Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kłopoty dla środowiska LGBT w USA?

- Obiecuję każdemu obywatelowi, że będę prezydentem wszystkich Amerykanów – mówił Trump zaraz po ogłoszeniu wyników.

Bądźmy jednak realistami. Jak ktoś, kto deprecjonuje amerykańskie mniejszości, odmawia im równych praw oraz grozi prawnymi konsekwencjami (jak deportacja, odmowa usług), może być prezydentem wszystkich obywateli?

- Jesteśmy zdewastowani. Jest to karygodnie wstydliwy wynik głosowania. Wierzymy, że wystawia on miliony amerykańskich obywateli na ryzyko - w tym osób LGBT. Nie pozwolimy, żeby największy tyran na świecie nas wystraszył. Nawet w najczarniejszej godzinie, będąc solidarni, stając razem, będziemy silni – skomentował wynik wyborów, Matt Beard, dyrektor organizacji All Out. Wybór Trumpa oznacza duże kłopoty dla środowiska LGBT w USA. Ale nie tylko. Skutki tej prezydentury odczują geje i lesbijki na całym świecie.

Problem dla USA

Trump wielokrotnie w swojej politycznej karierze brał udział w wydarzeniach przeciwko osobom LGBT. Kiedy oficjalnie przejmie urząd w styczniu, Partia Republikanów będzie kontrolować całość władzy wykonawczej i ustawodawczej w USA. Oznacza to, że Demokraci mają bardzo małe szanse bronić i odpierać ataki na obywateli LGBT w swoim kraju – a sam Trump zapowiedział, że tego robić nie będzie.

Republikanie stworzyli najbardziej homofobiczny program od dekad, który wzburzył wiele gejów i lesbijek, nawet tych z konserwatywnej strony sceny politycznej. Od lat atakują adopcje dzieci przez pary jednopłciowe, „tęczowe rodziny”, sprzeciwiają się zdelegalizowaniu terapii mających leczyć z homoseksualizmu i afirmują „wolność religijną”, która opiera się na znanej nam klauzuli sumienia i według nich stanowi wyjątek od jakichkolwiek praw i regulacji zakazujących dyskryminacji ze względu na m.in. orientację seksualną. Prezydent elekt nie ma przygotowanej polityki dotyczącej środowiska LGBT w USA i pewnie nie będzie jej miał, tak samo zresztą jak polityki państwa dotyczącej HIV/AIDS w swoim kraju. Kiedyś umiarkowany w kwestiach LGBT Trump, dziś zaadoptował wiele poglądów z twardej ewangelizacyjnej polityki Republikanów.

Dodatkowo Mike Pence, nowy wiceprezydent USA, jest najgorszym, co może spotkać społeczność LGBT w Stanach. Już potwierdził plan wycofania ochrony prawnej dla osób LGBT, którą w 2014 roku przeforsował Obama. Sam Trump z kolei zapowiedział poparcie FADA (First Amendment Defence Act), prawa, które pozwoli na odmowę świadczenia usług osobom LGBT, jeśli sumienie komuś na to nie pozwala.

Donald Trump w przemowie skierowanej do ortodoksyjnych katolików zapowiedział, że nie będzie wetował prawa, które zabrania administracji publicznej podejmowania jakichkolwiek działań przeciwko osobom czy grupom, które według swojego kodeksu moralnego, sumienia czy religii uważają związek małżeński jako związek kobiety i mężczyzny. Takie prawo częściowo zalegalizuje dyskryminację osób LGBT we wszystkich sferach życia od handlu po opiekę zdrowotną, zabraniając tym samym interweniować odpowiednim służbom, a osoby LGBT praktycznie pozbawi możliwości walki.

Jako prezydent Trump będzie mógł wskazać także dwóch do trzech sędziów Sądu Najwyższego. Choć Trump w maju 2015 roku mówił jeszcze, że nie ma co się sprzeciwiać, i sam uczestniczył w wielkim i cudownym weselu pary jednopłciowej, to w wywiadzie dla FOX News z końca stycznia 2016 roku zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany, wybierze takich sędziów, którzy być może zmienią wcześniejsze ustalenia.  

Wiele kwestii dotyczących polityki wewnętrznej kraju Trump zgrabnie omijał w czasie kampanii wyborczej. A co na razie wiemy o planach dotyczących polityki zagranicznej?

Problem dla świata

Do tej pory amerykański rząd wyraźnie negował przypadki pogwałcania praw człowieka (w tym praw mniejszości seksualnych) na całym świecie. Wybór Trumpa na prezydenta, który twierdzi, że Stany Zjednoczone za jego rządów nie będą skupiać się na problemach innych, daje przyzwolenie na dalsze prześladowania obywateli LGBT krajom takim jak Rosja czy Katar. Te rządy od lat powtarzają, że regulowanie kwestii prawnych mniejszości seksualnych i walka z dyskryminacją to wymysł „bogatego Zachodu”, który chce narzucać swoją „zgniłą kulturę i styl życia” reszcie świata. Do tej pory amerykańska obrona praw mniejszości, dbałość o prawa człowieka stanowiły nie tylko obrazę dla istniejących reżimów, ale przede wszystkim je podważała.

- Chodzi o podstawowe wartości, jak godność człowieka, jak życie. Boję się nie tylko prezydentury Trumpa w kontekście praw mniejszości seksualnych, ale przede wszystkim tego, gdzie to zaprowadzi cały świat – komentowała wynik wyborów Polina Andrianova, aktywistka LGBT z Petersburga, znana między innymi z protestów w Soczi.

I nie ma się co dziwić. Donald Trump wygłaszał bowiem niejedną pochwałę na temat totalitarnego reżimu w Rosji, piał peany na cześć Władimira Putina, w tym samym czasie wyśmiewając NATO i Unia Europejską. Te sygnały jednoznacznie świadczą o tym, że USA przestanie odgrywać rolę obrońcy praw człowieka, i nie napawają optymizmem działaczy LGBT w wielu krajach, gdzie mniejszości są nadal prześladowane.

Trump zapowiedział, że skończy z programem przesiedleń uchodźców z Syrii i Iranu na teren Stanów Zjednoczonych. Na azyl polityczny ze względu na swoją orientację seksualną czeka ponad 1000 osób. 80 proc. z nich tymczasowo trafiło do Turcji, gdzie także narażone jest na przemoc. Opóźnienia w kontynuowaniu programu wydłuży czas oczekiwania na azyl nawet do dwóch lat, a zakończenie go to po prostu pewna śmierć dla wielu osób.

Za prezydentury Obamy Rada Praw Człowieka przy Organizacji Narodów Zjednoczonych powołała nowe stanowisko: eksperta, który będzie monitorował dyskryminację ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. ONZ razem z USA monitorowały wszystkie przypadki naruszenia praw człowieka, przemocy wobec mniejszości na świecie. Te działania bardzo pomagały lokalnym działaczom w walce o swoje prawa. Sprawiały też, że aktywiści mogli się czuć trochę bezpieczniej.

Wybór Trumpa na prezydenta może mieć też spory wpływ na decyzję Zgromadzenia Generalnego ONZ, które w przyszłym tygodniu ma głosować za odwołaniem niezależnego eksperta ds. LGBT na wniosek Unii Afrykańskiej. Zlikwidowanie stanowiska pogorszy sytuacji osób LGBT w Afryce i Azji.

Problem dla Polski

Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydencki to także zmiana narracji. Język nienawiści, którym się posługuje, wejdzie do debaty publicznej, także na świecie – internet, newsy, kultura popularna, sprawiają, że amerykańskie postawy wpłyną na wielu. Niechlubnie jednak możemy się pochwalić, że osiągnęliśmy to przed Amerykanami. Jednak dla polskich gejów i lesbijek oznacza to unormowanie zachowań, które wcześniej nie mogłyby mieć racji bytu (np. mowa nienawiści).

I o ile Obama wyrażał szczere obawy dotyczące demokracji i poszanowania praw człowieka w Polsce, o tyle na Trumpa nie mamy co liczyć. Jego zwycięstwo to także przysłowiowy młyn na wodę dla europejskiej i polskiej skrajnej prawicy oraz sygnał do kolejnej radykalizacji postaw. Nie wątpię też, że Trump, chociaż nie będzie ingerował w naszą politykę, stanie się figurą używaną przez propagandę Prawa i Sprawiedliwość. Dla wielu polityków wybór Trumpa to także sygnał, że populizm jest drogą, która gwarantuje sukces polityczny. Polska scena polityczna inspirowała się wielokrotnie tą amerykańską. Możemy mieć więc pewność jeszcze większego obniżenia standardów dyskusji, nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie.

I mimo że nie mieliśmy wpływu na wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych, to one będą miały wpływ na nas.

Więcej tekstów autora czytaj na blogu: From Top 2 Bottom.

Podziel się z nami swoimi opiniami o wyborach w USA, pisz na listy@wyborcza.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.