Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem bardzo poruszony odejściem Leonarda Cohena, bo to jest zamknięcie rozdziału, także w moim własnym życiu.

Zaczęło się w latach licealnych, gdy w repertuarze naszych prywatek pojawił się „Famous Blue Raincoat”. Ten list, pisany „w końcu grudnia, o czwartej nad ranem”, był dla nas przejmującą opowieścią o miłości i o samotności... Podobnie jak „Suzanne”, „Bird On The Wire”, „So Long, Marianne” i wiele innych arcydzieł z tamtego okresu. Pamiętam, że w szkole byliśmy bardzo pilni na lekcjach angielskiego, także po to, by jak najlepiej rozumieć teksty piosenek Leonarda...

Szkolne przyjaźnie trwały, spotykaliśmy się i słuchaliśmy Leonarda Cohena. Mieliśmy wówczas taki zwyczaj, że każde spotkanie kończyliśmy wysłuchaniem „Ballad of the Absent Mare” - niezwykłej opowieści o uporczywym poszukiwaniu miłości, która odnajduje się tuż obok. Po ostatnich słowach tej ballady – „And they're gone like the smoke, And they're gone like this song” – żegnaliśmy się bez słowa... 

Od tamtych czasów minęło czterdzieści lat, ale „Ballad of the Absent Mare” do dzisiaj zachowała dla mnie swoją hipnotyzująca siłę. Tak jak dla mojej małżonki narkotykiem jest ciągle „I’am Your Man". Z radością witaliśmy też wszystkie nowe płyty i nowe piosenki Maestro Leonarda. 

Zebrałem je wszystkie i nie przestaję słuchać...

Ten głos, ta poezja i ta muzyka mówią o miłości i o tęsknocie, tym co w życiu jest naprawdę ważne, przenoszą do innego świata, czynią lepszym, dają wytchnienie i spokój.

19 lipca 2013 spełniłem swoje wielkie marzenie, na co czekałem prawie 40 lat... Na koncercie Leonarda Cohena w hali łódzkiej Atlas Areny siedziałem na płycie hali, tuż przed sceną. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy Maestro wbiegł tanecznym krokiem i nagle, razem ze swoim fenomenalnym zespołem, pojawił się tuż przede mną! To było takie nierzeczywiste!

I za chwilę rozpoczęło się misterium muzyki i poezji - liryczna podróż przez lata - od "Susanne" i "Famous Blue Raincoat" po utwory z ostatnich płyt. To także podróż przez moje życie, od czasów licealnych poczynając. Patrzyłem i słuchałem zachwycony i oszołomiony, nie dowierzając, że to dzieje się naprawdę.

Wydawało mi się, że dotykam absolutu.

Gdy zapowiedziane przez Mistrza siostry Webb zahipnotyzowały publikę wykonaniem a capella „If It Be Your Will”, wielotysięczny tłum pogrążył się w zupełnym milczeniu. I gdy wybrzmiał ostatni dźwięk, to milczenie trwało jeszcze przez moment, bo trzeba było złapać oddech i zrozumieć, co się stało! A potem były tylko owacje...

Gdy Wielki Maestro zapowiedział koniec tego wieczoru, tłum z głębi hali ruszył w stronę sceny, jakby chciał zatrzymać Artystę. I rozpoczęły się bisy... 

Dzisiaj dziękuję Ci, Mistrzu, za Twoją poezję, za muzykę, za wszystkie Twoje piosenki, za to, że byłeś z nami. Dziękuję Ci za ten magiczny koncert w Łodzi. Myślę, że już nic piękniejszego mnie w życiu nie spotka... 

ZA CO KOCHAŁAŚ/EŚ LEONARDA COHENA?
KTÓRE JEGO WIERSZE i PIOSENKI BYŁY DLA CIEBIE NAJWAŻNIEJSZE?
NAPISZ DO NAS NA LISTY@WYBORCZA.PL.
WASZE WSPOMNIENIA OPUBLIKUJEMY NA WYBORCZA.PL.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.