyznę. Ale nie mam jej na walkę od wewnątrz. To w tym wszystkim jest najbardziej obrzydliwe – że wrogiem stał się sąsiad. To, że znów ludzi określa nie imię i nazwisko, ale to, czy są prorządowi czy nie. Nie mogę wybaczyć obecnej władzy tak silnego podziału Polaków. Wszczepiliście w nas tę żółć i każecie żyć z nią dalej, ale jak? 500+ nie wynagrodzi Narodowi tego, że stał się nienawistny i rozszczepiony. Żadne pieniądze, żadna kiełbasa wyborcza nie zagoi tej rany.

Najgorsza retoryka

Nie będę polemizować ze sporem wokół Trybunału Konstytucyjnego, masą dziwnych ustaw i pomysłów, zamieszania wokół mediów, tego, co się działo w nocy z piątku na sobotę w Sejmie. Mogę podziwiać jedynie przynależną władzy arogancję i pluć sobie w brodę, że nie wierzyłam tym, którzy rok temu moim zdaniem panikowali, wróżąc, jak te rządy będą wyglądać. Starałam się wtedy zachować zdrowy rozsądek. Teraz widzę, że nie miałam racji. Niedawno ktoś mi powiedział: "Ustrój totalitarny zaczyna się wtedy, kiedy wszystko się może zdarzyć". Ta chwila nastała. Nie wierzę, że istnieje cokolwiek, co ze stuprocentowa pewnością nie może się tu zdarzyć. Ale wciąż nie to jest najgorsze, nie jest to pierwsza ani ostatnia władza, której się przewróciło w głowie.

Najgorsza jest retoryka, jaką się posługujecie. Retoryka nienawiści, zemsty, podziału ludzi. Od czasu Smoleńska sukcesywnie niszczycie mój Naród od środka, a ja nie mogę tego znieść. To, co robicie teraz, jest tylko kontynuacją polityki, która zaczęła się sześć lat temu. Bóg jeden wie, co czułam, kiedy dowiedziałam się o katastrofie smoleńskiej. Miałam wrażenie, że świat się po części zawalił, historia tworzyła się na moich oczach. Płakałam, mimo że nie czułam się specjalnie związana z ludźmi, którzy wówczas zginęli. Ale ta chwila miała też swoje piękno – kiedy wszyscy Polacy zbierali się pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie, a Krakowskie Przedmieście zalewały znicze i kwiaty. Pisząc o tym teraz, znów mam dreszcze. Ale dzień potem zaczęliście swoją kampanię nienawiści. Wielka tragedia, która nas spotkała, stała się pretekstem do dzielenia Polaków.

Kim jesteście, żeby niszczyć ten Naród?

Kto Wam dał takie prawo? I jakim trzeba być człowiekiem, żeby czerpać radość z wpajania w ludzi nienawiści? Jesteście gotowi wziąć za to odpowiedzialność przed przyszłymi pokoleniami? Stawicie czoło ocenie, jaką Naród Wam wystawi za x lat? Wasza władza nie jest wieczna – żadna nie jest. Ale ktoś kiedyś będzie musiał o niej jakoś opowiadać. Wspominać.

Zobacz: Narasta opór przeciwko temu, co robi władza - Józef Pinior w "Temacie dnia"

Obserwując od dłuższego czasu, co się dzieje na świecie, tuż za polskimi granicami, nabrałam fatalistycznego przekonania, że wszystko zmierza ku jakieś globalnej katastrofie, apokalipsie. Łatwo zacząć mieć takie myśli, kiedy się widzi wydarzenia na Ukrainie, Bliskim i Dalekim Wschodzie, Afryce, Europie Zachodniej. Bardzo mnie to przytłaczało, ale Polska była w moich oczach bezpieczną przystanią. Ostatni bastion, gdzie nie wydarzy się żaden zamach, nie będzie wojny, nie przejdzie tsunami. Była domem. Teraz już nie jest. Macie na swoim koncie jeszcze jedno osiągnięcie – zmusiliście mnie do myśli o emigracji. Całe życie mówiłam, że nigdy stąd nie wyjadę, bo kocham ten kraj i nie widzę takiej potrzeby. Uważałam, że wszystko zmierza ku dobremu. Dzisiaj pokazaliście mi pewną prostą prawdę – tu nigdy nie będzie normalnie. Nie minęło 30 lat od roku 1989, a historia zaczyna się odtwarzać na nowo. Nie widzę już swojej przyszłości w Polsce, bo mimo że ją kocham, nie mam siły żyć w pętli nienawiści, zalewana żółcią, kłamstwem, arogancją. Mam dosyć brudzenia sobie rąk tą obrzydliwością. Chcę mieć spokój i chcę żyć szczęśliwie. Jak każdy.

To jest kolejna rzecz, której Wam nigdy nie wybaczę. Sprawiliście, że chcę wyjechać z ukochanego kraju. I wiem, że zmusiliście do tego więcej osób. Nie wstyd Wam, że przez swoją politykę stracimy część młodych pokoleń? Naszego kraju na to nie stać, a ludzi nie stać na to, aby opuszczać swoją ojczyznę.

Wczoraj Polska umarła

Umarły podwaliny demokracji, umarło jej dobre imię, umarł szacunek, jakim nas darzono. Umarł szacunek Polaków do samych siebie. Nie umarło jej miejsce w moim sercu, bo ten kraj jest czymś więcej niż tylko żądną zemsty, nienawistną władzą. Ale jakie to ma znaczenie, skoro myślę już tylko o tym, jak stąd uciec?

Tylko dokąd?

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.