Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Redaktorze,

pański piątkowy felieton "Polską rzeczywistość trzeba nazwać po imieniu"  skłonił mnie do refleksji i zainspirował.

Jako osoba, która spędziła parę lat życia w Korei Południowej, żywo interesuję się tym krajem, jego problemami i tym, jak sobie z nimi radzi.
Korea jest społeczeństwem, którego doświadczenie z demokracją jest porównywalne z naszym dorobkiem. Jednak obserwuję tam zjawiska, które zdają się świadczyć o tym, że jest to społeczeństwo nieco bardziej zaangażowane w sprawy publiczne, bardziej społecznie uświadomione i asertywne, jednym słowem - że jest to społeczeństwo bardziej obywatelskie od naszego.

Bo oto kilka tygodni temu wypłynęły na powierzchnię sprawy, wskazujące nie tylko na
fakty popełnienia poważnych naruszeń porządku prawnego przez urzędującą prezydent Republiki Korei, panią Park, ale też dające powody do przypuszczeń, że pani prezydent jest kontrolowana przez osoby trzecie. Nie jest osobą samodzielną, a nawet może być osobą nie w pełni poczytalną.
Sytuacja ta spowodowała natychmiastową reakcję społeczną. Obserwujemy coraz potężniejsze pokojowe manifestacje żądających jej ustąpienia obywateli. W ubiegłą sobotę na seulskiej manifestacji spotkało się około pół miliona demonstrantów.

 W Polsce prezydent łamie prawo

W Polsce, od roku, prezydent RP łamie prawo, przede wszystkim naruszając przepisy o Trybunale Konstytucyjnym, podobnie jak czyni to premier polskiego rządu. Obydwoje kontrolowani przez osobę trzecią, którą, jak wiele na to wskazuje, jest poseł Kaczyński. A
istnieją poważne powody, by podejrzewać, że zarówno ów poseł, jak i, pośrednio, również kontrolowani przez niego członkowie rządu działają w interesie obcego, dużego państwa. Można tak sądzić, a Pan, panie redaktorze pisuje o tym w "Wyborczej". Można tak sądzić przynajmniej po owocach ich pracy, które są bardzo po myśli przywódcy owego mocarstwa oraz jego szefa dyplomacji, przerastającego umiejętnościami i sprytem dyplomatycznym szefa naszej dyplomacji co najmniej o dwie głowy, ale być może i o trzy.

Czy można się dziwić zwykłym obywatelom?

 

I co? I niewiele. Nie widać powszechnego oburzenia tym stanem. Dlaczego nie widać? Są różne domysły i hipotezy w tej kwestii, ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną z możliwych odpowiedzi. Czyż nie jest bowiem tak, że obywatele, uznawszy, że na chwilę, prawdopodobnie dłuższą nie ma alternatywy dla rządów środowiska ludzi kontrolowanych przez wspomnianego posła, porzucili myśl o obywatelskim zachowaniu i postanowili zamknąć się w sobie i swoich rodzinnych twierdzach?

Czy można się im dziwić, skoro gołym okiem widać marność byłego obozu rządzącego, a obecnie opozycji? Czy można nie zrozumieć, pamiętając arogancję ("nie ma z kim przegrać") i (samo)ograniczenie ("ciepła woda w kranie") tamtych rządów, że szary
człowiek zamyka się w sobie i nie wychodzi na ulice żądać ustąpienia tych, którzy jawnie gwałcą naszą Konstytucję?

Być może, w Korei Południowej jest jakaś alternatywa, a przynajmniej nadzieja na takową.

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.