Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czerwiec, 1999 roku. Czekamy w napięciu. Lada dzień zapadnie decyzja Ministra Edukacji Narodowej i rodzice przekażą mi i mojej siostrze krótką informację: „Pójdziecie do gimnazjum”. Z wykształcenia nauczyciele geografii, pasjonaci, od wielu lat uczący w najlepszym liceum w mieście są wściekli na Handke. Zabiera ich dzieciom dodatkowy rok w liceum.

Wrzesień, 1999 roku. Nihil novi. Ta sama klasa, choć miały być zmiany. Częściowo zmieniony nauczycielski skład, choć mur beton z podstawówki trzyma się mocno. Ta sama lekcyjna nuda, nieustępliwość belfrów i latająca mucha. Moja szkoła to zlepek przypadków, osobowości i osobliwości. Są tyrani wyłudzający kasę, są dziewczynki, które miały swój pierwszy raz w krzakach pod blokiem.

Ale są też przyszłe prawniczki i lekarze. Jest plastyk mówiący z pasją o Boschu, po godzinach pokazujący nam gwiazdy i tłumaczący zawiłe konstelacje. Jest polonistka, harda babka ze starej gwardii. Jednym gestem dłoni zasiewa wśród uczniów milczenie pełne szacunku, a później zawiesza się wzruszona odczytem tekstów Herberta.

Wrzesień, 2002 roku. Liceum. Powiem świeżości. Czuć tu nastoletnią elitą, można nareszcie z kimś pogadać o filozofii Kanta, na przerwach posłuchać jakiejś alternatywnej muzy z jedną słuchawką oddaną koleżance. Nauczyciele uwijają się jak mrówki, grzmią z katedr o tym, że za trzy lata już matura, że tego programu nie da się przerobić na lekcjach, trzeba pracować w domu. Ciągle piszemy rozprawki i charakterystyki postaci, maturalny klucz jest nieubłagany, ciągle 3 na 5, ciągle nie tak. Ale koniec końców dobry to czas, nasz czas, choć w trzeciej klasie z materiałem siedzimy głęboko w pozytywizmie. Sercem w romantyzmie. Głową w starożytności. I lubimy czytać wszystko oprócz lektur.

Listopad 2016 roku. Czekamy w napięciu, w powietrzu wisi zmiana a historia zatacza krąg. Co z tą reformą?

Nie jestem „na tak” ani „na nie”, bo to nie pytanie o to, czy chcę jeść dziś obiad. Nie ma rozwiązań idealnych, a te, które dotyczą dużych i długotrwałych zmian budzą zawsze największy sprzeciw. Ludzie, którzy wyszli na ulice, protestują z różnych pobudek. Częściowo są to pobudki ekonomiczne, częściowo ideowe, częściowo jest to zwyczajna niechęć do zmian. Są też i tacy, którzy w stworzonych przed siedemnastu laty strukturach próbowali zbudować jakieś sensowne, bezpieczne, inspirujące środowisko. Być może wśród przeciwników likwidacji gimnazjów jest też spory procent przeciwników reformy ministra Handke.

Rok mniej, rok więcej to nie jest krok w tył czy krok w przód. Reforma struktury to temat drugorzędny, przysłania głębszy problem, w nomenklaturze kapitalizmu powiedzieliby o nim: problem z jakością. Odpowiedni program (bez zbędnego przeładowania czy nachalnych powtórzeń materiału kosztem innych tematów), właściwy dobór kadr, pasja i otwartość na rozmowę to jakości, których potrzebuje młody człowiek bez względu na to, w którym miejscu struktury się znajdzie.

Podziel się z nami swoimi opiniami, pisz na: listy@wyborcza.pl.

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.