Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostatnio pojawia się wiele artykułów na temat jakości powietrza w Polsce. Ale po kolei. W moim przypadku sytuacja wygląda tak: mieszkam na wsi niedaleko Bielska-Białej. Mogłoby się wydawać, piękny region, widok na góry, dobry dojazd do pracy. W okresie letnim ogródek rodziców jest pełen warzyw, a w innej części ogrodu kury swobodnie biegają na wybiegu. Wydawać by się mogło, że idealne warunki do prowadzenia zrównoważonego trybu życia. Okej, koniec takiego pisania, bo wyjdzie, że piszę jakąś historię z happy endem. A więc co z tym powietrzem? 

Spokojny letni wieczór – czas odpocząć po całym dniu (skoro jest i działka, i altanka, to oczywiście czas spędzamy w ogrodzie). Zabawa szybko się jednak kończy, bo sąsiedzi muszą przecież zagrzać wodę. I tu jest pytanie: jak to wyjdzie najtaniej? Oczywiście plastik i innego rodzaju śmieci, które mają jakąkolwiek wartość energetyczną. Pora iść do domu. 

Sobotnie popołudnie – dobra okazja na skoszenie trawy. Ogród nie jest duży i cała praca zajmuje około dwóch godzin. Jak dla kogoś, kto spędza osiem godzin przed komputerem, jest to wręcz forma relaksu. Niestety, po godzinie wracam do domu. Niektórzy muszą przecież zagrzać wodę.

Wreszcie mroźny poranek w środku tygodnia – wstaję rano i otwieram okno, aby przewietrzyć mieszkanie. Jeszcze przed śniadaniem orientuję się, że to powietrze wcale nie jest lepsze od tego po godzinie 17. Zamykam okno. 

Te przykłady można mnożyć. Kiedy wracam z treningu czy idę na spacer, nie mogę odetchnąć ani na chwilę. Tylko podnosi mi się ciśnienie, a myśli, jakie zrobić świństwo innym, aby to się skończyło, zaśmieca mi umysł. Ten stan trwa. Długo trwa. Zaczął się jeszcze przed zwiększoną popularnością benzo(a)pirenu czy bodaj przed zeszłorocznymi wynikami WHO w sprawie zanieczyszczenia powietrza (już wtedy Żywiec został ogłoszony miastem nr 1 pod względem zanieczyszczeń). 

Jestem świadomy, jak bardzo zanieczyszczony jest teren, na którym mieszkam. Nawet zakładając, że okoliczni mieszkańcy zredukują ilość spalanych śmieci w okresie letnim, i tak ilość zanieczyszczeń wytworzonych w okresie zimowym pewnie wpłynie na jakość „zdrowych” marchewek, które zbieramy latem. 

I tutaj następuje starcie dwóch grup: tych, którym zależy, czym oddychają, i tych, którzy udają, że tego nie widzą. Bez odpowiednich regulacji i tak już stracony szacunek wobec sąsiadów i okolicznych mieszkańców może przerodzić się w nienawiść.  

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.