Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Prezydencie!

Kierujemy do Pana prośbę o nieudzielanie poparcia wprowadzanej obecnie reformie polskiego szkolnictwa. Wszelkie działania wobec szkoły mają swoje skutki dla pokoleń młodych polaków i dla przyszłości naszej ojczyzny. 

Doskonalenie reforma rewolucja – oto trzy możliwe strategie postępowania ze szkołą. 
Członkowie Stowarzyszenie „Ruch Pedagogów Społecznie Zaangażowanych” uważają, że jedyną racjonalną formą postępowania wobec szkoły jest ustawiczne doskonalenie. Reforma jest sposobem zachowania w sytuacjach zdarzeń dziejowych, transformacji systemowej lub innych ekstraordynaryjnych okolicznościach. Rewolucji w szkole dokonywali natomiast przywódcy Rosji bolszewickiej, Korei Północnej, Chin Ludowych... Wiele środowisk protestuje obecnie przeciw włączaniu szkoły i wychowania w obszar działań „rewolucyjnych", prowadzonych przez rząd naszego kraju. Do tego grona dołączamy się i my – członkowie Ruchu. Jesteśmy przedstawicielami pedagogów ze środowiska naukowego, akademickiego, jak również nauczycielami i wychowawcami różnych placówek i instytucji oświatowo-wychowawczych. 

Jako jedni z nielicznych protestowaliśmy przeciwko bezprecedensowej w skali ostatniego wieku decyzji minister A. Zalewskiej cofającej wiek rozpoczynania nauki szkolnej z 6 do 7 lat. Pisaliśmy wówczas:  
"Oczywista zasadność utrzymania obowiązku szkolnego dla 6-latków wynika nie tylko z prawideł rozwoju osobniczego współczesnych dzieci i młodzieży, których akceleracja w ostatnim półwieczu była wręcz niewiarygodnie dynamiczna. Dla wielu dzieci ze środowisk społecznie zaniedbanych wczesne rozpoczęcie edukacji jest jednym z najefektywniejszych sposobów wyrównywania szans rozwojowych, likwidowania narastającego w naszej ojczyźnie zjawiska wykluczenia i marginalizowania grup defaworyzowanych. Zaniechanie takiego działania jest drastycznym przewinieniem wobec polskiego dziecka, szczególnie ubogiego, oraz winą wobec mechanizmów rozwojowych i przyszłości naszego kraju". 

Nasz protest nie wywołał wówczas żadnej reakcji władz oświatowych, co nie było dla nas niespodzianką. Warto podkreślić, że w ciągu ostatnich stu lat na całym świecie około 130 krajów zadziałało wręcz odwrotnie, to znaczy obniżyło wiek obowiązku szkolnego dla swoich dzieci! Czyżby więc tylko Polska posiadła "kamień mądrości", wedle którego początek edukacji szkolnej dzieci należy opóźniać?

Co gorsza, obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej dokonuje kolejnej, niestety rewolucyjnej zmiany systemu edukacji narodowej: rewolucji organizacyjnej i programowej. Napisano o tych zamiarach już niemal wszystko, wypowiedziało się już wiele autorytetów, wskazując na ich nieracjonalność i niebezpieczeństwa, jakie takie działanie niesie za sobą. Nie chcemy ich w tym miejscu powtarzać, tym bardziej że dochodzimy do smutnej konstatacji, że wszelka argumentacja przeciwna zamiarom rządu jest przez ministerstwo ignorowana. Mówienie o tzw. konsultacjach jest kpiną ze środowisk szkolnych i ogólniej z obywateli. 

Reprezentowane przez nas środowisko akademickich pedagogów i nauczycieli protestuje przeciw tak szkodliwym działaniom, groźnej rewolucji w systemie oświaty. Protestujemy przeciwko likwidacji gimnazjów oraz nieodpowiedzialnej, ekspresowej zmianie organizacji systemu edukacji w Polsce, przeciwko pośpiesznej i nieprzemyślanej zmianie programów nauczania. Działania te grożą kolejną dewastacją systemu wychowania i edukacji w naszym kraju. Tymczasem polski system szkolnictwa powinien zostać poddany działaniom przywracającym mu jego wcześniej posiadane funkcje, które w wyniku nieodpowiedzialnej polityki kolejnych rządów zostały zlikwidowane lub drastycznie ograniczone. 

Wskazujemy rejestr najpilniejszych spraw koniecznych do naprawienia, wierząc, że ich wprowadzenie przywróci polskiej szkole jej pożądane i nowoczesne funkcje: 

1. Przywrócenie do szkół opieki i profilaktyki medycznej. Dzisiejsze pokolenia już nie pamiętają, że kiedyś w każdej szkole były pielęgniarka i stałe wizyty lekarza. Zostały usunięte w ramach "racjonalizacji opieki zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą". Pomijamy straty materialne, dewastację sprzętu i wyposażenie lokali; stokrotnie tragiczniejsze i stokrotnie kosztowniejsze są skutki owych "oszczędności" dla kolejnych i kolejnych roczników dzieci i młodzieży dotkniętych próchnicą zębów, alergią, wadami postawy, schorzeniami kośćca. Co piąty chłopiec i co szósta dziewczynka w wieku 5-9 lat, a więc w wieku najważniejszym dla rozwoju, dotknięci są długotrwałymi schorzeniami (dane GUS). W europejskim rankingu wadliwego rozwoju dzieci w wymienionych obszarach zajmujemy czołową lokatę. Czy jest na to rada? Dzisiaj nie ma! To, co zniszczono w kilka lata, musielibyśmy odbudowywać przez lat co najmniej dwadzieścia! 

Przynajmniej więc pielęgniarki powinny wrócić do wszystkich szkół: podstawowych i ponadpodstawowych, oraz choćby gimnastyka korekcyjna. Palącą potrzebą jest przywrócenie opieki stomatologicznej nad dziećmi. Przemawiają za tym wszystkie racje medyczne, społeczne i humanitarne. To pierwszy obszar koniecznej naprawy naszej szkoły. 

2. Drugim gestem dewastującym polski system edukacji był unikalny w skali europejskiej, a w swej wymowie cyniczny "program przystosowawczy", tak nazwany i wprowadzony pod naciskiem Ministerstwa Finansów rozporządzeniami ministrów edukacji: Roberta Głębockiego w 1991 roku (Zarządzenie Ministra Edukacji nr 18 z dnia 24 sierpnia 1991 roku w sprawie realizacji zajęć ponadobowiązkowych i pozalekcyjnych w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych) oraz Zdobysława Flisowskiego w 1993 roku (Zarządzenie Ministra Edukacji nr 23 z dnia 6 sierpnia 1993 roku w sprawie warunków realizacji zajęć korekcyjno-kompensacyjnych w szkołach). 

Pierwsze rozporządzenie z 1991 r. wprowadzało restrykcyjne ograniczenia w zajęciach
nadobowiązkowych i pozalekcyjnych, które odtąd mogły być finansowane tylko w granicach posiadanych środków. Taka regulacja oznaczała w gminach ubogich wyrok śmierci na zajęcia pozalekcyjne i nadobowiązkowe. Kolejne dwa zarządzenia w roku 1992 „porządkowały” system, organizację i finansowanie zajęć pozalekcyjnych w taki sposób, że ich realne znaczenie kompensacyjne stało się iluzoryczne. Drugie rozporządzenie w roku 1993, między innymi, dopuszczało zajęcia rozwojowe w szkołach podstawowych, pod warunkiem że będą miały charakter międzyszkolny. Taki warunek w rzeczywistości szkół wiejskich trudno nie nazwać cynicznym, a samą nazwę programu "przystosowawczy" - klasyczną kategorią orwellowską. Bo akurat zróżnicowania między szkołami miejskimi i wiejskimi są w naszym kraju szczególnie drastyczne i od dziesiątków lat nienaruszane żadną racjonalną polityką równości. Późniejsze regulacje prawne znoszące niektóre negatywne skutki działania ustaw „przystosowawczych” nie były już w stanie cofnąć negatywnych konsekwencji programu przystosowawczego, którego owoce widoczne są do dzisiaj w systemie wspierania rozwoju dzieci. To był drugi akt niszczenia polskiego systemu edukacji i próby wyrównywania szans oświatowych dla dzieci ze środowisk zaniedbanych kulturowo i biednych ekonomicznie.

Dzisiaj system wsparcia rozwojowego, wszelkie zajęcia pozalekcyjne i pozaszkolne zostały skomercjalizowane i są dostępne głównie w mieście, wyłącznie dla dzieci zamożnych rodziców. Szczególnie niedostępne są dla młodzieży dojeżdżającej do szkół na terenach wiejskich. Według wyników badań, realizowanych na Warmii i Mazurach oraz na Podlasiu, z zajęć rozwojowych korzysta 34 proc. dzieci dojeżdżających do szkół. Interes dziecka i nowoczesnej edukacji poza wszelką dyskusją stawia masowy i bezpłatny dostęp każdego dziecka do zajęć wyrównawczych i rozwojowych. Taki akt byłby prawdziwym reformatorskim wyczynem, który przeszedłby do historii polskiego szkolnictwa i pozwolił usunąć trwale skutki owego nieszczęsnego programu.

3. Likwidacja szkół! Oświatowe i kulturowe barbarzyństwo! To trzeci zamach na system oświaty powszechnej. Kraje skazane na małe szkoły (takie jak Kanada, Australia, niektóre kraje europejskie) opracowały skuteczną metodykę nauczania i strategię ich funkcjonowania. W naszym kraju w przeciągu około 30 ostatnich lat zlikwidowano blisko 10 tys. małych szkół, w przeważającej liczbie ulokowanych na wsiach, pogłębiając ich kulturowe i oświatowe upośledzenie. 

Akurat potrzeby oświatowe i doradcze w tym środowisku są olbrzymie. Tymczasem z przestrzeni wsi usunięto niemal wszelkie instytucjonalne formy kulturalno-oświatowe. Nie miejsce tu na dokumentowanie zlikwidowanych tysięcy bibliotek, świetlic, klubów, zespołów artystycznych, wszelkich placówek o cechach instytucji kulturalno-oświatowych. Na wsi pozostał wyłącznie telewizor i jego aspołeczne funkcje – przy rozumieniu jego kulturowej roli oskarżany jest o izolację sąsiedztwa i zubożenie relacji międzyludzkich. Wiejska szkoła została dosłownie zdziesiątkowana. 

Na 40 583 sołectwa (stan z 2014 roku) zlikwidowano blisko 10 tys. szkół. Koronny argument – oszczędności – został podważony przez Najwyższą Izbę Kontroli w Raporcie nr 152/2005, w którym wykazano, że tylko 24 proc. gmin, które zlikwidowały szkoły, odniosło z tego faktu korzyści finansowe, a 64 proc. musiało zwiększyć nakłady na gminną oświatę. Wziąwszy pod uwagę olbrzymie potrzeby oświatowe wsi, należy pilnie opracować nową strategię istnienia i działania szkół wiejskich, nawet najmniejszych, w takim kierunku, aby rano i przed południem szkoła była dostępna dla dzieci, a wieczorem dla społeczności lokalnej w formie skandynawskiego uniwersytetu ludowego. Porzućmy szkodliwe przekonania o niskim - ex definitione - poziomie
małych szkół wiejskich, a postarajmy się o podniesienie ich poziomu. Mamy liczne i dobrze wykształcone kadry nauczycieli. Zatrzymamy może w ten sposób regres kulturowy i obyczajowy środowiska, zbudujemy społeczność lokalną spełniającą warunki społeczeństwa obywatelskiego, którego naszemu krajowi potrzeba jak powietrza. Z badań przeprowadzonych na Warmii i Mazurach oraz na Podlasiu wynika, że nie było żadnej miejscowości, w której likwidacja szkoły nie wywołałaby protestu społeczności lokalnej. Żaden nie został uwzględniony! 

4. Dzisiaj obserwujemy powszechne zjawisko zamykania części stołówek szkolnych oraz prywatyzowanie się pozostałych. To kolejny akt niszczenia opiekuńczej funkcji szkoły podstawowej, której misją jest wszechstronny rozwój dziecka: emocjonalny, intelektualny i fizyczny. 

Początek temu zjawisku dała Warszawa, która - jak głosili jej urzędnicy - zaoszczędziła na tym akcie 27 mln zł. Pomijając wszelkie analizy i okoliczności tego bezmyślnego i budzącego oburzenie faktu, ta decyzja w swoich zdrowotnych konsekwencjach będzie podobna do decyzji o usunięciu ze szkół opieki i profilaktyki zdrowotnej.

Mamy jeden z najwyższych wskaźników niedożywienia dzieci, na co wskazują badania Instytutu Matki i Dziecka. Catering – tak dzisiaj modne zjawisko – jest zawsze o kilka/kilkanaście procent droższy od kuchni szkolnej. Oznacza to, że kilka lub
kilkanaście procent dzieci przestało korzystać z obiadów, ponieważ ich rodziców nie stać na wyższe opłaty. A te kilka lub kilkanaście procent dzieci rezygnujących z obiadów to kilkadziesiąt tysięcy głodnych, małych ludzi! Czy troska o nich nie jest pilniejszą sprawą dla Ministerstwa Edukacji niż wprowadzanie do szkół przysposobienia obronnego? Polska należy do krajów, które w raporcie OECD określono jako te, w których „ubóstwo ma twarz dziecka”. Jesteśmy na przedostatnim miejscu wśród krajów OECD w wysokości wydatków na dzieci w skali całego dzieciństwa. 

Operatywność systemu pomocy socjalnej jest marna. Wspomniane badania na Warmii i Mazurach pokazały, że z obiadów w stołówkach korzysta od 15 do 33 proc. dzieci dojeżdżających do szkół (odsetek różny w zależności od gminy). Dodać tu trzeba koniecznie, że dzieci te na ogół przebywają poza domem około ośmiu godzin. I nawet wobec faktu, że badany region legitymuje najwyższy wskaźnik skrajnego ubóstwa (14,8 proc. w 2014 roku), to stan taki jest dla kraju w środku Europy kompromitujący! Wiele krajów w Europie i na świecie posiłki szkolne dla dzieci uczyniło bezpłatnymi. I nie są to potęgi ekonomiczne, ot zwykłe, średnie kraje, w których uważa się, że dobre odżywianie dzieci jest ważniejsze dla przyszłości kraju niż groteskowe oddziały obrony terytorialnej, kosztowne zabawki ministra "sztuki wojennej"! 

Dajmy wszystkim dzieciom darmowy obiad w szkole! Powstrzymajmy nowe barbarzyństwo w traktowaniu małego dziecka! Doczekamy zapłaty w postaci zdrowszego pokolenia za lat 20. I będzie to wielokrotnie wyższa zapłata niż dzisiejsze koszty darmowych obiadów dla dzieci!

5. Wreszcie ostatnie wielkie zaniedbane zadanie wychowawcze szkoły - walka z przemocą wobec dzieci, zawierająca się w programie: wychowanie do życia w rodzinie. Alarmujące statystyki, mrożące krew w żyłach akty okrucieństwa wobec małych dzieci, a nawet niemowląt, pokazują skalę swoistego wręcz zdziczenia młodych rodziców! Są one owocem niekończących się sporów o istotę i treści owego programu wychowania do życia w rodzinie. Tragiczną wymowę ma samotność w cierpieniu owych dzieci oraz obojętność otoczenia, a także system prawa, który zrównuje okrucieństwo wobec dzieci z kradzieżą lodówki! Szkoła i system socjalny, łącznie z policją i sądami muszą natychmiast opracować skuteczny program profilaktyki i ratownictwa. 
Rodzice, sprawcy owych tragedii, często opuścili szkołę przed kilku, czasem kilkunastu laty. Jakie wyposażenie moralne i humanitarne daje szkoła, skoro maltretowanie bezbronnych staje się praktyką nagminną w naszym kraju? Nie ma w tej kwestii stanowiska odpowiednich ministrów, Kościoła... Jest za to projekt obecnego rządu - wspierany przez Episkopat - wycofania Polski z konwencji antyprzemocowej.

Szanowny Panie Prezydencie, Stowarzyszenie Pedagogów Społecznie Zaangażowanych, skupiające dziesiątki profesorów i doktorów wszystkich uczelni naszego kraju, skupiające też nauczycieli i wychowawców z całej Polski, protestuje przeciwko rewolucyjnej reformie oświaty, niezrozumiałemu pośpiechowi zmian, jakie mają być wprowadzane, oraz ukierunkowaniu tych zmian na te akurat kwestie szkolne, które dobrze się już sprawdziły i wypracowały konstruktywne sposoby edukacji i wychowania, a pomijaniu tych, które naprawdę wymagają naprawienia i udoskonalenia. Oczekujemy więc od Pana zawetowania projektowanej rewolucyjnej zmiany w
szkolnictwie i włączenia się do humanitarnego doskonalenia jej funkcji opiekuńczych,
wychowawczych i nauczających, zgodnych z pięknymi tradycjami zapoczątkowanymi przez Komisję Edukacji Narodowej pod koniec XVIII wieku!

Przewodniczący Stowarzyszenia „Ruch Pedagogów Społecznie Zaangażowanych”
Prof. dr hab. Tadeusz Pilch
Członek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.