Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mój nieżyjący już ojciec Stanisław Tyliński (1911-2000) powiedział mi w latach 70. ub. wieku, że wkrótce po wojnie on i jego znajomi otrzymywali propozycje nabycia nieruchomości w Warszawie od osób posiadających - prawdziwe lub rzekome - prawa do różnych, w tym i tzw. pożydowskich, nieruchomości w Warszawie. Słyszał też, że niektórzy z tych oferentów mieli pewne kłopoty (np. szkolny kolega ojca - 2 lata w obozie pracy w Mielęcinie), bowiem zarzucano im wyłudzanie oświadczeń majątkowych i pełnomocnictw od właścicieli przebywających w latach 1940-42/3 w getcie warszawskim lub ukrywających się - w zamian za nieekwiwalentne świadczenia lub przysługi, np. ukrywanie ich po stronie aryjskiej, stałe dostawy żywności lub pieniądze w postaci monet złotych lub dolarów i funtów w ilości odpowiadającej kilkunastu procentom wartości przedwojennej. Byli w tym i ludzie typu p. Popiołka z serialu "Dom".

Należy podkreślić, że okupacyjne przepisy zakazywały nabywania nieruchomości od ludności żydowskiej, a więc nie było możliwości zawarcia aktu notarialnego z wpisem do ksiąg wieczystych. Pozostawała więc droga pełnomocnictw, testamentów, darowizn itp. - do realizacji po ustaniu okupacji niemieckiej (co w latach 1940 do poł. 1942 wcale nie było uważane za pewne). Było to mocno krzywdzące finansowo dla ludności żydowskiej, ale z drugiej strony przedłużało lub ratowało życie! A sprzedawano kwestionowane prawa w zamian za bardzo realne i cenione pieniądze lub wartości. Zdarzało się też, że te pełnomocnictwa lub darowizny były dokonywane - z premedytacją - jako posiadające cechy fałszerstwa, do ew. wykorzystania w celu odzyskania nieruchomości po wojnie!

O podobnych przypadkach słyszałem też od nieżyjącego już p. Zygmunta Dzierli (1909-2006), który w czasie okupacji działał w polskim rzemiośle i zetknął się z problemem przejmowania pożydowskich warsztatów i zakładów usługowych. Moje zainteresowanie sprawą nieruchomości warszawskich (i pewna wiedza w tej sprawie) wyniknęło z tego, że w ub. wieku, począwszy od 1977 r., byłem inicjatorem wznowienia działalności i prezesem zarządu Spółdzielczego Zrzeszenia Budownictwa Jednorodzinnego "Wspólna Zagroda". Próbowałem wyjaśniać stan prawny różnych nieruchomości warszawskich, zarówno dekretowych, jak i poza granicami Warszawy sprzed 1951 r. Po prostu badaliśmy prawne szanse ich wykorzystania pod nasze inwestycje. Ówcześni urzędnicy miejscy ostrzegali mnie przed zabagnionym stanem prawnym nawet pozadekretowych nieruchomości pożydowskich. Wśród przekazanych nam w wieczyste użytkowanie gruntów dekretowych chyba nie było nieruchomości pożydowskich.

Sprawy te wyjaśniała m.in. nieżyjąca już radczyni prawna i członek naszego zrzeszenia p. mgr Bożena Pawlak oraz radca prawny Stołecznego Związku Spółdzielczości Mieszkaniowej, działający w tej sprawie wiele lat, nie tylko dla nas (niestety, nie pamiętam już jego nazwiska, ale był w moim wieku, więc może jeszcze żyje). Nie mam już żadnych "papierów" na ten temat, a i szczegóły zatarły się w pamięci, ale niewątpliwe jest, że sporo da się odnaleźć na temat obrotu nieruchomościami pożydowskimi na podstawie faktycznych, sfałszowanych oraz sporządzonych wadliwie pełnomocnictw itp. w celu ich podważenia po wojnie. Jest zapewne sporo osób (i ich następcy prawni), które w dobrej wierze nabyły nieruchomości pożydowskie w latach 40.od osób, które albo same były oszustami, albo też zostały wprowadzone w błąd przez osoby udzielające fałszywych pełnomocnictw jako faktyczni lub fikcyjni przedwojenni właściciele nieruchomości.

Piszcie do nas na: listy@wyborcza.pl.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.