Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Napisanie tego listu przyszło mi z wielkim trudem, ale postanowiłem aktywnie upomnieć się o swoje prawa, których rządzący próbują mnie właśnie pozbawić. Jestem starszym oficerem policji, w stopniu młodszego inspektora, od trzech miesięcy w stanie spoczynku, który kilka dni temu dowiedział się, że od Państwa, któremu służył przez 26 lat, nie powinna przysługiwać mu policyjna emerytura.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna, której najnowszy projekt został przyjęty przez rząd, uderza nie tylko w przedstawicieli aparatu represji z czasów PRL, ale przede wszystkim w funkcjonariuszy takich jak ja, których jedynym przewinieniem było ukończenie nieodpowiedniej szkoły resortowej lub uczestniczenie w niewłaściwym kursie. Gdy trzy miesiące temu przechodziłem na emeryturę, byłem przekonany, że lata wyczerpującej fizycznie i psychicznie pracy, na którą się zdecydowałem, zapewnią mi stabilną przyszłość. Jednak jedną niesprawiedliwą i bezprawną decyzją rządzący próbują przekreślić cały mój życiowy dorobek i przykleić mi łatkę funkcjonariusza SB, mimo iż w służbach bezpieczeństwa PRL nie przepracowałem nawet jednego dnia.

W jednym worku z ubekami i zbrodniarzami

Wystarczyło to, że wybierając szkołę oficerską jako szeregowy milicjant, po otrzymaniu informacji o braku wolnych miejsc w Szczytnie zdecydowałem się na rozpoczęcie nauki w Szkole Oficerskiej w Legionowie. Należy podkreślić, że szkoła ta, w której kształcili się nie tylko funkcjonariusze SB, ale również milicji, WOP i innych służb mundurowych, uległa w trakcie mojej nauki przekształceniu w Akademię Spraw Wewnętrznych, Wydział Bezpieczeństwa Państwa. Ukończyłem ją w maju 1990, broniąc pracę dyplomową z zakresu "Społecznych uwarunkowań przestępczości nieletnich'' i otrzymując stopnień ppor. milicji. Nie mogę uwierzyć, że projektodawcy tej ustawy zaliczyli mnie do grona ubeków i zbrodniarzy poprzedniego reżimu, mimo że nigdy nie zajmowałem się zwalczaniem opozycji, a w dniu ogłoszenia stanu wojennego byłem uczniem szkoły podstawowej. Po ukończeniu Akademii Spraw Wewnętrznych jako młody policjant pracowałem w Wydziale Kryminalnym Komendy Rejonowej Policji w Siedlcach, gdzie zajmując się pospolitą przestępczością, poznałem wszelkie blaski i cienie policyjnej pracy. Był to jeden z trudniejszych okresów - w mojej służbie i życiu - który okupiłem problemami zdrowotnymi i rodzinnymi. W takiej pracy trzeba być gotowym na mnóstwo wyrzeczeń, a zawodowa codzienność to przysłowiowe pot, krew i łzy oraz narażanie życia i zdrowia, za co zawsze będę darzyć kolegów z jednostek liniowych szacunkiem. 

Przedstawiciel aparatu represji

Służbę swoją kontynuowałem w Centrum Szkolenia Policji, gdzie uczestniczyłem między innymi w wypracowaniu założeń organizacyjnych Międzynarodowego Centrum Szkoleń Specjalistycznych Policji, Policyjnego Centrum Dowodzenia, pełniłem funkcję kierownika Zakładu Kynologii Policyjnej i przez wiele lat pracowałem jako naczelnik Wydziału Prezydialnego. Gdy w tym roku kończyłem służbę, byłem przekonany, że ciężko i uczciwie zapracowałem na wszystkie świadczenia, które z mocy obowiązującego prawa przysługują odchodzącym na zaopatrzenie emerytalne oficerom policji. Dziś jednak, gdy nie jestem już potrzebny jako funkcjonariusz RP, klasyfikuje się mnie jako przedstawiciela aparatu represji, co uderza w moje dobre imię i godność. 

Czuję się oszukany przez Państwo, którego służbie poświęciłem całe swoje dorosłe życie. Nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że rządzący wrzucają mnie do jednego worka z największymi komunistycznymi oprawcami i odbierają mi uprawnienia, które należą mi się z mocy prawa. Zestawiam te opinie ze swoim dorobkiem zawodowym, licznymi odznaczeniami, w tym Brązowym Krzyżem Zasługi, Srebrną Odznaką "Zasłużony Policjant", medalem za długoletnią służbę czy też - w związku ze sprawowanym nadzorem nad problematyką mobilizacyjno-obronną - medalem "Za Zasługi dla Obronności".

Te odznaczenia otrzymane przez 26 lat służby w policji zawsze wiele dla mnie znaczyły i były dowodem wysokiej oceny moich osiągnięć zawodowych przez przełożonych. Teraz kwestionuję ich wartość, ponieważ cały mój życiowy i zawodowy dorobek został postawiony przez rząd pod znakiem zapytania. Dowiedziałem się, że nie jestem godny otrzymywania emerytury policyjnej, ponieważ okres, który spędziłem w szkole oficerskiej w Legionowie, został uznany w projekcie ustawy dezubekizacyjnej za służbę na rzecz totalitarnego państwa i przekreśla 26 lat służby w III RP po 1990 roku. Jest to absurdalna teza stojąca w jawnej sprzeczności z tym, iż właśnie dzięki tej szkole oficerskiej dosłużyłem się stopnia mł. insp. policji i nikt nigdy tego faktu nie kwestionował, również w trakcie wcześniejszych rządów PiS.

Decyzja rządu o przyjęciu projektu ustawy dezubekizacyjnej w obecnej, znacznie rozszerzonej formie wywołała we mnie poczucie rozgoryczenia i skrajnej niesprawiedliwości. Mająca na celu ukaranie funkcjonariuszy SB godzi w policjantów, którzy poświęcili swoje życie w służbie w wolnej Polsce, a pozytywnie zweryfikowani, sumiennie pracowali na swoje stopnie i odznaczenia w nowych czasach.

Jako emerytowany oficer policji pokładam głęboką wiarę w rozsądek organów państwowych, które muszą zrozumieć, że proponowana ustawa uderzy w liczną grupę osób zasłużonych dla kraju i jego bezpieczeństwa oraz porządku publicznego. Po tak wielu latach pracy nie zasłużyłem sobie na takie potraktowanie, a moja emerytura mundurowa - i wielu pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy - nie może być, jak to eufemistycznie określił minister Błaszczak, przedmiotem dokonanych przez rząd oszczędności, gdyż ja określiłbym to mianem ordynarnego i bezprawnego pozbawienia mnie praw nabytych i wypracowanych świadczeń w Rzeczypospolitej Polskiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.