Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wychodzę ze spotkania w centrum handlowym Arkadia (takie tam #biznesy). Przechodzę kilkadziesiąt metrów w stronę przystanku tramwajowego. Wtem słyszę za sobą: "Zginiesz, zarazo czerwona! Pedale jeden!".
Odwracam się, żeby zlokalizować źródło nienawiści i podjąć decyzję, czy rozmawiać czy uciekać, bo to może być np. straż terytorialna, a ja naruszyłem granicę swojej dzielnicy, albo kibice Orła Białego. A w tych dwóch przypadkach, wiadomo, wolę szybko i stanowczo oddalić się w swoją stronę.

Okazuje się jednak, że to staruszka, która drepcze powoli za mną na swoich wątłych nóżkach. Babcia zachowuje jednak bezpieczną odległość. No nic. Zatrzymam się, zapytam, o co chodzi, może coś jej się pomyliło, pomieszało, może trzeba pomóc.
- Potrzebuje Pani pomocy? - pytam.
- Zarazo, zgiń! - wykrzykuje znów. Ludzie przechodzą i patrzą się na tę scenę histerii, zmieszanej z niedowierzaniem, a przeplecionej obojętnością w ludzkich oczach. Podchodzę kilka kroków bliżej staruszki. Zaczyna syczeć niczym bezdomna kocica, której ktoś chce zabrać ostatni, wygrzebany ze śmietnika, kawałek rosołowej kości.
- Czy na pewno Pani nic nie jest? O co Pani chodzi? Mogę jakoś pomóc!
- Idź stąd, zarazo! POMOCY! - wydziera się. - LUDZIE, POMOCY!
Podbiega jakaś młodsza dziewczyna, która rozkazuje mi zostawić staruszkę w spokoju i się do niej nie zbliżać. Nadal dzieli nas od siebie parę kroków, no ale spoko... rozumiem, pochwalam, pewnie zachowałbym się podobnie. Pyta się babci, czy nic jej nie jest i czy nie wezwać policji, czy nic jej na pewno nie zrobiłem.
- Chciał mnie pedalstwem zarazić! - wykrzykuje staruszka.
Dziewczyna dębieje, ja też.
- Pedałów można poznać po stroju. Ksiądz tak mówił. I że swoją chorobę bezwstydnie roznoszą. A czerwony płaszcz to pedalski płaszcz - tłumaczy dalej babcia, zanosząc się szlochem. Tak stoimy. Babuszka wpada jeszcze w większą histerię, ale już nic ze szlochu nie da się zrozumieć, poza końcówkami przekleństw.
- Niech Pan idzie, ogarnę temat - rzuca w moją stronę młoda dziewczyna.

Podirytowany przechodzę spacerem dwa przystanki. W oddali majaczy tramwaj. Myślę, więc sobie: "Podjadę, a co!". No to wsiadam, wyjmuje telefon, sprawdzam Facebooka.
- Zarazo pedalska! Będziesz płonąć w piekle! - słyszę. No tak, kto ma tyle szczęścia, żeby dwa razy trafić na tę samą staruszkę? "To tylko dwa przystanki, wytrzymasz" - uspokajam się w myślach.
- No niech Pani powie, czy to nie pedał! On chce rozprzestrzenić swoją chorobę! Sługa diabła jeden! - słyszy cały tramwaj. A oprócz cichych pomruków tramwaj milczy.

Postanawiam wyskoczyć przystanek wcześniej. I po tej sytuacji mam kilka przemyśleń:
- jednak spacery służą nie tylko zdrowiu fizycznemu, ale także psychicznemu, bo pomagają unikać psychopatów;
- nie ma czegoś takiego jak pedalski albo babski kolor i chyba pora skończyć z tymi podziałami, bo są denerwujące;
- religia strasznie ryje mózgi, szczególnie starszym osobom, które - podejrzewam - są dodatkowo schorowane... i strasznie to przykre;
- strasznie się radykalizujemy i już któryś raz w ostatnim czasie zdarza mi się taka przykra sytuacja, ale mówią, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, ale byleby rzeczywiście nie zabiło;
- to, że przestanę się ubierać pedalsko, nie sprawi, że przestanę być pedałem i przestanę roznosić swoją "zarazę".

Wiem, że trochę narzekam i że nikt tego nie lubi, ale jest to sytuacja tak abstrakcyjna, że musiałem ją z siebie wyrzucić.

PS: Mój czerwony "pedalski" płaszczyk, tj. kurtka, którą uwielbiam i uważam, że jest jednym z lepszych ciuchów, które mi się przytrafiły, wygląda tak jak na załączonym zdjęciu.

#MojCzerwonyPedalskiPłaszcz #JestemRoznosicielemZarazyISługąSzatana #DiabełUbieraSięUPrady

Więcej tekstów na blogu Grzegorza Miecznikowskiego

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.